niedziela, 1 lutego 2015

Vademecum Smakosza Książek_Intymne tête à tête

...z cyklu "Czytam sobie"



Wychodzę z założenia, że prawdziwa literatura, w odróżnieniu od produktów literaturopodobnych, nosi znamiona sztuki. I że tworzą ją ludzie, których winniśmy nazywać artystami. Myślę o prozaikach, bo że artystą jest poeta, wiadomo. Nieprawdaż?:) Natomiast z twórcami prozy rzecz nie jest już tak oczywista. Są prozaicy-artyści i są prozaicy. Pierwsi nie są lepsi od drugich, ale to temat na być może zupełnie inny wpis.


Dziś o książce, którą skończyłam czytać dziesięć miesięcy temu. Dlaczego dopiero teraz? Tak wyszło. Wpis leżał w "roboczych" od marca. Trochę o nim zapomniałam, a że ostatnio nic nowego nie piszę, tylko z tych "roboczych" czeluści wyjmuję, i ten znalazłam.

Do rzeczy.

Czytać - albo lepiej: podczytywać - poezję mogę w prawie każdych warunkach. Wiersz w roli trzyminutowego spa dla zagonionych myśli sprawdza się w moim przypadku doskonale. Nadaje się też do dłuższych posiedzeń lub polegiwań na kanapie, owszem, ale jako sposób na krótki i intensywny relaks jest wprost idealny. O podczytywaniu poezji już było - TU.

Z prozą rzecz ma się mimo wszystko troszeczkę inaczej. Ta wymaga jednak czasu, by móc poświęcić jej trochę więcej uwagi. Z natury rzeczy. Tak to jest.
 
Nic odkrywczego nie napiszę, jeśli napiszę, że Alice Munro tworzy literaturę. W odróżnieniu od twórców produktów literaturopodobnych:) Wiem, wiem... Aby nie wyjść na ignorantkę, nie powinnam się wcale przyznawać, że przeczytanie tego jednego jedynego, zakupionego jeszcze w październiku (2013!) - Klik:), tomu jej opowiadań zajęło mi aż tyle miesięcy (skończyłam gdzieś w okolicach końca lutego 2014!).

Nie, nie składam liter, nie czytam w oryginale i to nie technika wolnego czytania:) spowodowała tak długie brnięcie przez te marne trzysta (chyba, nie pamiętam) stron. Raczej brak możliwości wykrojenia w kawałku godziny lub choćby pół na spędzenie jej z książką w odosobnieniu. Tak mam - muszę się emocjonalnie na czytanie prozy nastawić.  Artykuł w gazecie, nawet długi, trudny i głęboki (co znaczy: napisany przy użyciu trzy- i więcejsylabowych wyrazów:) czytam i rozumiem w warunkach prawie każdych, gdyż się w drodze ewolucji, wychowując trójkę dzieci i pracując, przez kilkanaście lat przystosowałam. Natomiast do książki dziwnie nabożny stosunek - a może raczej konieczność trzymania w rękach, by się nie zamknęła? - nie bardzo pozwala mi ją tak z doskoku traktować. Zresztą artykuł, choćby i nie wiem jaki mądry, nawet mimo niezwykłego czasem kunsztu słowa oraz mimo wysokich lotów myśli, zawsze pozostanie artykułem, publicystyką, niechby i najwyższej próby. Choć sztuką jest tak pisać, nie jest to sztuka. To jest, co najwyżej pobudzający do refleksji, jednak zawsze literalny przekaz.

Literatura przeciwnie. Owszem, można się prześlizgnąć po literach jak po lodowisku i też odczuć satysfakcję, że się przeczytało. Albo raczej "zaliczyło". I się już ignorantem nie jest, i się niezbędny kanon zna. Można, tylko po co?

Wcale nie chodzi mi popadanie w ekstazę podczas czytania pierwszej lepszej książki. Pragnę jednak zostawić sobie przy lekturze margines na "możliwość wrażeń". Wrażeń czerpanych z tego, co "naddane", z tego, co decyduje, że to sztuka właśnie. Margines, którego nie ma, gdy się czyta z doskoku. Gdy co chwilę ktoś nas woła, czegoś chce, o coś pyta i gdy jestem wciąż na posterunku. Po prostu siedząca w głowie logistyka codzienności uniemożliwia przełączenie percepcji, a pozwala jedynie ślizgać się po opisanych wydarzeniach i - to prawda - zapoznać się z treścią. Pozbawia jednak "możliwości wrażeń" - a przecież to tylko "możliwość", nic pewnego, nic danego. "Możliwość" - w dodatku bardzo indywidualna, rzec można, intymna, przez to ulotna.

Literatura jest sztuką słowa. Sztuki nie czuje się w zgiełku, nie odbiera się w tłumie - gremialnie. To niezwykle intymne tête à tête. Przynajmniej dla mnie.

Dlatego wieczór, dlatego sypialnia, dlatego cisza i brak zobowiązań. Dlatego tak długo:) Póki co. Co jednak nie wyklucza poezji podczytywania:)

PS Miał być wpis o Munro i Iwaszkiewiczu, a wyszło gadulstwo jak zwykle. Ale trudno.

25 komentarzy:

  1. A ja ten zbiór opowiadań dosyć szybko zaliczyłam, ale jakoś nie przemówił do mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie jest ok 10 książek nie przeczytanych bo ciągle dokupuje lub pożyczam kolejne,wczoraj dostałam Trucicielkę Schmitta:) . Ja czytam 1czasem 2książki tyg,ale czasem 3tyg czytam jedną ja mnie nie wciąga . Miłego wieczoru:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale przynajmniej masz poczucie, że Ci nie zabraknie:) Tobie też cieplutkiego odpoczywania:)

      Usuń
  3. Sztuki nie czuje się w zgiełku... pięknie powiedziane:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lektura jest sztuką słowa, jak piszesz, a ja tak uwielbiam sztukę w takim wydaniu. Niestety ostatnio brakuje mi na nią czasu - co mnie wcale nie cieszy, wręcz smuci...
    Troszkę tą chwilę z książką zastąpiłam blogiem... Was tak cudownie się czyta :)

    www.MartynaG.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak cudownie się czyta takie komentarze:)
      Czasem myślę, że jak mi się uda doczekać emerytury, to będę tylko czytać, czytać, czytać... I to w dodatku za darmo:) Bo póki co czytam za pieniądze;)

      Usuń
  5. Muszę sobie Munro kupić i poczytać... pokontemplować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miłego:)
      Mnie kojarzy się z Czechowem, ale ja się nie znam ;)

      Usuń
  6. U mnie te zawsze stosik czeka, bo mam cala komodke ksiazek "do wyczytania zakupywanych w czasach ksiazko-zakupocholicznych. Powoli ale czytam i albo odkladam do biblioteczki albo puszczam dalej... Gdybym nic niekupowala, to by siestosiki zmniejszaly a tak?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak, to jest kojące poczucie "bezpieczeństwa":) Stosik zawsze daje nadzieję na wytchnienie, kusi, obiecuje. No słowem - dobrze go mieć. Niech się nie zmniejsza, niech się tylko zmienia:)

      Usuń
  7. Jakoś tak to jest i w innych dziedzinach sztuk wszelakich, że są artyści i ci pozostali.
    Słoneczko przesyłam wprost do Twoich rąk :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za słoneczko, cieplutko od niego i energię daje, bo chociaż ja deszczo- i plucholubna, to tylko słoneczko podnosi mnie do pionu:)

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Smacznego:) Spokojna proza, niby to zwykłe obrazki, ponoć przezroczysta narracja - wszystko takie zwykłe. Tylko niech ktoś spróbuje tak pisać:)

      Usuń
  9. Jestem zachwycona Munro! Przeczytałam Za kogo ty się uważasz?, a teraz czekają na mnie Dziewczęta i kobiety :) Zgadzam się z Tobą, że literatura to sztuka słowa. Teraz czytam Cień wiatru C.Zafón i z podziwem chłonę każdą stronę bo taką finezję słów i myśli trudno odnaleźć w dzisiejszej literaturze :) Pozdrawiam Kochana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, na "Za kogo ty się uważasz?" też się szykuję. I masz rację, o finezję słów trudno dziś:) Czemu do tej pory nie czytałam Zafona? :)
      Uściski dla Ciebie:)

      Usuń
  10. Ach, Munro, Munro... dostałam kiedyś potężny tom opowiadań, nie miałam kasy, a potrzebowałam dla kogoś pilnie prezent, kasy jak zwykle nie było - poooszła!

    Potem było mi żal.

    I tak jestem o Munro bardziej pusta niż mogłabym być.

    Ale że na smakowanie czasu ciągle mało, nie rozmyślam nad tym za wiele i łapię, co mam.

    Bo, jak napisałaś, spokój jest tu pożądany, a wokół mnie cały ten zgiełk...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No popatrz, cały ten...:) Ale w momencie czytania Cię tu przypomniały mi się Twoje koncepcje czytania poezji na tronie, Królowo:), któreś tu snuła swego czasu. I proszę, niżej dowód podano, żeś nie jedyna, co nie tylko piechotą, ale i z książką pod pachą podąża do przybytku tego. No bo w wannie to już luksus nad luksusy. Ale na wannę to trzeba mieć czas. Pod prysznicem na stojaka jest szansa bowiem, że nie usnę, zaś w wannie, w piance, w ciepełku i z książką... Jeszcze mi życie miłe:)

      Usuń
    2. Musisz mieć skromny gabaryt, a nie utoniesz. W domu rodzicielskim zażywałam ablucji w wannie metrówce. Rozkoszne godziny czytania, gdy dom już spał!

      W wannie swej domowej obecnej miejsca ciut więcej, czasu za to mniej :(. Praktykuje się jednak i tak.

      Ostatnia utopiona książka? Krystyna, córka Lawransa. Napęczniała po tym tak nieco. Nie szkodzi. To tom drugi, Krystyna rodzi tam taką gromadę chłopaków, że napęcznienie rozumie się tam samo przez się.

      Usuń
  11. no, patrz, a mnie już nic nie przeszkadza. bo, idąc za Niezaradną, za dużo zgiełku na co dzień, za mało czasu też na co dzień (a od święta to już w ogóle), na śnie poskąpić nie umiem, a okresy dokształcania zabijają resztki.
    w przypadku tak patologicznych ułożeń i niemożności lepszej organizacji czasu ;) opanowałam do perfekcji wyłączanie się nawet na jedno zdanie (ha, ale się rym(s)nęłam :).
    a przy zapierających końcówkach/ momentach - zamykam się w wc pod każdym pretekstem. polecam, jak coś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, Noż tron i wanna to moje ulubione (bo jedyne w zasadzie) czytelnie w domu.

      Trzeba bowiem pewne czynności uwznioślić jakoś. Sama fizjologia? Nieee... co to by była za strata czasu!

      Usuń
    2. I weź tu, człowieku, slow life uprawiaj. Toż to jakaś masakra jest. Piękne idee, śmieszne - bo nie powiem, że żałosne, co to, to nie - podrygiwania:) Ach, jakie to urocze. Desperacja w czystej postaci. Poczytajcie blogerów książkowych, co trzaskają po kilkanaście tomów miesięcznie, uczą się, pracują, recenzują, na komenty odpowiadają - i jeszcze tak zwane stosiki prezentują. A tu się do perfekcji opanowuje wyłączanie się nawet na jedno zdanie:) Bossssko jest.

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.