środa, 21 stycznia 2015

Czym jest złość i jak sobie z nią radzić? Naucz dziecko dojrzale wyrażać emocje

...z cyklu "Rodzicielstwo radosne"

 

Kliknij w link z adresem strony kursów e-learningowych dla rodziców, nauczycieli i wychowawców

 

Uczucia, te pozytywne i te negatywne, nie zależą od naszej woli tak bardzo, jak byśmy tego chcieli. Bywają też tak intensywne, że często nie potrafimy nimi sterować, ani nawet w drobnym stopniu nad nimi zapanować. Jednak nie jest niczym nagannym - jak się często błędnie sądzi - samo przeżywanie uczuć, także tych negatywnych. Naganne lub dobre może być tylko to, co się z kłębiącymi w nas uczuciami robi. A to, co się robi, może już z powodzeniem zależeć od naszej woli. Jeśli tylko się o to trochę postaramy. Nie jest to łatwe, ale trening czyni mistrza. Zwłaszcza jeśli choć odrobinę wie się co i jak:) I dzisiejszy wpis jest właśnie o tej "odrobinie co i jak". 

W końcu głoszenie wszem i wobec slow life'u zobowiązuje. A jak się jest slow, to i w furię wpadać jakoś tak nie wypada:) Już wiecie, o jakim uczuciu dziś będzie?

Tak, dziś powymądrzam się o złości. Wielkimi krokami zbliżamy się do drugich urodzin najmłodszego dziecięcia i coraz bardziej wchodzimy w ten temat. Pora przypomnieć sobie co nieco, bo jeśli chodzi o starszaka i najstarszaka, to właściwie jest już po ptakach, teraz można tylko świecić przykładem i ćwiczyć cierpliwość na "materiale" nastoletnim. I starać się nie dać plamy przy najmłodszym.

Cały czas staram się pamiętać, że dzieci nie uczą się wyrażania uczuć, zwłaszcza tych nieprzyjemnych, przez słuchanie o tym, jak mają to robić. One uczą się wyłącznie przez naśladowanie. A jeśli trafią na rodziców, którzy co innego mówią, a inaczej się zachowują, całkiem "zgłupieją" - uczenie się to nazywa dysonansem poznawczym (albo jakoś tak - haha:))). Więc tak naprawdę tytuł tego wpisu jest zwykłą podpuchą, bo to wymądrzanie jest skierowane do nas, czyli do Was i do mnie, a dzieci dotyczy pośrednio. Ale kto by zajrzał do wpisu o ciemniejszej stronie nas samych, prawda?:)

Przypomniałam sobie, że się kiedyś do rodziców i nauczycieli w moim pięknym mieście na ten temat produkowałam jako Ambasadorka Mądrego Wychowania Fundacji "Cała Polska czyta dzieciom". A także podczas e-learningowego kursu "Wychowanie przez czytanie" na Internetowym Uniwersytecie Mądrego Wychowania im. Stefanii Światłowskiej.

Podstawą tego wymądrzania była doskonała i do dziś chwalona książka "Z dzieckiem w świat wartości" napisana przez założycielki Fundacji, Irenę Koźmińską i Elżbietę Olszewską. Stanowiła ona bazę całego kursu dla rodziców, zatem to, co piszę o złości, w głównej mierze referuje poglądy i porady zawarte w stosownym rozdziale tej książki, a podlane jest stosowną dawką moich własnych trzech groszy. A może nawet siedmiu:)

Do rzeczy!

Złość to uczucie, reakcja na różne zewnętrzne czynniki.
A według książki "Z dzieckiem w świat wartości", która doskonale opracowuje ten temat:
"Złość jest uczuciem, które informuje nas, że dzieje się coś złego, co nam zagraża, godzi w naszą godność, narusza nasze prawa albo szkodzi naszym interesom. Emocja ta mobilizuje nas do działania w obliczu zagrożenia lub przeciwności. Złość zatem nie jest uczuciem złym, staje się problemem dopiero wtedy, gdy jest niedojrzale i destrukcyjnie wyrażana".
Niedojrzałe wyrażanie złości to np.:
  • tłumienie,
  • niekontrolowane wybuchy tego uczucia,
  • bierna agresja (robienie na złość osobie reprezentującej autorytet i władzę).
Dojrzałe wyrażanie złości:
  • uzmysłowienie sobie prawdziwej przyczyny naszej złości, aby nie przelewać jej na "zastępcze ofiary", czyli nie odgrywać się na niewinnej osobie za to, co spotkało nas ze strony innych, być może silniejszych od nas, wobec których nie mieliśmy odwagi zareagować,
  • ocena, czy sprawa warta jest naszej złości, czy też lepiej "sobie odpuścić",
  • uświadomienie sobie celu wyrażania złości, czyli co chcemy osiągnąć, tzn. chcemy zakomunikować innym, że dana sytuacja nam nie odpowiada, rani nas, narusza nasze interesy, celem powinna być także próba rozwiązania lub złagodzenia problemu bez powiększania szkód.
Dojrzałe wyrażanie złości powinno być:
  • grzeczne (chodzi o język i wyraz twarzy),
  • słowne (nie tłuczemy przeciwnika, lecz mówimy lub piszemy do niego list),
  • konstruktywne (proponujemy realne rozwiązania),
  • właściwie ukierunkowane (nie wyżywamy się na przypadkowych osobach, czyli kto się nam nawinie, podczas gdy właściwy sprawca naszej wściekłości chodzi sobie nieświadomy naszej krzywdy!).
Nauczenie dojrzałego wyrażania złości jest jedną z najważniejszych powinności dorosłych wobec dzieci.
A najlepszym sposobem nauczenia dojrzałego wyrażania złości jest przykład dorosłych, którzy właściwie radzą sobie z tą emocją.

To tyle. Wiem, krótko, w punktach - normalnie jak nie u mnie. Ale dziś tak musi być:) Dziś takie u mnie czasy. A temat właściwie zawsze na czasie. Dla mnie osobiście ujęcie w ramy intuicji, które gdzieś się we mnie głęboko kołatały, było jak odkrycie Ameryki - i nie przesadzam, próby konstruktywnego skanalizowania złości to nie jest najłatwiejsze, co się robi w życiu. Ale pomaga wbicie sobie do głowy, przetrawienie i odniesienie do siebie kilku podstawowych spostrzeżeń naprawdę pomaga. Mnie pomogło. Choć mistrzynią nie jestem.



A to bałwan pokoju:) Albo inaczej: jaka zima, takie bałwany!

Pozdrawiam! 

PS Skończyłam wpis. Miał być krótki, a wyszło jak zwykle:), ale i tak coś dopiszę, bo chyba ważne (gdyby ktoś jeszcze nie wiedział, przepraszam za tę niewiarę:). Otóż uczucia same w sobie nie są ani złe, ani dobre, tylko ludzkie. Dobre albo złe może być tylko to, co z nimi zrobimy. Można bowiem doprowadzić kogoś do rozpaczy własną radością, a można konstruktywnie przeżyć złość i poczuć się oczyszczonym. No. Fuj, zapachniało banałem i tanim moralizatorstwem, ale to już naprawdę koniec. Do widzenia:)

15 komentarzy:

  1. Mogę się pomądrzyć ? :) Bardzo fajny wpis i ważny. Dodałabym od siebie, że każde uczucie, które się w nas pojawia ( czyśmy mali, czy duzi) jest reakcją na to, czy jakaś nasza potrzeba jest czy nie jest zaspokojona. I to jest ta prawdziwa przyczyna złości. I dobrze nam robi ( małym i dużym) sformułowanie tego czego nam brakuje. Jeśli ta potrzeba zostanie odkryta i ustalimy możliwe sposoby jej zaspokojenia - to przykre uczucia związane z brakiem staną się mniej intensywne, a potem znikną.

    Serdeczności, B

    OdpowiedzUsuń
  2. Trawię.
    Nawet nie wiesz, jak bardzo w czas.

    I Ty mi mówisz, że mi z głowy nic nie wystukujesz??? Buhaha! Teraz tą samą falą prześlij krztynę cierpliwości. Albo i dwie. Prosi nieporadnie Kłębek Nerwów. I dziękuje za kopa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurczę, popatrz, ale o cierpliwości to ja nic nie mam, niestety, w zanadrzu:) Leć z odrzutem, byle wysoko:)

      Usuń
    2. Oj, dziś szybuję :) wysoko, bo męczę mądre księgi. Wrócę, to pewnie będę aniołem w spódnicy. Albo wręcz przeciwnie :) bo co ludzkie zbyt mi bliskie ostatnio

      Usuń
  3. Myślę, że praca nad soba to jedna z najcięższych prac...

    OdpowiedzUsuń
  4. :) myślę sobie, że to bardzo ważny i mądry wpis. Bałwan pokoju mnie rozbawił :) Uśmiechy posyłam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciepło Cię ściskam:)
      Bałwan był na pocieszenie dla chorego dziecięcia od starszaków.

      Usuń
    2. Życie o nas zadba, jeżeli tylko pozwolimy sobie na to... jak te starszaki na pocieszenie dziecięcia... piękne!

      Usuń
  5. Dobrze tak od czasu do czasu, przypomnieć sobie ważne rzeczy,
    życzę dobrej nocy :0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze:) I znów dzień dobry na nowy dzień, Moja Alis:)

      Usuń
    2. :) i dla Ciebie dobrego dnia

      Usuń
  6. I szanowna Autorka chciała mnie nie dopuścić do wpisu tego. No, Kochana Ty moja. No jak.

    "A najlepszym sposobem nauczenia dojrzałego wyrażania złości jest przykład dorosłych, którzy właściwie radzą sobie z tą emocją.".

    Ha.

    Ha, ha.

    Taaaa...

    Pracuję nad tym, pracuję. Tylko wiesz, ja ruda jestem, To jakiś czynnik usprawiedliwiający może być? W myśl stereotypów, etc?

    ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty się stereotypem nie zasłaniaj:) i czynników nie szukaj.

      Się raz zgrałyśmy w czasie idealnie. Gdybym trafiła na podobne nauki, akurat "niewłaściwie sobie radząc z tą emocją" ą ą:), tobym... sobie jeszcze bardziej niewłaściwie poradziła i ubiła:)
      Więc skoro weszłaś na własną odpowiedzialność, to sobie teraz radź. Jakkolwiek:)))
      A z innej beczki: żyjesz?

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.