niedziela, 11 stycznia 2015

Vademecum Smakosza Książek_Degustacja

...z cyklu "Czytam sobie" albo "Uroda życia"


Większość z nas poszukuje w książkach informacji. Niektórzy doceniają też coś więcej. Styl, rytm, smak, nieuchwytny poetycki aromat. Do odnalezienia również w książce kucharskiej i w encyklopedii. Jeśli tylko potrafi się szukać.

 

A tu sam smak. Książka idealna do degustacji, bo poetycka. Małgorzata Południak "Liczby nieparzyste"

 

Dawno temu, w marcu ubiegłego roku popełniłam wpis o tak zwanym slow readingu: "Slow reading albo technika wolnego czytania" (klik). I tam obiecałam szumnie i dumnie, a teraz widzę, że pretensjonalnie, taki oto cykl - Vademecum SM. Niech tam. Leżał gotowy w "roboczych" i czekał na zmiłowanie. A raczej na ilustrację najbardziej odpowiednią z możliwych. I się doczekał. Analizowanie i tak zwane blogerskie "recenzowanie" książek, które mi się bardzo podobają, uważam za strzał w stopę. Bo po takiej "rozbiórce" one tracą smak. A ja tak nie chcę, ja wolę, by smakowały mi jak najdłużej, a najlepiej na zawsze. Jak poetycki tomik "Liczby nieparzyste" Małgosi Południak (klik). Dlatego będzie on dziś ilustracją do moich mocno pretensjonalnych, może trochę naiwnych, ale jednak prawdziwych, wynurzeń o smakowaniu czytania.

 

Prawdziwe czytanie to degustacja. A książki są jak wino. Smakosz książek degustuje, jest uważny na wszystkie aspekty, nie spieszy się, nie połyka ich żarłocznie nawet wtedy, gdy absorbująca akcja nie pozwala się oderwać, a tempo czytania przypomina pochłanianie.


Jednak przy zachowaniu warunku uważności nie jest to pochłanianie "żarłoczne", to znaczy bezrefleksyjne, służące wyłącznie napchaniu brzucha, czyli w tym wypadku oczu.

To raczej nasycanie treścią książki i formą(!) prozy wszystkich zmysłów, które - jak za sprawą czarodziejskiej różdżki - uruchamiają się w wyobraźni tak, że się zapomina o realnym świecie i nawet nie wie się kiedy, a przenosi się do wnętrza wykreowanej przez artystę rzeczywistości.

Kolejna cecha wspólna, a zarazem różniąca, czytanie i degustację wina. Smakosz win wpierw płyn w szkle ogląda - cieszy oko kolorem, powonienie napawa aromatem, delikatnie kosztuje. A potem... Zawodowiec niczego nie połyka, przepłukuje usta i sięga po następny trunek. Amator może sobie pozwolić na przełknięcie i poddanie się wynikłym z tego doznaniom.

Smakosz książek - podobnie. Wpierw, angażując zmysł wzroku, podziwia książkę, którą chce przeczytać. I cieszy się tym bardziej, im więcej widzi kartek zadrukowanych obietnicą podróży. Uruchamia zmysł dotyku - gładząc sztywny grzbiet książki, muskając opuszkami delikatną powierzchnię okładki, rozchylając tuż przed oczami wachlarz kartek, wypuszcza je spod kciuka tak, by na twarzy poczuć wywołany nimi ruch powietrza, by pozwolić sobie wchłonąć woń papieru i drukarskiej farby.

Tak. Ten rytuał odprawiany przed zanurzeniem się w treść odróżnia smakoszy i degustatorów od tych, co czytają tylko i wyłącznie dla zabicia czasu (ci nie są zbyt wybredni - ma być łatwo, w szybkim tempie i koniecznie bez opisów przyrody!) oraz od tych, co w książkach poszukują wyłącznie informacji (to amatorzy podręczników, informatorów, poradników). Z doświadczenia wiem, że i takie książki bywają dziełami pisarskiej sztuki, że i nimi można się zachwycić. Poza tym i smakosze, i zabijacze czasu, i poszukiwacze informacji - to mogą być te same osoby. Jedno drugiego nie wyklucza - połączenie to ideał. Ale te różne aspekty czytania wcale nie muszą się łączyć, I choć nie podoba mi się taki rozdział, to jednak nie ma co dramatyzować:).

Różnica tkwi w czytelniku.

Zapraszam do degustacji. Ja tak sobie przysiadam, czasem się na kanapie rozkładam... Podoba mi się cały tomik. To zdecydowanie są moje klimaty. Ale najbardziej "mój" jest taki mały fragment:


A zwłaszcza ostatnia zwrotka - idealnie "wgrywa mi się" w życie

19 komentarzy:

  1. Degustacja, wbrew pozorom nasyca bardziej niż pożeranie. Do takich tomików jak "Liczby nieparzyste" staram się stosować zasady sycącego jedzenia - po pierwsze czas ( potrzeba dużo czasu, żeby się w głowie poukładało), po drugie wyłączność ( tylko czytanie i nic więcej - nawet picie kawy, żadnej muzyki, żadnych ludzi snujących się dokoła) i po trzecie przeżuwanie ( powracam po wielokroć, wracam też do ołówkowych zapisków robionych na marginesie, zawieszam się na słowie, frazie, sensie) i smakuję od nowa.

    Uniesień i radości czytelniczej, B

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to są warunki idealne:) Ale dla mnie zarazem nierealne. Dlatego najczęściej jest tak jak w poście o podczytywaniu. Minutowe wyłączenie z rzeczywistości. Reset. Powrót. To działa jak głęboki relaks. Jakbym zjadła coś tak dobrego, że wrażenie smaku oddala wszystko inne. I jest tylko rozkosz podniebienia. Ale to musi być coś naprawdę smacznego:)
      Marzę o warunkach idealnych.
      Ściskam!

      Usuń
  2. Tak masz rację różnica tkwi w czytelniku i jego oczekiwaniach a także w jego wrażliwości emocjonalnej.Ja zawsze tak jak i Ty poszukuję jakiegoś elementu, zwrotki ,strofy która odnosi się do mojego życia bądz nakreśla stan ducha. Czasami na długo stają sie dla mnie myślą przewodnią lub zmuszają do przemyśleń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka myśl, taki element czasem zaskakuje. Bierze znienacka. I nie daje się wygonić.

      Usuń
  3. Kocham czytać ,wąchać nowe książki,czuć zapach tych co już długie lata przeleżały na półce,dla mnie czytanie to taka dawka" dobroci' dla siebie . Ostatnio synek wstaje mi ok 7 -7.30 to ja wstaję z mężem przed 6 robię mu śniadanie a sobie kawę coś słodkiego i pod kocyk z książką i się delektuję tym czasem sam na sam z książką . Jak mnie książka wciągnie to ją pochłaniam:) . Miłego wieczoru:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czuję się zupełnie tak, kochana My, jakbyś weszła mi do głowy i spisała moje myśli i odczucia. Jestem smakoszem książek. Delektuję się słowami ubranymi w zdania, i nie poszukuję w książce treści, ani informacji, ale właśnie słów, które mnie pochwycą i zatrzymają; czasami wstrząsną i nie dadzą o sobie zapomnieć. Noszę je w sobie, przeżuwam, refleksyjnie się nad nimi zamyślam i szukam tego, co chciały mi przekazać. Moja chwila sam na sam z książką to czas tylko dla nas, ale znam umiar i potrafię odłożyć nawet w najbardziej wciągającym momencie. Bo tak lubię. Slowly. Pięknie to porównałaś do degustacji wina. Wpraszam się do klubu Slow Reading! Cieszę się, że są ludzie, którzy to rozumieją:)
    Pozdrawiam cieplutko:)
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj w klubie, Monika:)
      Twoje książki nadają się do smakowania jak rzadko które:)))
      Sto uśmiechów!

      Usuń
  5. To prawie jakbyśmy się dziś spotkały, ja utknęłam w "Końcu stycznia".
    Ostatnia linijka przetacza się przez moje życie.....

    ".... i nie wiem, komu jest łatwiej."

    zaglądam często, komentuję , nie jeszcze nie komentowałam :)
    ale serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakże się cieszę, że ten wpis skłonił Cię do odezwania się tu u mnie po raz pierwszy:)))
      Czytam Cię u Beatki i u Małgosi i też czuję, że blisko nam do siebie:)
      Odzywaj się częściej!

      Usuń
  6. ależ mam dzisiaj ucztę u Ciebie... będę wracać do tego wpisu, jak do mantry

    kiss miła

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smacznego, Małgosiu, ku radości i pokrzepieniu. No dobrze, napiszę to: uwielbiam Twoje wiersze. O!
      Całuję!

      Usuń
    2. Jesteś lekiem na całe zło dzisiejszego dnia... całuję i może to nie najlepszy moment, ale to uwielbienie jest wzajemnie :*

      Usuń
  7. Ja uwielbiam czytać, ale w zależności od nastroju - raz pochłaniam książki, a raz pozwalam sobie na powolne smakowanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja myślę, że pochłanianie też jest smakowaniem, właśnie kiedy wypływa z nastroju na takie czytanie, a nie z bezmyślnego zaliczania książek dla samego nabijania licznika:) Cieszę się, że wróciłaś, mam nadzieję, że pojawisz mi się częściej na liście czytelniczej:) - z Twojego bloga bije taki optymizm, że trudno mi się od niego oderwać.

      Usuń
  8. Szlachetna Smakoszko.

    Niechlujny obżartuch, pożerający wielkimi haustami, wbrew wszelkim zasadom higieny i przyzwoitości albo podżerający cichcem między posiłkami


    ....

    chyli czoła z szacunkiem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeszlachetna Pochłaniaczko:)
      Odnosząc się z przewielkim szacunkiem do Twojego obżartuchowskiego nałogu, śmiem stwierdzić, że akurat Ty pochłaniasz, ponieważ właśnie smak czujesz. I to z powodu tego smaku chcesz więcej i więcej oraz coraz łapczywiej. Więc mi tu nie ściemniaj i nie kokietuj, Kochana, bo tak samo jak ja doskonale rozumiesz tę różnicę:))) A Twe mistrzostwo świata nabyte latami treningu pozwala Ci mieć i jedno, i drugie. No. To tyle:)))

      Usuń
    2. Ekhem...

      Zacukałam się, Na tyle mnie dziś stać. To już pomilczę.

      :*

      Usuń
  9. Zgadzam się z Twoimi słowami, są książki, które się czyta i te wybrane, dla których warto zarywać noce, które się degustuje...

    OdpowiedzUsuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.