środa, 31 grudnia 2014

Coś dobrego. Pismo {Slow} i Dominique Loreau. Dziękuję!

...z cyklu "Uroda życia"

 

Jak tam Wasze przygotowania do imprezy? Bo u nas to kinderbal, jak zwykle:)

 

Kilka dobrych rzeczy spotkało mnie w tym roku, a wśród nich takie:


Beatka z bloga Wystarczająco.pl obdarowała mnie sześcioma pierwszymi numerami pisma "{Slow}". Papierowymi, co podkreślam, bo ja - wbrew panującym trendom i minimalistycznym zapędom - papier bardzo sobie cenię. Zatem dziękuję za pismo, jest co podczytywać przy pilnowaniu dziecięcia, gdy śpi i w klawisze stukać nie można.

Znalazłam w "{Slow}" wiele tematów, które leżą u mnie opracowane w "roboczych" i czekają na lepsze czasy:) - ale na jakie? Mam komplet artykułów o slow homingu (w piśmie jest o zjawisku cocoonignu, czyli o domatorstwie, ale w takiej naprawdę skrajnej wersji - to różnica między moim i ich pisaniem). W oddzielnym folderze czeka także temat "Slow reading" - bo bardzo buntuję się przeciwko wszechobecnej presji na kształcenie techniki szybkiego czytania; ja wolę się literaturą delektować. I w tym podejściu utwierdza mnie opracowanie tematu przez redaktorów "{Slow}". Chociaż z drugiej strony (tak, tak - "z drugiej strony" to moje drugie imię:), no więc z drugiej strony, żeby móc się swobodnie słowem pisanym delektować, wpierw trzeba umieć je sprawnie i globalnie (w sensie: wręcz całymi akapitami) wzrokiem ogarniać. Podstawowa technika jest niezbędna do tego, by cieszyć się tym, co wynika z czynności, a nie koncentrować na jej wykonywaniu. Ale jednak - koniec końców - slow. Bardzo, bardzo slow. Reading. Pakiet artykulików leży i czeka na zmiłowanie. Od prawie roku. Piszą też o idei slow food, poruszają tematykę slow life, wywiadują nawet w tym celu Carla Honorégo (ale, Niko, ratuj, bo nie mam pojęcia, czy w odmianie akcent zostaje:), który dzieli się dziesięciorgiem przykazań życia slow, z którymi z kolei ja się po części nie zgadzam i do których mam podłe i drobiazgowe zastrzeżenia, jak na przykład to, że panu Honorému (tak go sobie złośliwie poodmieniam, bo mogę:) wygodnie się żyje w trybie slow, kiedy niczym innym, poza pracą zawodową w domu i czytaniem dzieciom bajek, tak naprawdę nie musi się zajmować. Nie w tym, w innym, dawno temu czytanym wywiadzie opowiada na przykład o pożytkach zwolnienia tempa: ma teraz czas na poranny jogging przed śniadaniem i pracą, wybiega więc o wschodzie słońca, biegnie, biegnie, przybiega do domu, a tam - tadam! - niespodzianka! czeka na niego gotowe śniadanie, do którego zasiada, rozkosznie pobudzony dawką endorfin i tlenu, z całą swoją liczną rodziną. Pytanie za sto punktów: kto przed wyjściem do swej własnej pracy wstał skoro świt i całe to śniadanie dla rodziny przygotował? Kto nie powylegiwał się w łóżku? Kto nie snuł się niespiesznie po domu? Wreszcie: kto nie poszedł z mężem pobiegać i pozytywnie się do dnia trudnego nastawić? Pytam złośliwie z premedytacją, a skłania mnie do tej złośliwości opis śniadania (slow food, a jakże!), który serwuje sam wywiadowany. A śniadanie to dopiero początek dnia... Ale to w innym piśmie, a właściwie w innym portalu. W "{Slow}" natomiast, oprócz kilku naprawdę pożytecznych, udziela jednej "przeświatłej" rady: wyrzućcie, ludziska, zegarki, a od tego czasu wam przybędzie! Jako i mnie - rzecze pan Honoré - przybyło. No. Niby piszę w skrócie, ale - przysięgam! - nie upraszczam, nie przeinaczam, taki jest sens tego, co powiedział. Ja tego nie skomentuję. Mnie ręce opadły. Jestem szczerze i dozgonnie wdzięczna Beatce z Wystarczająco.pl, że zechciała mi podarować te sześć numerów, naprawdę, wiele się dowiedziałam, na przykład tego, że z tym moim slow readingiem prochu nie wymyśliłam:). Ale także skonfrontowałam własne wyobrażenie o slow cookingu, o slow homingu i o slow fashion. Mam nadzieję, że uda mi się wkrótce nieco sobie ulżyć w tym względzie i napisać, jak te szczytne idee wyglądają z perspektywy matki i ojca rodziny - uwaga! - wielodzietnej (tak, tak - z trójką łapiemy się na ten dla jednych godny, dla innych upokarzający termin). Bo pismo "{Slow}" - co tu dużo mówić - traktuje je z punktu widzenia zamożnego singla w wielkim mieście lub - co najwyżej - pracującego zdalnie w swoim uroczym slow-zakątku gdzieś na prowincji. Za spore pieniądze, a jakże:). Ale to pewnie dlatego, że taka, a nie inna, jest grupa docelowa czytelników. Grupa, dodajmy, uprzywilejowana materialnie, bo już raczej nie w innych sferach życia. Coś za coś. Po prostu. Raz jeszcze dzięki, Beatko, za tę dawkę inspiracji na cały przyszły rok! Będzie o czym pisać, w końcu taki jest temat tego bloga.

Tymczasem chwalenia się ciąg dalszy:)! Otóż od pewnej Weronkiki:) z bloga Po prostu: Weronkaka całkiem za friko, w ramach Jej przedadwentowych porządków, otrzymałam rzecz, której innym blogerom minimalistom po cichu zazdrościłam: trylogię Dominique Loreau. "Sztuka planowania", "Sztuka prostoty" i "Sztuka sprzątania". Oraz kilka innych rzeczy. Dziękuję! Te trzy zacne książki szczerze mogę polecić jako kropkę nad "i" dla tych, których uwiera nadmiar (rzeczy, spraw, potrzeb) i którzy już wcześniej postanowili coś z tym uwieraniem zrobić. Coś. Niedokładnie jednak wiedząc Co. Ale chęć i intuicję mając. Coś już wcześniej próbując. Zdeterminowanym będąc. Loreau naprawdę może się tu przydać, bowiem - choć prochu nie wymyśliła - lektura jej książek daje takie przyjemne poczucie pod tytułem: Tak, tak, właśnie tak samo myślę! Albo: A! To można prościej? Że też nie wpadłam/em na to wcześniej! Osioł ze mnie:)
Tych, którzy tego nieznośnego uwierania nadmiaru nie czują, książki te do niczego nie przekonają, a jedynie wzbudzą uśmiech politowania. Tym, których nadmiar uwiera od dołu, a i z góry przytłacza, mogą pomóc. I - mimo mojego zaprogramowanego genetycznie chyba dystansu do wszelkich cudownych recept - szczerze powiem, że czasem człowiek może być już tak bardzo przytłoczony gratami, sprawami i czym tam jeszcze, że sam nie bardzo da radę się spod tego podźwignąć. A w takich razach pani Loreau przybywa z odsieczą. I prowadzi za rączkę, i tłumaczy jak dziecku. Albo nie, nie obrażajmy dzieci - jak sołtys krowie na miedzy. I to działa. A tych, którym już się udało i bez jej książek, utwierdzi w przekonaniu, że pozbywając się z życia tego, co im w nim robi bałagan, nie są skończonymi wariatami. A jeśli nawet, to nie są w tym sami:))) A tak serio: w posprzątanym domu naprawdę pełniej się oddycha. I czasu jest więcej. Na slow life:) Bo o to przecież w tym wszystkim chodzi, prawda? Ksiądz Józef Tischner odpowiedziałby pewnie tak: świento prawda, tys prawda i gówno prawda. A Wy sobie wybierzcie:)))

Beatce i Weronce raz jeszcze dziękuję,
a dla Wszystkich Kochanych Blogowych Znajomych
wiele, wiele serdeczności na cały kolejny rok!

Pa, pa!

31 komentarzy:

  1. Wiolu Kochanie - cała przyjemność po mojej stronie :) Jak już pisałam nie znam bardziej godnych slowrąk od Twoich - w które te czytadła mogłyby popaść. Masz rację, że nie które rozwiązania są takie, że i ja myślałam sobie - i ja tak bym mogła - gdybym wygrała w totka :) A czasem żadne z wyjść nie jest dość dobre - jak z tym wyborem między naturalna a sztuczną skórą.

    Cieszę razem z Tobą z książek od Weroniki - ja uwielbiam "Sztukę umiaru" :)

    Na nadchodzący Nowy Rok życzę Tobie i Twoim Najbliższym, aby przyniósł wiele dobrych zdarzeń i dał okazję do spełniania marzeń .
    Uściśnień krocie - Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beatko, jeszcze wszystkiego nie przeczytałam, ale jak to zrobię (i sobie popiszę:), natychmiast będę chciała puścić w obieg. Warte zajrzenia i poczytania. Niegłupie, więc nawet jeśli z czymś się nie zgadzam, jest partner do "dyskusji":)
      Ciepło pozdrawiamy - Wielodzietni:)

      Usuń
  2. Bardzo życzę Ci, by spełniły się wszystkie oczekiwania względem kolejnego roku. Mam nadzieje, że będziesz miała dużo powodów do uśmiechu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam nadzieję i dlatego Twoje życzenia są mi szczególnie miłe:)))

      Usuń
  3. No kochane, wszystkiego najlepszego w wersji jak najprostszej i najprzyjemniejszej. Niedlugo minie 10 lat gdy wyszla po raz pierwszy pierwsza ksiazka Dominique Loreau i to ona zasiala we mnie te chec uproszczenia sobie zycia. To proces, ktory nigdy sie nie konczy i dlatego do tej pory mam tej ksiazki na swej polce i wracam z przyjemnoscia do niektorych rozdzialow, choc czesc zaczyna tracic myszka :)
    Do do Carla Honoré, to ja bym go wcale nie odmieniala (nazwisko). Jakos tak mi wyglada naturalniej :)
    Pozdrawiam serdecznie (Beate tez:) z mojej poludniowej Arkadii, najpiekniejszego miejsca jakie znam do wprowadzania w zycie idei slow life

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Wiedziałam, że tak właśnie o odmienianiu napiszesz:) Bo masz rację, bez odmiany naturalniej. Ale jak się uprzeć, można odmienić, bo formalnie się da. Chociaż nieładnie. Ale jak się chce być podłym i złośliwym, to można. Więc ja byłam, bo mnie mocno zdenerwował, chociaż zanim te jego wynurzenia przeczytałam, lubiłam człowieka:)
      Trochę Ci zazdroszczę Twojej Arkadii. I nawet nie chodzi o konkretne miejsce, chociaż też, jest tam pięknie, i to bardzo. Bardziej mam na myśli Twój stosunek do niego. Wciąż jeździsz po świecie, widujesz tyle pięknych miejsc (wiem, bo widzę na blogu:), a i tak Arkadię uważasz za najpiękniejszą. Prawdziwy dom...
      Mocno ściskam i dziękuję za odzew:)))

      Usuń
  4. Dobrego, twórczego, bogatego w inspiracje i wszystko, co Ważne i Nie Do Wykasowania.

    Mało twórczo, bo choroba odbiera mi wenę.

    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, to jak Ty będziesz imprezowała?:) A na serio, mocno Cię ściskam, wena nie ucierpiała, nie mogła, przeciwności losu sprzymierzeńcem wen twórczych są, o czym przecież wiesz:)))
      W Nowym płyń na szerokie wody, nic się nie bój i nikomu się nie daj! Będzie jeszcze lepiej:)

      Usuń
  5. No to masz lekture na dlugie zimowe wieczory😄szczęścia w Nowym Roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mam, mam, i to ile:)
      Za szczęście serdecznie dziękuję! I z wzajemnością ściskam:)

      Usuń
  6. Czytam sama sporo gazet i książek tylko i wyłącznie na papierze nie na czytnikach bo i jak wyczuć zapach farby drukarskiej,papieru taki tradycyjny typek ze mnie:) . Książki te nie dla mnie widać bo ja na nadmiar rzeczy nie narzekam a wręcz odwrotnie czuję niedosyt:) . Wynika to chyba z emocji jakie mną targają i rzeczami próbuję je zagłuszać :( . Kochana życzę Ci by Nowy Rok przyniósł Ci same szczęśliwe chwile,zero smutków,pełno nowych zleceń byś zarobiła kupę szmalu:),zdrowia bo bez niego ani rusz i dalszego natchnienia w pisaniu no i wydania książki bo moja 30-sta tuż tuż a miałam ją kupić na prezent sobie:) . Całuję i ślę moc uścisków:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszka, jak ja się z Tobą zgadzam, że zapach papieru i farby drukarskiej to najładniejsze perfumy:)
      Tak czytam o emocjach, co targają, i kombinuję, że może warto się z nimi jednak spotkać. Ale to temat na całkiem inną rozmowę. No i miejsce nie to. Gdybyś chciała... :))) Niech nie zasypią Cię przedmioty.
      Co do książki... to najpiękniejsze życzenia świata. Przynajmniej na dziś:) Dziękuję. Mam pesymistyczne myśli. Bo po pierwsze ona ciągle w zeszytach, a po drugie wczoraj przeczytałam gdzieś, że wydawnictwa mają plany wydawnicze pozamykane na 2-3 lata.
      Mocno, mocno Cię przytulam i Tobie, a także Twoim chłopakom, życzę na Nowy Rok samych dobrych chwil, ciepła, spokoju i miłości. Zasługujesz na to jak nikt inny:)))

      Usuń
  7. Samych slołów, w każdej dziedzinie :* oby owocnie było i owocowo, a jakże :)

    OdpowiedzUsuń
  8. sie posmialam, super podsumowalas Honore:-) nie znam człowieka (jeszcze), ale tez mysle, ze łatwo zyc slow, jesli ktos odwala najgorsza robote... czy jesli nie ma dzieci albo trosk finansowych...
    czekam na kolekne artykuly :)

    niech los Wam sprzyja w kolejnym roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, cieszę się, że Cię rozśmieszyłam:)
      Bardzo dziękujemy za życzenia!

      Usuń
  9. Ksiądz Robak mówi:,,posprzątać ,oczyścić dom przygotować to cnoty przybedzie,,
    Zgadzam się z Tobą na 100% w czystym domu łatwiej życ! U mnie wygląda to tak na pólkach asceza bez durnostojek i kurzołapów co najwyżej po jednym więc sprzatanie odbywa sie w mig. Ciesze sie że znalazłam Cie w oceanie internetu! Życzę Tobie wielu sukcesów,radości,miłości,oraz wszystkiego czego pragniesz.Inspiruj nas dalej i wysyłaj w świat Twoją radość życia. Szczęśliwego Nowego Roku!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczęśliwego Nowego Roku! Ale jak to brzmi w Twoim komentarzu - jakbym pierwszy raz słyszała takie słowa. Jak wiele zależy od tego, Kto je wypowiada...
      W oceanie internetu góra z górą się nie zejdzie, ale już dwa morskie koniki... albo i syrenki... - które stworzonka wolisz, Wiolino?
      Cieszę się, że wreszcie założyłaś blog:)))

      Usuń
  10. A i jeszcze dodam (bo mnie olśniło o takiej niewczesnej godzinie, w taki całkiem ostatni dzień roku), że życzę Ci, Duszko ( ładne, nie?) samych Dobrych Ludzi w promieniu rażenia. Buziak już na zaś noworoczny, bo pewnie nie dotrzymam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duszko - było bardzo ładnie. Się wzruszyłam. Naprawdę i szczerze. Dobrych ludzi w promieniu rażenia ostatnim rokiem przybyło, zwłaszcza tu, w internetach. Cudowni jesteście, Którzy Jesteście. Bądźcie i nie znikajcie, bo w realu pewnie byśmy się minęły. I minęli:)))
      Dziękuję.
      Do północy nie dotrwałam. Pierwszy raz od nie pamiętam kiedy. Po prostu zasnęłam na kanapie między dzieciakami.
      I ode mnie też buziak :*

      Usuń
  11. Uśmiechy posyłam na Nowy Rok i cieszę się z Twoich blogowych zdobyczy... bo ja tak mam, że lubię radość w ludziach, wtedy i mnie się coś udziela

    kiss

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się nie zawieść w kwestii radości:)))
      Dziękuję!

      Usuń
  12. Szczęśliwego Nowego Roku! Wielu ciekawych wzruszeń, wielu "powolnych" śniadań (i to tez takich, które ktoś dla Ciebie przygotuje), zdrowia i wszelkiej pomyślności.
    I czekam na recenzję książek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! I Tobie na Nowy Rok wiele, wiele ode mnie serdeczności:)))
      Dzięki, że wpadłaś i się odezwałaś. Naprawdę mi miło:)

      Usuń
  13. hej hej ;-)
    bardzo się cieszę, że udało mi się trochę odpimpować twoją biblioteczkę i zaopatrzyć cię w loreau ;-)

    miłego czytania pozostałych książek ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję! Pozostałe też są super:)))

      Usuń
  14. Miałam dwa numery Slow, kupione po sporej przecenie z ciekawości, po tytule myślałam, że coś innego tam znajdę.
    Poza tym te porządki i dosłowne i w przenośni są bardzo ważne. Czasami trzeba poobcinać coś, powyrzucać z żalem niestety ale trzeba. Ja niedawno doszłam do momentu, że wszystkiego było już za dużo. O ile wszystko się układa to jakoś dajemy radę ale jak jakiś klocek zawali to nagle się okazuje ile ciągle na siebie bierzemy. Na styk. Bo to ciekawe i tamto i jeszcze to by się chciało a to ważne a to potrzebne. Praca z dojazdami to dziennie u mnie ponad 10 godzin, gdzie tu znaleźć czas na całą resztę... i jeszcze żeby było slow. Ten przykład pana H. nie jest wyjątkiem. Podobne cudowne recepty na życie widuję w eko-parentingowych portalach i złość mnie nie raz bierze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie. Dobrze powiedziane. Bo często wcale nie jest tak, że te wszystkie nasze czynności ktoś nam narzucił i dlatego tak bardzo się śpieszymy. Słusznie zauważyłaś, że nie wyrabiamy, bo "to ciekawe i tamto", "jeszcze to by się chciało", "to ważne", a "to potrzebne". I sami sobie "gotujemy ten los":) Na szczęście możemy też z wielu rzeczy zrezygnować. Tylko z drugiej strony - człowiek chciałby mieć trochę przyjemności i w ten sposób zapełnia sobie ten wolny czas. I tak w kółko.

      Usuń
  15. Z ciekawości zajrzałam i tu, żeby przeczytać o co chodzi z panem Carlem... Ze swojej perspektywy napiszę tylko, że wraz z drugim dzieckiem i wyborem życia w rytmie "slow" przyszedł również moment lekkiego załamania finansowego... Nie mogę więc spędzać wymarzonych weekendów w górach, wyjeżdżać na wakacje, chodzić po knajpach itp.,ale musiałam nauczyć się akceptacji tego co tu i teraz; to właśnie było dla mnie najtrudniejsze - dostrzeganie potencjału we własnej sytuacji i nieuleganie wizjom komercyjnego "slow"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, że zajrzałaś :) Podzielam Twoje spostrzeżenia. Wszystko zależy od poziomu dochodów.

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.