wtorek, 17 lutego 2015

Ajlawju do bólu, czyli polemicznie o walentynkach

...z cyklu "Dyrdymałki" albo "Uroda życia"

 

Która walentynka jest najbardziej kiczowata?

 

Źródło

 

Taka moda nastała, aby się od walentynek dystansować. Mniej lub bardziej otwarcie, ale dystansować, "za boga" (tylko jakiego?) albo "za chinyludowe" do komerchy tej i kiczu nie przyznawać. Wszem i wobec głosić, że się w tłum świętujących nie wtapia, gdyż obciachu się tego nie trawi. Rany!

 

Źródło

Votum separatum! - zakrzyknąć wypada i polansować się w netach chwalebnym sprzeciwem.

Do dzieła.

Pierwsze primo:) Wszystkim świętom, także stricte religijnym, nadano już do bólu komercyjną formę. Znacie Śnieżynki, Rudolfa i sanie Santaklausa hulające po świecie już od listopada. A także stada zajęcy, królików i kurcząt wypasanych na śmierdzących rzeżuchą sklepowych półkach przez cały Wielki Post. I nieraz mamiono Was kłamstwami, że święta bez nowego pakietu telewizji satelitarnej to nie są żadne święta. Albo chociaż telewizor kup, człowieku, nowy, bo co ty tam zobaczysz w tym swoim trzyletnim zabytku! Mój antyk ma piętnaście lat i póki co wszystko w nim widzę. Ale nie w święta, bo w święta to ja nie mam czasu gapić się pudło, gdyż rodzinę przyjmuję lub odwiedzam. Wiecie też na pewno, że Wigilia nie liczy się bez barszczu/grzybowej/karpia/makowca/piernika/niepotrzebne skreślić. To wszystko rzeczy istotne i warto poświęcić im trochę uwagi, ale przecież nie całą, bo nie one są świąt istotą. Przecież wiecie, bo nieraz to mówicie.

I czy z powodu komercjalizacji zrezygnowaliście z religijnego przeżycia świąt (jeśliście wierzący) lub z celebry bycia z bliskimi (jeśli poprzestajecie na świeckim, ludzkim, wymiarze Christmas)? No właśnie. Więc dlaczego mielibyśmy zrezygnować ze świętowania raz do roku walentynek? Forma tej celebry i ilość przepuszczonej gotówki zależy tylko od nas, nie od mody ani od marketingu. To proste.

Źródło

Drugie primo:) Krzyczącym, że to święto obce, niepolskie, niezgodne z tradycją itp. odpowiem: zacznijcie czcić Światowida, bo to jego kult jest naszą rdzenną "religią". Boże Narodzenie i Wielkanoc narzucono Wam przecież przemocą. A Święty Walenty to ta sama "klika":) Że amerykańskie? Tam też obchodzą Boże Narodzenie. Oprócz tego Chanuka, ramadan i parę innych okazji. Świat jest jeden, a świętowanie walentynek nie przeszkadza w obchodzeniu świąt "rdzennie" polskich. Nawet ku czci Światowida. Gdyby kto chciał. U źródeł walentynek leży chęć okazania sobie miłości (tej/temu jedynej/jedynemu), przyjaźni (przyjaciołom) albo tylko (aż?) życzliwości. I nie przemawia do mnie argument, że takie okazywanie z prawdziwymi uczuciami nie ma nic wspólnego i że co za sens deklarować uczucia, których tak naprawdę nie ma. Owszem, w przypadku miłości romantycznej sensu rzeczywiście nie ma, to zwyczajne kłamstwo. Ale przyjaźń albo życzliwość? Według mnie śmiało można je zadeklarować jako zwykły wyraz dobrej woli: chcę cię tak traktować, jakbyś był moim przyjacielem, ponieważ żyjemy obok siebie i nie mamy nic przeciwko sobie, a dzięki przyjaznym gestom będzie się nam żyło trochę lepiej. Życzliwość. Nie każdego lubię, niektórych nie mam ochoty oglądać. Ale to niczemu nie służy, tylko życie moje (nie ich) zatruwa. Jeden mały gest życzliwości, sygnał - nie chcę drzeć kotów, chcę współistnieć pokojowo, w ekstremalnej sytuacji pomogę. Jeden sygnał. Będzie odzew - dobrze. Jeśli go zabraknie - trudno. Życzliwe nastawienie do bliźnich służy przede wszystkim nam samym. I to nie jest żaden fałsz, że kogoś nie znoszę, a "serce na dłoni" deklaruję. Bo chodzi o to, by się przełamać, trochę z tych złych uczuć "posprzątać". Będzie lżej na duszy, a i szansa na dostrzeżenie gestu niemała. Tak myślę. Niektórzy nazywają to "miłością bliźniego", a ona nie jest kwestią uczuć, tylko DOBREJ WOLI. Czemu nie zacząć w walentynki? Każdy inny dzień też jest dobry, ale 14 lutego to data symboliczna już, podobnie jak Wigilia. Czemu nie? Jeden warunek: szczerość.

Źródło

Trzecie primo:) Jak już mamy to szczęście osobiste i kochamy romantycznie, a i sami jesteśmy tak kochani, to świętujmy, celebrujmy i cieszmy się każdego dnia. I nocy. Ale najpiękniejsza, najtrwalsza, najcodzienniej wyrażana miłość potrzebuje także celebry. Fajerwerków, kwiatów, kolacji przy świecach, wina, kina, teatru, zaklęć albo uroczystego odnawiania przyrzeczeń. W wersji skrajnej publicznie w kościele. Z imprezą huczną po fakcie. A co! Przecież jedno drugiego nie wyklucza. Przecież jedno drugie uzupełnia.
Miłość potrzebuje odświętnej celebry. I bez znaczenia, jak ją zwać: walentynki, rocznica ślubu, pierwszego seksu albo randki. Jasne, że należy dbać o nią i pielęgnować codziennie. Drobnym gestem, przytuleniem, szeptem, liścikiem, gorącą herbatą, obiadem. Bez tego uschnie. Wiadomo.

Ale oprócz takich gestów niezbędna jest raz na trochę atmosfera "od wielkiego dzwonu". Bo codzienne czułości, niechby i najszczersze, owszem, doprawią, jednak CODZIENNOŚĆ. Wciąż będzie to CODZIENNOŚĆ. Która mimo najgorętszych uczuć i najszczerszych chęci szybko, a nawet jeszcze szybciej, spowszednieje. Jak bardzo by nie była doskonała, spowszednieje. I to raczej prędzej niż później, ponieważ wiadomo, że do dobrego człowiek przyzwyczaja się szybciej i szybciej zaczyna uważać dobrostan za normę.

Aby tak się nie stało, warto raz na czas jakiś zaplanować miłosne fajerwerki. Walentynki, rocznicę ślubu, pierwszego seksu lub randki. A może i zaręczyn. Przecież takie świętowanie nie musi stać w opozycji do czułej miłosnej codzienności, pełnej drobnych uczynków i znaków, bez których życie małżeńskie traci smak. Powiem więcej: im czulsza miłosna codzienność, tym świetniejsza świąteczna pompa, wszak startujemy z wyższego poziomu. Nie, nie chodzi o to, by się ścigać. Niech każdy ma swoją własną miarę celebrowania własnej miłości. Miarę zależną od portfela i punktu wyjścia. Dla kogoś będzie to weekend w Paryżu, dla mnie romantyczny "cudno-nudny" film wypożyczony w walentynkowej promocji, lody z Lidla polane stopionymi krówkami. Też z Lidla:) I deklaracja o "pustym ekranie" Klik. A tak naprawdę to odłożenie na bok zmartwień i zajęcie się sobą. I mówienie sobie o miłości bez codziennych spraw w tyle głowy. Wieczór albo dwa (weekend:) zapomnienia. Butelka sprezentowanego wina.

Zaś argumentacja w stylu: nie obchodzę walentynek, ponieważ okazuję miłość na co dzień, nie tylko od święta, wydaje mi się oparta na dość fałszywych założeniach. Bo czy jedno drugie wyklucza? Czy człowiek wyrażający miłość codziennie nie ma prawa do odrobiny odświętności? Albo odwrotnie: czy zwalnia go to z podkreślenia raz na jakiś czas tej miłości w sposób szczególny? I skąd pewność, że nasz ukochany tego nie chce? A może tylko robi dobrą minę, bo jaką ma robić w tej sytuacji?
Znów posłużę się perfidną christ(masową) analogią: przecież nie rezygnujemy z celebrowania raz do roku Bożego Narodzenia (oraz Wielkanocy) tylko dlatego, że przecież jesteśmy chrześcijanami przez dwanaście miesięcy, a nie przez dwa (plus dwa) dni. Nie mówimy, że świętować nie będziemy, ponieważ jak chrześcijanie zachowujemy się codziennie.

Źródło

Miłość, oprócz codziennej pielęgnacji, potrzebuje celebry. W przeciwnym razie uschnie. Lub zamieni się w przyzwyczajenie. Owszem, wola bycia do końca z człowiekiem, któremu się przysięgało, wola okazywania mu serca, choć płomień uczuć już ledwo się tli, jest bezcenna. Ale może chodziłoby o coś więcej? Czemu nie? Jeśli można?

Źródło

Lubię naszą miłość celebrować. Każdego dnia, a także od święta. Mimo trudów, wiatru w oczy, mimo skrzeczącej codzienności. Wybór formy, ilość wydanych pieniędzy, podążanie za modą - to są wszystko wtórne kwestie. Co kto lubi. Jest oferta do wyboru według preferencji. Kicz też może wyrażać uczucia - bo to one są najważniejsze. Jeśli szczere. Reszta jest kwestią gustu.

No więc która jest najbardziej kiczowata?

29 komentarzy:

  1. Czy usprawiedliwieniem będzie fakt, że wszystkie święta obchodzę


    łukiem?

    Jende większym, inne mniejszym, ale jednak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To musisz swojego Paddy'ego zapytać, Kochana:) Jak On Cię usprawiedliwi, to ja też ;)

      Usuń
    2. My razem obchodzimy tym łukiem :)

      Usuń
  2. Święto przypominające, że warto kochać jest fajnym świętem. A kicz, no cóż można zamknąć oczy :)
    Mnie najbardziej podoba się serce z serc, a może to ono komuś wyda się kiczowate...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie:) Kicz to tylko rodzaj konwencji, której wcale nie trzeba się poddawać. Chociaż można, jak ktoś lubi. Mrużąc oko ;)

      Serce to też mój faworyt. Ale lubię też podusię, naprawdę.
      Kurczę, miało być kiczowato do bólu, a tu proszę, podoba mi się.

      Usuń
  3. Niebo chodzę ale i nie kwestionuje obchodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzisz, chodzisz, Kochana, widać, że jesteś w niebie :) A pomyśleć, że chciałaś napisać coś zupełnie innego:)

      Usuń
  4. Ja tam nie wnikam, tylko miło obchodzę :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mój mąż ich nie lubi:(,ale w tym roku dał mi pierwszy raz kwiaty na Walentynki po 8latach bycia razem! . Ja lubię to święto pamiętam jak chodziłam do szkoły i przed walentynkami były zbierane kartki z całej szkoły zawsze dużo dostawałam było,że i ok 20szt:) . Miłego dnia u nas choroby ciąg dalszy Jasio kaszle mocno i katar go męczy:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wrzucaj fotkę kwiatków na fejsa:)
      Ja nie mogę dostawać, bo to dodatkowe pyłki w zimie, niestety.
      I wcale się nie dziwię, że tyle walentynek dostawałaś w szkole. Wcale.
      Za moich czasów, czyli sto lat temu, walentynek nie znano. Dzień Kobiet obchodzono. Się kwiatki dostawało:) Albo lizaki składkowe od męskiej części klasy.

      Usuń
    2. Kochana więc tak dostałam goździki ja mu dziękuję a on,że nastąpiła pomyłka bo goździki to się daje na Dzień kobiet i on się zaplatał w tych świętach,ale nie pozwoliłam oddać bo jeszcze by wrócił z chryzantemami:P . Jestem padnięta mam migrenę Jasio marudny w tej chorobie dobrze,że mam morze cierpliwości.

      Usuń
    3. No i znowu zapomniałam co miałam napisać dla mnie najbardziej kiczowata kartka to z misiem amorem:)

      Usuń
    4. Jesteś świętą osobą. A Małżonek też dowcipny:)

      Dzięki za typ kartki. Ale jak ona błyszczy;) I się rusza przecież! ;)

      Usuń
  6. Kicz okropny ;). Ale zdarzają się też fajne, gustowne dekoracje. Grunt, to miło spędzić ten czas. Pozdrawiam :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. Jak szukałam kiczowatych obrazków, to trafiały się takie naprawdę fajne. Ciepło ściskam!

      Usuń
  7. a ja lubię walentynki.

    nie zawsze świętowanie musi być z wielką pompą, paryżem czy diamentami ;-)

    czasem to mogą być właśnie takie "zwykłe" walentynki z "komercyjną" karteczką.

    wiadomo- celebrowanie jest ważnie, i małe święta i małe odświętności,
    ale czasem fajnei jest zrobić coś ot tak z przymróżeniem oka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W stu procentach Cię popieram. Trafiłaś w punkt. Podpisuję się!

      Usuń
  8. Ostatnia mnie zabiła:D
    Ja uważam, że fajnie jest obchodzić walentynki, ot tak właśnie dla siebie samych, żeby było miło, troche inaczej niż na co dzień - jak już jest się razem te ileś lat :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ach, walentynki.

    Sprawa jest prosta.

    Jak byłam smutna i samotna, nie znosiłam ich. Boleśnie obnażały moją samotność, która nawet jeżeli na co dzień była niekłopotliwa i akceptowana, w tym dniu stawała się nieznośna.

    Jak byłam zakochana i kochana - ależ owszem, czemu nie? Miłości celebracje należą się, że tak kiczowato i koślawie rymnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No. Takie życie jest. Rzeknę philosoficznie;) Ale to tym bardziej aż prosi się celebrować, gdy jest z kim:) Rymuj jakkolwiek, zawsze bosko!

      Usuń
  10. Ale, ale!

    KOCHANI!

    KTÓRA KARTKA NAJBARDZIEJ KICZOWATA?

    OdpowiedzUsuń
  11. Ostatnia kartka mnie też zabiła.
    Jest okropna - trąci stereotypem.
    Chyba brak mi dystansu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, zaraz brak dystansu. Przecież wszystkie miały być okropne. Tylko każda na swój sposób:) Luz!

      Usuń
  12. A ja nielubię i nie polubię.Jeśli miłość jest to jest i nie ma nic pomiędzy a jeśli jej nie ma walentynki jej nie naprawią.Wolę takie codzienne uczucie gdy widzę jak on zmywa gary mówiąć ciepłym tonem odpocznij nagotowałaś się.A co do kartek to kicz kiczów dla mnie ta z misiem i napisem love a najfajniejsza ostatnia:) pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie, Wiolina, ale przecież co gary przeszkadzają świecom - na ten przykład? Hę? Uściski!

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.