wtorek, 18 listopada 2014

Żyję luksusowo:), czyli torebka minimalistki. Numer 2

...z cyklu "Co w szafie piszczy"



Tytuł jest z przymrużeniem oka, ale naprawdę, Kochani, nie pamiętam, kiedy ostatni raz kupiłam sobie dwie torebki na raz - jak mawiała Mabel w serialu zgadnijcie jakim. Tylko ona nie wzdychała do torebek, a do budyniu zwanego puddingiem, do resztek  obiadu ze stołu jego lordowskiej mości albo do zawartości jego piwniczki. No więc żyję luksusowo, ponieważ torebki są dwie. Z tym że (dla wątpiących w poprawność tej interpunkcji LINK) tylko jedna z nich pasuje do kurtki i nie jest to ta. Ta krzyczy o trencz granatowy i może się za rok lub dwa dokrzyczy:), ale jeszcze nie teraz.


A czemu to "torebka minimalistki"? Ponieważ kupiona po rozpadnięciu się starej. I nic tu nie ma do rzeczy, że równocześnie z tą drugą (czyli z numerem 1). A po drugie ja (przynajmniej w porównaniu z wieloma kobietami) noszę w niej naprawdę niewiele. I częściej czegoś w niej nie mam, niż mam. Z jednym wyjątkiem:), ale o tym niżej.


Urzeka mnie sposób wszycia dość wyrazistego zamka. I te frędzelki - że ich nie nazwę z bardziej staropolska, chociaż aż się prosi:)


Czemu aż dwie? Bo dwie (ta i ta - szczerze pod te linki zapraszam:) jednocześnie poszły w odstawkę, co u mnie oznacza: na śmietnik. A "na śmietnik" nie oznacza "znudziły się", lecz: rozpadły. Jedna po siedmiu, druga po sześciu latach. Jedna była do noszenia "pracowych ciężarów", druga niby bardziej elegancka, ale i tak kupowana z myślą o konieczności ładowania do niej "pracowych ciężarów", tylko wtedy, kiedy nie da się w dżinsach albo czymś podobnym pracować. Czyli od tak zwanego święta. A u mnie "od święta" najczęściej oznacza, że oprawę tego "święta" zapewniam ja z chmarą dzieciarni, więc obładowana jestem tym bardziej, tylko że w mniej wygodnych ciuchach i z wyładowaną nad miarę torebunią, która udaje elegancką, chociaż i tak taka nie jest z wystającą butelką mineralnej, grubym kajetem, piórnikiem, portfelem, wypchaną teczką biurową, plikiem luźnych kartek scenariusza łamane przez... scenariusza dla akustyka łamane przez... roboczego scenariusza. Plus fragmenty kostiumów, kawałki rekwizytów, oddanych na przechowanie "cenności", to znaczy dziecięcych kosztowności, pudełka szpilek, pinezek, spinaczy, kawałek drutu, ze trzy lub cztery książki (zależnie od imprezy) i apaszka. Słowem: w torbie teoretycznie bardziej eleganckiej najczęściej musi się zmieścić o wiele więcej niż w tej "codziennej", zwykłej, do noszenia ciężarów przeznaczonej. Taki lajf, jak by powiedziała Niezaradna:).




Wygląda niepozornie, to znaczy chudo, ale w sumie jest pakowna. A zresztą przy obecnym trybie pracy nie potrzebuję już wora na pół metra kartofli, a tę marną pieluchę czy dwie, butelkę, bułeczkę, książeczkę, śliniaczek, przytulaczek, portfel, telefon, chusteczki i klucze spokojnie zmieszczę w tym chudym maleństwie:). Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam tak lekką torebkę!:) Ha!



O, tu to wszystko spokojnie zmieszczę. W części głównej, dwóch otwartych kieszonkach z jednej i w jednej na zamek z drugiej strony. Z materiału identycznego jak podszewka miałam na studiach długą marszczoną spódnicę do ziemi. Mama mi uszyła. Albo ja sama. Kto wie, po tylu latach:). Górny zamek też zakończony... frędzelkiem:).




I zamek tylny także:).



O.
Jak się ma tyle kieszeni i kieszonek, to nie wiadomo, co do nich wkładać. Bo ja nigdy nie byłam właścicielką mitycznej "damskiej torebki", wśród zawartości której można znaleźć WSZYSTKO. U mnie to prędzej NIC. W normalnych, nie odświętnych, warunkach oczywiście. Bo normalnie to ja tylko portfel, chusteczki, tic-taki, wodę, komórkę i klucze mam przy sobie. No dobra, w portfelu dokumenty, w zakamarkach plastry na otarcia stóp lub nagłe skaleczenia, malutki pilniczek (nie da się pracować z nadłamanym paznokciem, przepraszam:), mikroskopijne lusterko (wiem, jak to brzmi, prawie nie używam, ale jak już przyjdzie co do czego, a nie mam, jest źle; więc "od wszelkiego złego" jest to lusterko:).

To tyle. Ładna?

Albo lepiej nie mówcie:)

23 komentarze:

  1. Dla mnie juz fajna, bo na ramie i na oko to moje podstawowe rzeczy tez by sie zmiescily

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, a ja to czasami kombinuję, co by do niej lekkiego wsadzić, żeby sflaczała smętnie nie zwisała:) To znaczy teraz raczej nie kombinuję przy małym, ale wcześniej zdarzało się wkładać lekuchny szaliczek:)

      Usuń
  2. Mówiłam Ci,że lubię jak piszesz? mam podobnie jak ty w takiej torebce muszę pomieścić rzeczy dla dziecka i jeszcze ciuchcia ma wejść:) . Bardzo mi się podoba wykończenie środka tej torebki lubię takie detale jedną też mam w kwiatuszki w środku:) . Pozdrawiam ciepło z deszczowego Dolnego Śląska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cześć, Kochana:) Dolny czy Górny, leje równo. Deszcz. Dziękuję Ci, że lubisz:)))

      Usuń
  3. Ładna, pasowałaby mi do sukienki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, mezalians by był:))) Ale ładna, mnie też się podoba:)

      Usuń
  4. Też mi się podoba. Zawsze marzę o tym, żeby zmieścić się do małej torebki, ale to jest niemożliwe. Bo w torebce mam kuchnię, łazienkę, przedpokój , a czasem i sypialnię. No i bibliotekę oczywiście - niezbędna na 1/2 godziny jazdy metrem. Uścisk, a nawet dwa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, w Twojej sytuacji biblioteka najważniejsza. Dobrze, że chociaż pracę masz w pracy, Beatko:) Ale zaintrygowała mnie sypialnia.

      Usuń
    2. Noszę ze sobą zatyczki do uszu - na wszelki wypadek, gdybym musiała gdzieś nagle zasnąć :)

      Usuń
    3. Dobre. Bardzo dobre. Nie wpadłabym na to:)

      Usuń
  5. Ładna bardzo, podobną w kroju kupiłam ostatnio z praktycznej potrzeby i do praktycznych celów służy. Póki nie wrócę lada dzień do wielkiego i ciężkiego tobołka przytraczanego do wózka... Tylko moja nie ma tak fikusnej podszewki i kieszonek, a to własnie takie detale decydują o całym uroku Twojej :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) A wiesz, że ja przy trzecim dziecięciu powiedziałam tobołkowi: basta!? Tobołek jeździ z nami wyłącznie na szczepienia, nawet w gości go nie bierzemy, a na spacer tylko jedna pielucha i mokre chusteczki. Półtora roku i się sprawdza. Teraz zastanawiam się, po co myśmy targali tobołek przy poprzedniej dwójce. Nie wiem, po prostu za trzecim razem wszystko było inaczej, ale to pewnie dlatego, że już zapomniałam, jak być powinno:)

      Usuń
    2. Też tak mam :D teraz mam rozmiar kopertówki i do chusteczek i pieluszki dodaję tetrę i skarpetki (nie pytaj dlaczego, taki fetysz chyba :). Popieram takie piękne minimum, luksus lekkości jest nie do opisania :)

      Usuń
    3. Dobry fetysz nie jest zły:) Ja nie zasnę bez skarpet.

      Usuń
  6. ładniutka. nowy nabytek zawsze cieszy, tym bardziej że (jakiś link do pisowni? :) wyczekany.
    a ja za to lubię kieszenie. w kieszeniach mam wszystko. zawsze.
    torebką też nie pogardzę. i też mam wszystko. nawet w najmniejszej.
    wiesz jaki jest plus? po roku orientuję się, że została mi stówka z zeszłej zimy w kurtce :D pięćdziesiątką czasem zakładałam książkę, jak portfel mi wcięło, a potrzeba była pilna. i już wiesz jaki jest plus :)
    nieuświadomione prezenty na nowy sezon. piękna rzecz. polecam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:)))
      To z Ciebie kieszonkowiec. A link do pisowni, a tak, a dla domorosłych "uczonych" w piśmie, co się nie znają, a za to mądrzą:)
      Metodę na zakładkę masz super, naprawdę. U nas by się jednak ani stówka, ani pięćdziesiątka nie zgubiła nieświadomie, zaraz by ktoś wytropił i w najlepszym razie znaleźne chciał:)

      Usuń
  7. to porządeczek trzymasz, u mnie dziada z babą tylko jeszcze brakuje w torbie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli Twoja torba jest "mityczna". Albo stereotypowa:))) Wpisujesz się w "trendy". Prawdziwa kobieto z bambetlami w torebce:)

      Usuń
  8. fajowo opisujesz rzeczy w sposób literacki lubię to :)

    OdpowiedzUsuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.