piątek, 27 lutego 2015

Kicz i snobizm. Oraz kompleksy

...z cyklu "Dyrdymałki"

 

 

Jednym z aspektów życia w stylu slow, o którym już kilkakrotnie przez te półtora roku (z górką:) pisałam, jest swobodny, bez napinania się stosunek do zastanej rzeczywistości, w tym zawsze i wszędzie staranie się, by to raczej człowiek (zwłaszcza drugi człowiek) był w centrum uwagi niż własne (nawet słuszne) poglądy, a także rzeczy, nawet te najbardziej wartościowe, nawet te będące upostaciowieniem najbardziej zaawansowanej ludzkiej myśli, nawet te najpiękniejsze i najzwnioślejsze uczucia budzące.  A inspiracją do uczynienia tego wpisu stała się dzisiejsza przed pracą (czyli około godziny 4.58) wizyta w pewnym "kulturalnym" miejscu blogosfery. Z  pozoru wszystko ładnie, z pozoru wszystko gra. Jest literatura, jest czytelnik, jest recenzja. Tylko dalej nie ma już nic. Oprócz zgrozy. I komentarzy. A poniżej bardzo luźno związane z tym tematem okropnie prywatne refleksje.

 

Co jest bardziej kiczowate? Bezpretensjonalny, szczery, nieuświadamiany, niezakładany kicz? Czy może próby odcięcia się za wszelką cenę od najmniejszych nawet z kiczem skojarzeń? Śmiały i otwarty kult estetyki różu i brokatu czy paniczne kontrolowanie wyglądu własnych ciuchów, gadżetów i przestrzeni?


Nie mówię w tej chwili o guście. Te bywają różne. Jeden lubi styl minimalistyczny, drugi przepych orientalny, a trzeci estetykę kiczu. Tak zwanego. Ponieważ kiczem tak naprawdę może być wszystko. Nie jest to bowiem - przynajmniej moim zdaniem - kategoria estetyczna.

W moim odczuciu ciągłe udowadnianie sobie i innym, że się kiczem brzydzi i kiczu unika, o niczym innym nie świadczy niż o: a) kompleksach (albo o usiłowaniach ich ukrycia), b) snobizmie, c) tak zwanych ą-ę aspiracjach, d) wywyższaniu się.  I to histeryczne udowadnianie  j e s t   k i c z o w a t e.

A wszystkie te literki razem pozbierane składają mi się w obraz człowieka, co bardzo nie lubi siebie. I dlatego nie bardzo lubi innych wokół siebie. Takich samych jak on (przykro patrzeć w lustro, jak się człowiek samemu sobie nie podoba), a także tych drugich - bo są inni, co dla nielubiącego siebie znaczy: lepsi. Nie lubi tych i tamtych, i jeszcze tamtych (bliżej nieokreślonych, ale na wszelki wypadek) - ponieważ nie akceptuje siebie. Tylko że za skarby świata się do tego nie przyzna. Przed tymi innymi to na pewno, zaś przed sobą samym - też chyba nie, bo po co? Przecież on to o sobie wie, po co mu coming out? W sposób bardziej lub mniej uświadomiony, lecz wie. A przynajmniej przeczuwa. Nie lubię siebie - powiedzieć sobie w twarz łatwo nie jest. Łatwiej nie lubić innych, o sobie za wiele nie myśląc. Zresztą myślą o sobie jedynie egoiści, egotycy, sobki i... Już nie wiem.

Trudno żyć z tak niskim poczuciem wartości, w dodatku ciągle udowadniając, że jest dokładnie odwrotnie. Kul, zajefajnie, trendy i co tam jeszcze, i tak nie trafię w aktualnie używane słowa, bo za stara jestem, więc  nie w temacie. O! Tu właśnie wylazło moje osobiste zakompleksienie, więc już widać, na czym to polega. Chociaż akurat w tym temacie jest u mnie dość delikatnie. Są i gorsze mielizny.

Stanięcie w szczerości wobec samego siebie nie jest kiczem. Nawet jeśli ta szczerość oznacza, że: a) lubię wściekły róż posypany brokatem, b) tyłek sam mi podryguje przy słuchaniu disco polo, c) kocham sztuczne kwiatki, ociekające złotem pseudorokokowe pseudoamorki i czytanie Kalicińskiej Małgorzaty/Grocholi Katarzyny/Steel Danielle (niepotrzebne skreślić). To tylko przykłady, resztę bez trudu wyobrazicie sobie sami. Nie jest kiczem także fakt, że najbardziej na świecie pasuje mi betonowa ściana, surowa drewniana podłoga, papierowa lampa, linie proste i czytanie Prousta. A także monochromatyczne barwy. Ciuchów oraz wnętrz.

Jest kiczem udawanie kogoś, kim się naprawdę nie jest w imię celów nie do końca szlachetnych, czyli tak zwanego "bycia lepszym od innych". Lub od prawdziwej wersji siebie samego. Jest kiczem aspirowanie do wtopienia się w środowisko z góry patrzące na tych, co "nie dorastają" - jakkolwiek: finansowo, intelektualnie, mentalnie. Albo mają po prostu zły (? - inny?) gust. Jest kiczem obnoszenie się z poczuciem przynależności do jakiejś "wyższej", "lepszej" kasty - cokolwiek to znaczy. Do kasty czytających "lepsze" książki, słuchających "lepszej" muzyki, noszących "bardziej gustowne" ciuchy, mieszkających w urządzonych "z większym smakiem" wnętrzach. I wyśmiewanie się - wprost lub między wierszami (to zależy od stopnia tak zwanego "wyrafinowania" lub tak zwanej "kultury osobistej", jaką sobie osobnicy podobnego typu przypisują. Zdecydowanie na wyrost przypisują. Jest kiczem uważanie się za kogoś lepszego od innych. Ponieważ nikt nie jest lepszy od innych. A już zwłaszcza z powodu takiego lub innego gustu: literackiego, muzycznego, modowego, wnętrzarskiego. Każdego.

Z drugiej strony nie jest kiczem aspirowanie do bycia lepszym, staranie o rozwój, jest nim natomiast udawanie, że się tego nie robi i że nie zależy. Że jak? Że mi zależy? Ale przecież ależ skąd! Ja to mam dystans. No.

Kicz - w moim rozumieniu - nie przybiera materialnej formy. Można by powiedzieć, że owszem, że jednak miewa postać lśniącego brokatem jednorożca albo fioletowego kucyka z różowymi włosami i w makijażu. I że jest to dokładne przeciwieństwo tak zwanej sztuki prawdziwej. Która zresztą z zapałem kicz (?) prześmiewczo wykorzystuje. Kicz to brak szczerości w doborze środków wyrażania siebie w jakiejkolwiek dziedzinie połączony z zapalczywym zwalczaniem metodą wyśmiewania się z, oburzania się na, wywracania oczami wobec - a najbardziej to już personalnego walenia między oczy na niwie publicznej i przyzwalania na niewybredne komentarze równie zakompleksionych i wbitych w poczucie własnej fałszywej wyższości amatorów sztuki prawdziwej. A, i jeszcze poprawianie sobie zaniżonego (chyba? bo jeśli nie, to dlaczegóż trzeba by je poprawiać?) samopoczucia wmawianiem przyklaskującej ochoczo ludzkości, że zachwycać to się mogą inni, a nam pozostaje już tylko im współczuć, skoro taki marny gust (by nie powiedzieć: intelekt) mają.

Litości!

PS Byłam dziś rano na takim jednym pseudokulturalnym blogu. Trafiłam "po plus jedynkach". Pierwszy i ostatni raz.

PS 2 Jaka jest najbardziej kiczowata definicja kiczu na świecie? Taka:

kicz
1. «kompozycja plastyczna, utwór literacki, film itp. o małej wartości artystycznej»

2. «przedmiot wykonany z przepychem, ale zupełnie pozbawiony gustu»
A cóż to jest owa "wartość artystyczna", Autorze "Słownika języka polskiego" zacnego PWN? W dodatku "mała". Czym w Twej definicji jest "gust"?

20 komentarzy:

  1. A co to są plus jedynki ???

    Piątek jest uroczy, a nawet może być kiczowaty :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plus jedynki - kiedy wejdziesz na czyjś profil (albo swój) i zobaczysz tam udostępnione wpisy ludzi, którzy są w Twoich kręgach google'owych, to w tych wpisach są dwa przyciski: +1 oraz taka strzałka (znaczy: udostępnij). To podobne do fejsbuka :)

      Usuń
  2. Świetnie napisane i jakże prawdziwe.Bardzo daleko mi do oceniania kogo kolwiek po prostu szanuję czyjąś wrażliwośc,gust.Jeśli dla kogoś brokat z różem jest piękny niech tak właśnie jest.Za to udawanie kogoś kim się nie jest,przypisywanie się do jakieś grupy jest żenujące,żałosne.Uważam poza tym że nikt nie ma prawa obsmiewać kogoś za styl ubierania czy słuchanej muzyki ,bądź styl życia.W dobrym guście jest akceptacja otaczającego świata ale przedewszystkim swoich własnych niedoróbek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amen!
      Mogą boleć zęby od (w moim mniemaniu) kiczowatych przedmiotów, ale kicz jest wokół nas, jest dosłownie wszędzie, nawet nie trzeba się specjalnie doszukiwać. Zostaje akceptacja i życie na swój sposób (może też przez innych oceniany jako kiczowaty).

      Usuń
    2. Wiolino Kochana, dobrze czytać takie słowa :) Dzięki!

      Usuń
    3. Owl :), trafiasz w punkt. Podoba mi się słowo "akceptacja".

      Usuń
  3. A bo dla jednych kiczem jest disco polo i różowe landrynki, a dla innych mogę być kiczem ja... miejmy się dobrze z własnymi potrzebami, odczuciami i poszanowaniem innych. Kiss miła

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i z tym poszanowaniem to jest właśnie kłopot największy, niestety.

      Ty - kiczem?!!! Buahaha. O. Rany!
      Ja wiem, że to zabrzmi jak marne podlizywanie, ale dawno, dawno, dawno nie spotkałam takiej poezji, do której wracam codziennie. A do Twojej tak. Jeśli to jest kryterium kiczowatości, to tak, jesteś kiczem ;)

      Usuń
  4. Ja staram się nie wyróżniać z tłumu więc nie zakładam kiczowatych brokatowych spodni itp ostatnio na pewnym 'słynnym" blogu modowym dziewczyna tak się ubrała,napisałam,że karnawał już się skończył obrończyni tej pani odpisała,ze w NY pasuje wszystko:P . Sama należę do ludzi którzy maja niską samoocenę i tysiące kompleksów no,ale nie leczę się różową kitką:) . Miłego weekendu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga, Ty nie miej niskiej samooceny! Z takim dobrym serduchem i ciepłem wewnętrznym - NIE. Jesteś super. Choćbyś nawet miała dziesięć różowych kitek ;)

      Usuń
  5. Ze strachu przed krytyką wali się samemu piąchą agresji. Tak na zaś, na wszelki.
    Bo żeby dojść do pewnych konkluzji na temat własnej śmieszności, realnej wartości, preferencji w różnych materiach, trzeba siąść na pupce w ciszy i spokoju i wykonać wysiłek umysłowy, pokonać drogę dedukcji i analizy oraz (o, zgrozo!) przyznać się do jakiejś poważniejszej wady. No, a komu się chce?
    To się tkwi w lepkim wrażeniu, że "coś ze mną nie tak" i na wszelki wypadek wali się tą piąchą, co by nie musieć się bronić samemu.

    Czasem mi szkoda i żal persony, co tak mało wie o sobie i tak strasznie się boi siebie i innych. Ale tylko bardzo czasem. Bo zbyt daleko mi do ideału świętości. I sama czasem (oj, bywa, bywa...) rzucę mięsem oceny i złośliwej krytyki.
    To tak w ramach samobiczowania się przyznaję :) a zza ramienia wystaje mi właśnie różowy kucyk z kolorowymi włosami i w makijażu. I mogłabym dać sobie rękę uciąć, że właśnie mrugnął okiem :) bo mój kicz jest mój i wara od niego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki suplement do wpisu to zaszczyt. Nic nie dodam, bo już się dość nawymądrzałam wnerwiona, i tylko odmrugnę Twojemu kucykowi. Okiem prawie bez makijażu ;)

      PS Fajnie, że już jesteś :)

      Usuń
    2. Fajnie, że Ty nie znikasz :*

      Usuń
    3. Taaa, ja mam przepastne "archiwa" ;)

      Usuń
  6. Jakoś tak zazwyczaj się składa, że ci, którzy starają się całemu światu udowodnić, że z kiczem nie mają nic wspólnego, sami wpadają w pułapkę nadętego ego, które jest jak błędne koło - im bardziej się starają odciąć od kiczowatości, tym bardziej tym kiczem obrastają. No cóż, w życiu chyba ważne jest to, aby być sobą i uświadomić sobie, że nie jest się pępkiem świata, wokół którego wszystko ma się kręcić, ale że żyję obok ludzi, którzy są różni, inni i - o ile ta inność nikogo ani niczego nie obraża, mają do tego prawo. Mój tyłek też podryguje przy disco polo, szczególnie na weselach; "Pretty woman" mogę oglądać w kółko i zawsze gapię się w ekran tak, jakbym widziała ten film po raz pierwszy i płaczę na "Znachorze". A w tytułach moich książek używam słowa "Miłość" i wcale nie uważam to za kicz:) Ale musiał Cię ktoś wkurzyć:) Pojechałaś, ale mądrze!
    Pozdrawiam bardzo ciepło, bo tydzień zapowiada się dość chłodny:)
    M.



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wkurzyłam się, ale nie tym jednym kimś, raczej była to kropla, która przepełniła coś tam ;)
      Bycie autentycznym to grunt. Ale teraz, po tych paru dniach myślę sobie, że ktoś ów też był może prawdziwy w swej postawie. W sumie... Tylko, eh, nie kupuję takiej optyki.

      Dzięki za słowo "Miłość" w Twoich książkach.

      Usuń
  7. "Mamo, mnoży się, mnoży się w tych napisach" - powiedział zaniepokojony Świr oparty o mnie i śledzący ze mną ten wpis.

    "Mamo, czemu się mnoży"? "Taka Pani tak napisała" Ale to TY piszesz! Napisz jej".

    Nie powiedział tylko, co mam napisać.

    Na obecnym etapie rzekł mi już:"Wygrałaś!". Tylko nie wiem co.

    Stawiam zatem, że szansę na doczytanie wpisu do końca :). AMEN.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochany Świrku! Dziękuję Ci za najlepszy komentarz świata. Ale widzisz, ze mną tak już jest, że jak zacznę, to mi się mnoży, mnoży... Ale na zdrowie! A Twoja Mama zawsze wygra. Choćby nie wiem co. Bo tak ma być. AMEN
      Mocno Was ściskam:) I Gburkę także, bo jak inaczej? :)

      Usuń
    2. To ja się wetnę, bo nie mogę inaczej :)
      Dwie humanistki rozprawiają o matmie. Piękny obrazek :D jak nic wygrywa Świr ;)

      Usuń
    3. Kochana, Ty mi tu od humanistek nie ubliżaj:), bo ja mam maturę z matmy na piątkę. No:) Ale młody i tak wygrywa, wiadomo!

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.