czwartek, 15 stycznia 2015

Lekko przygnieciona, ale wciąż żywa:)

...z cyklu "Uroda życia" albo "Czytam sobie"





No i tak to teraz wygląda. A wydawało się, że już wszystko - albo wszyscy - pod kontrolą. Nic z tego. Właśnie kończymy kolejną rundę i właśnie kolejny raz wydaje nam się, że to już ostatni raz. A przecież, by sparafrazować klasyka, "nie pamiętam, kiedy ostatni raz..." mieliśmy taki początek roku. Ani środek. Albo koniec.


Leżę więc na kanapie przygnieciona ledwie żywym dziecięciem i dobrodziejstwem jego inwentarza (klocki, lidlowe do targania ulotki, chusteczki, książeczki, zakładki, chusteczki, maskotki, grające ustrojstwa, chusteczki) i czekam na zmiłowanie, czyli na powrót rodziny do domu. Abym mogła zdjąć z siebie dziecię, przygnieść nim innego najwcześniej "powróconego" nieszczęśnika, a potem udać się na wypoczynek, czyli do zarobkowej pracy.

Blog leży odłogiem, przy robocie zasypiam, po nocach spełniam marzenia. Przynajmniej tyle. Ale z drugiej strony po głowie kołaczą mi się regularnie nowe pomysły na wpisy. Znacie to? Znasz to, Kochana Niezaradna? Leżysz przygnieciona dzieckiem, obierasz kartofle, siekasz kiszoną kapustę, bujasz w wózku, kołyszesz na rękach, wieszasz pranie. A w głowie ciurkiem zdanie po zdaniu, jedno bardziej okrągłe od drugiego. Marzysz o twardym dysku w mózgu, bo na tym w komputerze zapisać niczego bez pomocy rąk i wolnej chwili nie zdołasz.

Wrażenia po lekturze najnowszej Musierowicz dla Skak Anki. I po Loreau. Dla Mamani. Garść "światłych" refleksji o pracy redaktora z inspiracji fejsbuka - na razie rozsianych po komentarzach w internetach. Nieaktualny, bo adresowany, skowyt o szczuciu ludzi na ludzi. A może aktualny? Bo w sumie nic się przecież nie zmieniło, nikt niczego nie odwołał, nie przeprosił ani się nie zawstydził. Więc pewnie wszystko odżyje przy pierwszej nadarzającej się okazji. Coś o marzeniach spełnianych zbyt wolno i o tych, co się już zmaterializowały, a źródłem ich była nienawiść. Do czego ta nienawiść? Napisać chyba nie zdołam. Wpierw zapomnę. Coś o kolejnym wierszu Miłosza. Było w głowie, ale już nie jest. Się zapomniało. Te poezje zebrane są dla mnie trochę jak (tadam!:) Biblia. Bo o Biblii niektórzy zwykli nauczać, że krzepi, choćby ją w dowolnym miejscu otworzyć i jedno zdanie przeczytać. Nie, nie, to wg mnie ściema, to nie działa. Wiem, próbowałam. A zamieszkująca parapet przy kanapie Miłoszowa księga wierszy i owszem:))). Toutes proportions gardées.

Na ten przykład o:


Czemu krzepi? Bo widzę, że współbrat w "niedoli":), że nie ja pierwsza i tak dalej. Otwieram ci ja ręką "niewiodącą", bo tylko tę mam wolną, na chybił trafił, i co? Natrafiłam na to (!). A że półtoragodzinne znieruchomienie na kanapie pod przykryciem trzynastokilowego śpiącego, chorego stwora prędzej czy później ciąg niezbyt wesołych, czyli o ponurej konieczności przemijania, myśli uruchomić musi, to na chybił trafił otwarta wielka księga wpasowuje się w kontekst, jak umie. A umie, prawda? Sami widzicie. Ale to nie to, co chciałam powiedzieć. Tamto już sobie poszło. Tamto ulotne było. Więc nic niewarte. A najlepsze, że innych nienapisanych postów nawet już sobie nie potrafię przypomnieć, że w ogóle w planach były, że przy obieraniu ziemniaków/siekaniu kapusty/wieszaniu prania/noszeniu dziecka, przy wszystkim, tylko nie przy łuskaniu strączkowych, bo kupuję łuskane gotowce - przy takich czynnościach lepiej zamienić się w robota i nie myśleć. Nieważne, że wtedy o myślenie najłatwiej. Roboty nie frustrują się upychaniem własnych marzeń w czasie wolnym, którego nigdy nie ma.

Ale spokojnie. Z daleka nie wygląda to przecież tak najgorzej:



Pozdrawiam!

28 komentarzy:

  1. współsiostro... tak mi przykro, że infeksje u Ciebie ciągną się jak lazzania. Posyłam dobre myśli i niech zdrowieje dziecię, a Ty uśmiechaj się, uśmiechaj, spełniaj marzenia. Kiss

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Małgosiu, nawet nie wiesz, jak mi dobrze czytać takie słowa od Ciebie :) Dziękuję! Całuję!

      Usuń
  2. pocieszę nie pociesze ale u nas to samo

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie to samo, ledwie jedno wychodzi drugie zaczyna, a trzecie z nas na krawędzi rozłożenia sie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak w kółko, co? Trzeba by jakoś przerwać tę pętlę. Bo ledwo się pochwaliłam, a sama poległam, w sobotę po południu. Zyskałam niedzielną izolację:)

      Usuń
  4. :) nawet jak piszesz o nie-pisaniu to mi się Ciebie czytać chce!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak mi Ciebie! Jak dobrze, że jesteś, Kochana:)))

      Usuń
  5. Współczuję naprawdę chociaż dzieci u mnie brak to wiem jak to jest z choruskiem.Chorusek marudzi i matce żyć nie daje:) Ale to minie,to napewno minie.U mnie na szczęście ojciec powoli zdrowieje a reszta na razie jakoś takoś. Oby do wiosny.Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś takoś staramy się, dziś już lepiej:) Uściski!

      Usuń
  6. Wiesz, że ja chyba zamówię tę antologię, kolejny raz przypominasz mi moją tęsknotę za poezją :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie żałuj sobie. Podczytywanie wierszy to wcale nie jest taki luksus, za jaki może uchodzić. To znaczy jest, ale każdego na niego stać:)

      Usuń
  7. Czasu tyż ni mom :/ ni krztyny. Ale u mnie gorzej - ja nawet pomysłów nie mam, taka wypruta jestem :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przynajmniej się zresetujesz:) Ostatnio szłaś jak burza, Twojej pomysłowości też się jakiś urlop należy, nie? :)))

      Usuń
  8. Najbłyskotliwsze i pełne refleksji błyskotliwych jak kultowe memy posty?

    Tworzą się w kuchni. W rozgadaniu Dwójki, w natręctwie kota oszołomionego dziko gotującym się obiadem.

    I tam umierają.

    Czas pisania owocuje cieniem ich idei, jak rzekłby filozof.

    Przygnieciona kilogramami chorej Bezcenności kontemplujesz refleksje Miłosza?

    Chylę czoła znów. Imię moje dziś Pustka. Chora Bezcenność śpi w pokoju obok.

    ZDROWIA!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałam. Wiedziałam, do kogo pić, by trafiło:) I udało się. Pocieszyłaś mnie. Przygnieciona kilogramami kontempluję, bo ruszyć się nie mogę, by nie obudzić, a Miłosz leży w zasięgu, to znaczy na parapecie za oparciem kanapy. Ot co. Magia:)
      I Wam ZDROWIA! Byłam i czytałam. Zaraza jakaś na kraj ten padła chyba.

      Usuń
  9. I kolejna (patrz Niezaradna) wystukuje mi z głowy litery :) chyba jakieś fale się niosą, że mi właśnie napisałaś post, który chciałam kiedyś tam, wiesz, jak zawsze. Dobrze, że sobie przynajmniej poczytałam, co to ja chciałam...
    Tanich, miękkich chustek/ papieru toaletowego.
    Szybkiej wiosny ( ale wtedy zakaźne się sieją, więc no nie wiem...).
    Długich nocy.
    Dobrej pamięci.
    Godzin, minut, dodatkowej doby.
    Wszystkiego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po wielokroć dziękuję! Kochana moja, ja nie jestem w stanie wystukać liter z Twojej głowy, bo moje smęcenie w porównaniu z Twoimi blogowymi cudami nie załapie się nawet na rolę "podnóżka", czy jak to tam mówią, że niegodne. Zatem pisz o tym samym, i tak nikt się nie zorientuje, tu jest Ziemia, u Ciebie Mleczna Droga, czy jak jej tam:) Ściskam!

      Usuń
  10. Przyjedzie dobry czas - uwierz mi :)

    Zdróweczka życzę , B

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę nie wierzyć Twoim życzeniom. Wiem, że z głębi i najszczersze:) Dziękuję!

      Usuń
  11. Smutkiem tu troszkę powiało, toć po nocy zawsze nastaje dzień. Nade wszystko zdrowotności życzę i radości wszelakiej :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano widzisz, bywa. Ale troszkę ulży, jak się tak człowiek wypisze:) Mam nadzieję, że Wy zdrowi:)

      Usuń
  12. Duszko szkoda,że tak paskudnie się zaczął rok i choróbsko się zasiedziało u Was:( . Ucałuj malutką w nosek od Jasia niech zdrowiej szybko. Tak jest ,że w trakcie wykonywania prac domowych najlepiej się myśli i ile wtedy jest planów szkoda tylko,że później brak czasu na ich realizacje,lub nagle te ulotne myśli znikają... . Dbajcie o siebie .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malutka całusek Jasiowi oddaje:) - tą drogą Go nie zarazi:) Ale jest już lepiej, o czym świadczy fakt, że odpisuję. Teraz ja kolejny raz poległam, ale już wychodzę na prostą.

      Usuń
  13. wszystko mija, nawet najdluzsza zmija :-) współczuje... trzymaj sie! a na wrazenia z Musierowicz czekam nawet bardziej niz Loreau ;-)
    Ps. oprocz dysku w glowie chcialabym tez dyktafon do nagrywania Anusiowych wypowiedzi bez ich zakłócania :-) i aparat foto w oczach :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Była za moich czasów (ach, jakie to piękne powiedzonko:) taka piosenka Karoliny Poznakowskiej: "Gdyby mój Romeo w oczach miał wideo, to na pewno byłby ze mną, ja wiem!". Tak mi się przypomniało. Szło o to, że chłopak nie ma dla niej czasu, bo ogląda:)
      Cieszę się, że mnie rozumiesz. Dyktafon i aparat - o tak! I kamerę, jak trzeba:) Google takie coś zrobił, takie okulary.

      Usuń
  14. Która z mam nie zna tego stanu... po każdej chorobie łudzę się, że może przyjdzie dłuższa chwila wytchnienia i wreszcie czas na odłożone przez nią zaległości ale kolejna przychodzi zawsze szybciej niż się spodziewam. Tydzień spokoju jest błogosławieństwem a zarazem niespokojnym wypatrywaniem kiedy i jaka kolejna zaraza zostanie przywleczona z przedszkola i kto jeszcze w rodzinie zostanie nią obdarowany i co znowu trzeba będzie odwołać, przełożyć.
    Wytrwałości życzę i pomocy zewsząd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wiesz co? Dobrze tak sobie czasem ponarzekać i dostać odzew, że ktoś ma tak samo, że jest wsparcie. Dobre te internety są:)
      Dziękuję! I masz rację: wszelkie placówki tak zwane oświatowe kojarzą mi się w zimie wyłącznie z wylęgarnią zarazy, niestety.
      Wam także błogosławionych tygodni spokoju!

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.