poniedziałek, 8 grudnia 2014

Co warto czytać dzieciom - cz. 3

...z cyklu "Rodzicielstwo radosne"


Niedawno ukazała się kolejna część "Jeżycjady", czyli "Wnuczka do orzechów" Małgorzaty Musierowicz, ale ja dziś nie o tym. Chciałabym kontynuować temat książeczek wartych przeczytania trochę młodszym dzieciom. A do nich bezwzględnie zaliczam stary jak świat zbiorek "Hihopter". To OBOWIĄZKOWA lektura dla dzieciaków w wieku mniej więcej 5 - 8, a nawet więcej lat. Tematy są uniwersalne, więc bywało, że czytałam je szóstoklasistom podczas lekcji wychowawczych. Świetnie się sprawdziły. I chętnie o nich rozmawiali. Dlaczego? No bo "przecież to nie o nas", a jeśli nie o nas, to o problemach innych chętnie się wypowiemy, przecież wiemy, jak to powinno być i dlaczego, bo jesteśmy starsi:). Tak to zadziałało w szkole. W domu w przypadku nastolatków tak zadziałać nie musi, ale jeśli idzie o rodziców - jak najbardziej! Czytajcie zatem, nie tylko dzieciom. Zwłaszcza że kosztuje to zaledwie 9 złotych. Słownie: dziewięć:). Warto!


Hihopter
Do kupienia za 9 zł na stronie Akapit Press - KLIK

Dawno temu, podczas jednego z kursów o nauczaniu dzieci wartości na Internetowym Uniwersytecie Mądrego Wychowania, zapytana o książkę, którą poleciłabym do czytania dzieciom, odpowiedziałam mniej więcej tak:
Gorąco polecam książeczkę, którą właśnie teraz sobie w ostatniej chwili przypomniałam, a którą uwielbiają do dziś moje dzieci, którą uwielbiam ja i którą (nie żartuję!) uwielbiali moi szóstoklasiści. To zbiór krótkich, acz klarownych i doskonale napisanych oraz zilustrowanych przez autorkę i graficzkę w jednej osobie, opowiadań pod zbiorczym tytułem "HIHOPTER". To cudowne opowieści o dzieciach z różnymi problemami. Na przykład "Kurczak" jest o wątłym chłopcu, który odkrywa w sobie wielką "moc sprawczą" - oto może poprawić sobie samopoczucie, przezywając "inną", tylko co z tego wynika?, "Kredki" są o zarozumiałości i biedzie, i jeszcze o skutkach alkoholizmu w rodzinie, a dodatkowo o bezinteresownej dziecięcej solidarności i empatii (naprawdę o tym wszystkim), "Co mam" o istocie prawdziwej przyjaźni, "Boję się" jest o przemocy podwórkowej, sposobach radzenia sobie z nią (mamy tu moc sprawczą dziecka, które się boi) i trochę o przemocy w rodzinie, sygnalizuje problemy dorosłych, "Bijacz" (ulubione opowiadanie moich szóstoklasistów) jest o zastraszonym chłopcu, który nie ma za dobrych relacji z ojcem (dobre do czytania synom przez tatusiów, też mogą się czegoś nauczyć - fenomenalny epizod z gazetą pod pachą), jednak odkrywa swoje zupełnie nowe oblicze, choć nie przychodzi mu to łatwo i wiele go kosztuje. Tytułowy "Hihopter" także jest "bogaty" w problemy - bieda, niedostateczna opieka nad dziećmi w rodzinie, miłość rodzeństwa, niedobre relacje w grupie przedszkolnej będące odwzorowaniem stosunków między dorosłymi (nie wiadomo, kto się z tego opowiadania nauczy więcej - dzieci czy czytający im dorośli?). Uwielbiany przeze mnie kawałek pt. "Rybka" - o okropnej niegrzeczności - majstersztyk literacki (jak wszystkie teksty w tym tomie, po prostu perełki!). "Tęcza" o niewidomym chłopcu i jego niezwykłych zdolnościach oraz o tym, jak widzące dzieci uświadamiają sobie wiele ważnych spraw, no i ostatnie "Kółko" - o współpracy i wzajemnym szacunku w rodzinie, a także o tym, że nie zawsze nasze dzieci muszą koniecznie mieć wszystko, o czym marzą, a często okaże się, że potrafią docenić rzeczy ważniejsze.

To jest po prostu tom idealny! Krótkie, dostosowane do czasu koncentracji młodszych dzieci opowiadania. Jak wiadomo, opowiadanie to chyba najtrudniejsza forma literacka. Najtrudniejsza, bo skondensowana i niezwykle czuła na pustosłowie, przegadanie. A teksty Małgorzaty Musierowicz są doskonałe pod każdym względem - nie za długie i nie za krótkie, cudowny rytm i wysmakowany styl tej prozy robi z naszych dzieci wytrawnych czytelników, którzy w przyszłości byle czym się nie zadowolą. Narrację Autorka prowadzi w 1. osobie małoletniego uczestnika wydarzeń i wcale nie widać, że wciela się w niego "na siłę". Choć jednocześnie myśl wiodąca czytelnika przez opisywane wydarzenia jest po prostu najwyższej pedagogicznej próby. Przy czym dokonuje się tu idealna wprost pedagogizacja zarówno dziecka, jak i czytającego dorosłego, który ze swojej dorosłej perspektywy może już utracił wrażliwość na wiele spraw. Ponadto to idealny punkt wyjścia do długich rozmów z dzieckiem na bardzo trudne tematy. Nienawidzę, jak się mnie "pedagogizuje". I słowo jest obrzydliwe, i intencja. Ale w taki sposób, jak robi to Małgorzata Musierowicz w tomiku "Hihopter" - proszę bardzo! I chcę tego więcej!

Dobra, kończę, najmłodsze moje przyszło z tekturową książeczką i próbuje wdrapać mi się na kolana. Znikam, bo pani Słowikowa płacze w gniazdku na akacji, więc nie wypada lekceważyć:)

Pa!

19 komentarzy:

  1. Według mnie jak najbardziej warto czytać dzieciom! Czytanie rozwija... wzmacnia więzi bo spędzamy o te kilkanaście minut z dzieckiem więcej czasu... ten czas jest tylko dla Nas. Myślę, że nie ma raczej żadnych przeciwskazań co do tego :) No chyba że czasowych wśród niektórych rodziców

    OdpowiedzUsuń
  2. O, Hihopter! Ale wspomnienia :))))
    Uściski,

    OdpowiedzUsuń
  3. Panią słowikową mam i ja regularnie w obowiazkowej lekturze:)
    wyjątkowo ładnie wydana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pan słowik, niecnota, lekkoduch jeden! Ale Tuwim genialny.

      Usuń
  4. Mnie w dzieciństwie bardzo wciągnęła rodzina Borejków .Pamiętam jaki to była miły czas z tą lekturą . Miłego wieczorku:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Borejkowie i reszta to lek na całe zło. Nawet teraz. Człowiek ma skąd brać siły.

      Usuń
  5. Wspomnienia wspólnego czytania z rodzicem to jedne z najczulszych i najbardziej "naszych" chwil.

    Ach, od razu się wszystko przypomina... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że mamy w Fundacji hasło "Czytanie rozwija wyobraźnię"? W Twoim wypadku sprawdzone w stu procentach, prawda?

      Usuń
  6. Dobra Musierowicz nie jest zła! Zwłaszcza w odskoku od złej Musierowicz, której się tak coś porobiło ostatnio za dużo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jaka ja niedoczytana jestem i niezaktualizowana. Jak się porobiło, że zła Musierowicz? Czepiają się od jakiegoś czasu, ale czy jest coś nowego na rzeczy?

      Usuń
    2. nie tyle, że musierowicz zła, ale poziom jeżycjady strasznie spadł ostatnimi czasy.
      znaczy coraz słabiej wychodzi musierowicz kreowanie postaci.
      to już nie jest to, co było kiedyś.

      Usuń
    3. No pewnie:), ale wiesz, kiedyś to było świeże, a może i czytelnik był trochę inny. Po tylu latach różnie bywa. Ale, jak napisała Joanna Olech, w "Jeżycjadę" wchodzi się jak w stare, wygodne kapcie bez obawy, że Gabrysia okaże się zombie, a Pulpecja zaszlachtuje Florka czymś tam, nie pamiętam:) Ja to sobie cenię, dla mnie to odskocznia:)

      Usuń
  7. "Hihopter" kupiłam sobie w liceum, kiedy czytałam wszystko MM i podpisuję się pod każdym słowem. w. y. j. ą. t. k. w. e.
    nie wyobrażam sobie nie czytać dzieciakom. nam Tata nie czytał. że niby nie umiał. i nie śpiewał. bo to takie "babskie". a to najmilsze wspomnienia z czasów dziecięcych, kiedy Mama obrabiała to poletko. (chacha) więc ponieważ dzielnie dzierżę palemkę wspomagania rozwoju naszych Pędraków, wspomagam się Jotem, na ile pozwala mi sumienie i wydolność wszelkich obecnych organizmów. efekty są powalające :)
    dorzucę więc postulat do czytania dzieciom tak w ogóle. niech no Panowie kochani robią to jak najczęściej. takie rzeczy się pamięta całe życie.
    (plus wbijanie gwoździ i lekcje siatkówki, rzecz jasna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No popatrz, a u mnie to Tato czytał i opowiadał. A nawet śpiewał, chociaż nie umiał. Ale wtedy tego nie wiedziałam, więc to tak, jakby umiał. A bajki były w jego autorskich wersjach, więc później w szkole na przykład mocno się dziwiłam i myślałam, że w tych podręcznikach to jakiś kit wciskają, bo to trochę inaczej szło przecież:) Hasło Naszej Księgarni przerobiłam na "Poczytaj mi, tato", kiedy jeszcze czytać nie umiałam. Mama była od czego innego:) Tę działkę obrabiał Tata, może dlatego, że można było siedzieć na kanapie?:) Chociaż wbijanie gwoździ i kręcenie śrubokrętem też było.
      A w Fundacji jest też taka odnoga, która się nazywa: Czytanie dzieciom - męska rzecz.

      Usuń
  8. nie znam hihoptera.

    ale z takich książek- wg mnie najlepsza jest: najwyższa góra świata - onichimowskiej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zerknę. Onimichowskiej nie znam. Jak byłam mała, jej nie było, a potem jakoś tak przeszła obok mnie:) Opowiadania z "Hihoptera" niektóre były w tej "Poczytaj mi, mamo" Naszej Księgarni - "za moich czasów". Czyli sto lat temu:)

      Usuń
  9. z młodzieżowych to lubiłam jeszcze siesicką.

    ożogowska to jakoś tak nie do końca było to.

    onichimowska- miała taką serię młodzieżową- reumatyczną - składającą się z chyba 3 czy 4 części.

    z takich właśnie- w stylu dziecięcych z przesłaniem- kojarzę jej "daleki rejs".
    za to własnie "najwyższa góra świata" moim zdaniem jest najlepsza.

    OdpowiedzUsuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.