wtorek, 27 stycznia 2015

Vademecum Smakosza Książek_3 Zasada odkładania

...z cyklu "Czytam sobie"

 

Tych nie odłożyłam :) Bardzo długo i bardzo powoli do poduszki czytałam


Książkę, która nie zachwyciła, warto odłożyć. A jak to się robi?

Po pierwsze. Czytanie to nie zawody. To nie wyścig - kto przeczyta więcej i szybciej. Nie turniej - kto przebrnie przez książkę grubszą i bardziej "uczoną".


Jeśli czytanie ma być przyjemnością, to znaczy, że książka powinna czytelnikowi smakować. Inaczej brnięcie przez kolejne strony stanie się drogą przez mękę, podczas której smakoszem co i rusz wstrząśnie dreszcz obrzydzenia.

Tak nie wolno! A już zwłaszcza gdy chodzi o najmłodszych, których - jeśli mamy na prawdziwych i chętnych czytelników wychować - musimy koniecznie przekonać, że czytanie to przyjemność, ba, rozkosz, śmiało rzec można.

Po drugie. Zasada odkładania. Jeśli Ci się książka nie podoba, jeśli z jakichś przyczyn Ci "nie leży" - nie katuj się, nie przymuszaj. Naprawdę nie zranisz jej uczuć, odkładając ją na półkę (może wrócisz do niej kiedyś) albo puszczając dalej w obieg (ludzi cechuje różnica gustów, więc żegnaj, książko, na wieki, na pewno doceni cię ktoś inny!).

Aby zasada odkładania nie zdusiła odruchu czytania w zarodku, natychmiast trzeba sięgnąć po książkę kolejną. W księgarni (zbyt częste bywanie obarczone ryzykiem bankructwa, zwłaszcza w połączeniu z zasadą odkładania książek już zakupionych) albo w bibliotece. I co z tego, że ubogiej w nowości? Mało to książek cudownych, zachwycających i prawdziwie "smacznych" z odleglejszą datą urodzenia?

Bo brak środków nie jest żadną wymówką.

I tylko bez wyrzutów sumienia, proszę!

Poczucie obowiązku to szlachetna cecha, jednak w przypadku tak zwanych "strasznych książek" kompletnie bezużyteczna. Przy czym, zaznaczam, "straszna książka" dla każdego czytelnika ma swoją własną definicję.

Więc choć przed sięgnięciem na półkę warto znać opinie innych na jej temat, i tak w trakcie czytania w żadnym razie nie należy ślepo się ich trzymać. Bo czasem, bywa, mordujemy się nad "dziełem" tylko dlatego, że wstyd nam się przyznać do własnego gustu, aby nie być posądzonym o jego brak.

Kompleksy, ot co. Ale nie warto.

37 komentarzy:

  1. Ja uwielbiam książki, które charakteryzują się jedną cechą. Mówię o książkach, które potrafią mnie złapać za frak i wciągnąć na tyle mocno, że żal jest przewrócić kartę, aby jej konsumpcja trwała dalej. Były takie a jakże. Najgorsze jest jednak to, kiedy próbuję czytać córce, a ta od razu wyrywa mi dzieło, po czym szarpie i zaspokaja swój wilczy apetyt poprzez jej nadgryzanie. Zastanawiam się czasami, czy nie za szybko tą książkową edukację zacząłem. Z drugiej strony ktoś kiedyś o jakiejś skorupce opowiadał :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jak pięknie to napisałeś - "potrafią złapać za frak" - uważaj, bo wylądujesz w wyimkach na moim blogu!:)

      Na czytanie dziecku nigdy nie jest za wcześnie. Że wyrywa i chce konsumować, to normalne. Byłoby dziwne i niepokojące, gdyby nie chciała. Dziecko już prawie wszystko (a właściwie to wszystko) rozumie. Musi tak być, bo przecież "nagle" w wieku roku lub półtora w żaden cudowny sposób tej zdolności nie nabywa. A ruchliwość i angażowanie się w czytanie na swój sposób to najnormalniejsza rzecz pod słońcem u rocznej panny:) Której moc uścisków przesyłam! I w żadnym razie nie rezygnujcie z czytania. Chwila, dwie, ona ćwiczy koncentrację, która się jej wydłuża niepostrzeżenie (i szybciej niż u dzieci, którym nikt nie czyta - to Ci mówię całkiem poważnie i całkiem zawodowo, mogę nawet machnąć stosownym "wykładem" przed oczami:)) Kup trwalsze książki i sprawdź stopień toksyczności farby drukarskiej. Moje też trochę tego skonsumowały i żyją:)

      Usuń
    2. Ja, w wyimkach? O święta Tereso! Wybacz, tak mi się ze starej, życiem przeoranej piersi wyrwało :). Dziękuję za poradę. Cosik tak czułem, że w dobre miejsce się po nią udaję i się nie zawiodłem, pozdrowionka :)

      Usuń
  2. Jestem po lekturze korespondencji Iwaszkiewiczów. Ponieważ pisarz i poeta miał skomplikowaną naturę - czuję wprost, że listy i jego utwory to jeszcze nie wszystkie niespodzianki. Lektura dzienników zatem przede mną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, ja się właśnie do tej korespondencji przymierzam. Minęły ustawowe dziesiątki lat i całą tę prywatę masowo publikują. Chcę też przeczytać korespondencję z córką.
      A Tobie smacznego:)

      Usuń
  3. No właśnie, mam dwie takie sławy, na których utknęłam: "Sto lat samotności" i "Rodzina Borgiów". Czuję się rozgrzeszona:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idź i grzesz dalej:) Czytaj, co Ci się podoba:)

      Usuń
  4. ja niestety nie mam zdania na ten temat.

    do niektórych książek się przymusiłam i były stratą czasu i do dzisiaj niektóre z nich uważam za najgorsze książki świata.

    za to- w kilku przypadkach- to przymuszenie się, sprawiło, że na dalszych stronicach znalazłam zdania, które do dzisiaj mnie porywają i uważam za niesamowicie piękne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jest takie ryzyko, na które nic się nie poradzi, niestety. Czasem ma się szczęście, a czasem nie. A czasem do niektórych książek się dorasta. Jak ja dorosłam do "Pana Tadeusza" i "Nad Niemnem" - dopiero na studiach. Ale to chyba z powodu stresu, który mi się wydawało, że przeżywam, a w tych książkach tak bardziej "slow" klimaty znajdowałam:)

      Usuń
  5. kiedyś czytałam do końca, nawet jak ciężko było
    teraz nie pasuje-odkładam
    większość książek wypożyczam, więc nie mam dylematów moralno-finansowych:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki są dla nas, a nie my dla książek, prawda?:)

      Usuń
  6. I chciałoby się zaśpiewać :) Po co się śpieszyć... przecież do końca życia mamy na to czas.
    Buziaki, B

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Beatko, każdy chciałby być sobą:) Chyba.
      Całuski!

      Usuń
  7. ostatnio trafiłam na książki, które mi nie podeszły, przerwałam czytanie...... i odłozyłam książki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale może kiedyś do nich wrócisz. Albo i nie. Jest tyle książek... I tak wszystkich nie przeczytamy. Musimy wybierać. Dlatego nie żal mi odkładać. Choć rzadko to robię.

      Usuń
    2. "i tak wszystkich nie przeczytamy" to jest zdanie, które mną wstrząsnęło któregoś pięknego dnia, kiedy byłam jeszcze piękna i młoda.
      I zaczęłam wyścig z czasem. Dopiero dojrzewam do porażki :/

      Usuń
    3. No, mną też wstrząsnęło. I tak się trzęsę do dziś. Ale na pocieszenie Ci powiem, że może nie wszystkie warto.

      Usuń
  8. W lipcu kupiłam Lawendowy pokój i podochodzę do niej już 3razy po ok 30str odkładam i biorę następną . Mam kilka takich książek może kiedyś dobrnę do końca . Dzięki Tobie nie będę miała wyrzutów sumienie może z czasem do nich dojrzeję :) . Miłego dnia my dziś mamy logopedę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to być Twoja zapchajdziura, kiedy nie masz nic innego do czytania:)
      Jak minął dzień? Odezwiesz się na privie fb?

      Usuń
  9. Dlatego kiedy ktoś mi mówi, że nie czyta, bo nie lubi, bo go książki nudzą itp., to odpowiadam: to znaczy, że nie trafiasz na odpowiednie książki :) Nic na siłę, każdy znajdzie coś dla siebie. Bardzo się cieszę, że wróciłam do czytania po "poporodowej przerwie", która trwała za długo. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ktoś chce, to zawsze znajdzie wymówkę. Ale masz świętą rację: trzeba trafić na odpowiednią dla siebie książkę. I już. Wypróbowałam na uczniach, a kusiłam piątkami. Zadziałało na najbardziej opornych:)
      Cieszę się z Tobą, że udało Ci się wrócić do czytania. Wiem, jak to jest:)
      Uściski!

      Usuń
  10. Zawsze tak robię, przerywam, odkładam i wracam, kiedy przypomnę sobie, że było tam, coś, co dzisiaj rozumiem...

    z Bukowskim tak miałam. Dostałam serię książek w młodości, i jakoś nie mogłam... i nagle po kilkunastu latach olśniło mnie, zakochałam się w 'ćmie barowej' i poszło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dokładnie tak to jest. Człowiek się zmienia, a czasem trzeba przeczytać kilka rzeczy wcześniej, żeby móc wrócić do tej porzuconej. Życia posmakować:)
      Bukowskim mnie zaintrygowałaś. Sobie sprawdzę. Dzięki!
      Całe mnóstwo uśmiechów ode mnie:)

      Usuń
    2. a Bukowski jest świetny i w poezji i w prozie. Polecam

      Usuń
  11. Książki traktuję jak luksus nie tylko ze względu na cenę ale na czas który jest tylko dla mnie,chcę się delektować i tą chwilą i tym czasem. przeczytałam ,,mniej"Sapały a teraz delektuję się Tomaszem Mannem i jego ,,Czarodziejską górą,,-dopiero teraz dorosłam do niej jakoś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Luksus czytania. Delektowanie się. Wielkie powieści świetnie się do tego nadają. Ale trzeba do nich dojrzeć. Nastoletnia młodość chce czegoś innego. Kaskaderów się czytało, nie Tołstoja:) Albo inną Orzeszkową:))

      Usuń
    2. Orzeszkowa fuuuuuj,samogwałt. Nie! Nawet dla nastoletniej Wioliny.:)

      Usuń
    3. Źle napisałam. To nastoletnie Wioliny Orzeszkową się brzydziły.

      Eh, Ty:)

      Usuń
  12. Tylko kilka razy w życiu odłożyłam książkę. Miałam straszne wyrzuty sumienia. Zawsze mi się wydawało, że trzeba przeczytać do końca a potem powiedzieć, że np była beznadziejna (ale przeczytałam). Totalnie bezsensowna strata czasu. A przecież wystarczyło powiedzieć "nie chcę Cię, może do Ciebie wrócę, a może nie..." :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz co, mnie to w dodatku towarzyszyło takie głupie i w sumie infantylne poczucie wyższości - wypowiadam się niepochlebnie, bo/ale przeczytałam, w przeciwieństwie do tych, co nie zdołali (albo byli ode mnie mądrzejsi i umieli odłożyć). Całe szczęście, że człowiek jednak dojrzewa. Przynajmniej wtedy, gdy się o to trochę postara:)
      Cudnie sobie żyjecie za tym miastem:))) Pozdrawiam!

      Usuń
  13. Ha. Choć raz do Smakoszostwa mi blisko. Nie łykam ze ściśniętym gardłem, bo trzeba. Za stara jestem na "nie wypada".

    Czasu tracić nie wypada. A książka nie ma daty świeżości, bez obaw można aplikować sobie w razie późniejszej potrzeby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w punkt. Wymaluję na mojej wielkiej pustej ścianie to Twoje: Za stara jestem na "nie wypada". Taka życiowa licentia poetica - swoje przeszłam, życie mija, wszystko mi wolno:)

      Dzięki!

      Usuń
  14. Nie czytam na siłę. Nie potrafię. Mam czas, kiedy pochłaniam dosłownie wszystko, po to, żeby przyszedł czas odpoczynku. Sięgam po książki z zakurzonymi oprawami w domu i bibliotece. Bo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W swoim komentarzu zawarłaś chyba kwintesencję tego, co można by zatytułować: slow reading. Chociaż tak naprawdę, czy to w ogóle wymaga tytułu? Normalny i zdrowy stosunek do książek. To lubię :)

      Usuń
  15. Dokładnie. Ja też stosuję zasadę odkładania. Ale w ogóle mam czytelnicze rozdwojenie (roztrojenie i tak dalej) jaźni, bo czytam zwykle kilka książek na raz.

    Co do "odkładańców" - takim moim rekordzistą jest chyba "Syn cyrku" Irvinga. Za Irvingiem generalnie przepadam - zwłaszcza za jego wcześniejszymi książkami, a mimo to "Syn cyrku", którego tyle razy już próbowałam oswoić, wymyka mi się wciąż... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, tak - jedna książka do łóżka, druga na kanapę, a trzecia, kiedy dziecię śpi. Gdzieś pomiędzy "Tygodnik", bo w nim teksty czasem lepsze od niejednej książki:)
      Z tego, co wiem, to Twoich książek chyba nikt nie odkłada:)

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.