piątek, 6 lutego 2015

Vademecum Smakosza Książek_Nie bądź głupi

...z cyklu "Czytam sobie"

 

 

Raz na jakiś czas przetaczają się przez internety różne mody kreowane przez różne grupy. Po co i na co, tego nie wiem, ale sprawy mają się z grubsza tak, że jedni przekonują drugich o bezsensie zniżania się (sic) do czytania tak zwanych czytadeł, zaś ci drudzy - bywa - z uporem godnym lepszej sprawy zapierają się, że tak zwanych ambitnych próz tudzież poezji do ręki nie wezmą, gdyż im czasu szkoda na błądzenie meandrami nijak nie przystających do rzeczywistości myśli szanownych państwa artystów pióra, a właściwie to klawiatury.

 

Jedni i drudzy napinają się i prężą muskuły, tylko po co. Książek wokół tyle, co gwiazd na niebie, wybór jest, ale nie warto się karmić uprzedzeniami. I to zarówno wobec jednego, jak i drugiego typu twórczości.

 

Tak mnie naszło, bo ostatnio tu o artystach było, to dziś pora się przyczepić do tak zwanej drugiej strony medalu. Popularne nie znaczy marne i nic niewarte - tak myślę, a jak ktoś sądzi, że ściemniam, to proszę bardzo: TU i jeszcze TU  nie ściemniałam. I TU też nie. Ja się nie wstydzę tego, co czytam, a nawet to bezczelnie - o TU - pokazuję i się zachwycam. Albo nie. Tak.

 

Ale dziś nie do końca o tym. Dziś o niebyciu głupim i o czytaniu tego, co wcale niepopularne, tylko odwrotnie, zakurzone w najdalszym zakamarku stoi i - gdyby nie ten kurz - na całkiem nowe wygląda. Czasem nawet od tej nowości kartki ma sklejone. Proszę bardzo.


Smakoszu książek (tak, tak, to TY, nie rób głupiej miny:), nie bądź głupi i nie daj sobie wmówić, żeś na czytanie niektórych książek zbyt głupi!


I bez znaczenia jest, czy wmawiają ci to inni, jakże "życzliwi" (Ale to dla ciebie za trudne, i tak niczego nie zrozumiesz, daj sobie lepiej spokój... itd.), czy też z wrodzoną i podziwu godną skromnością krzywdzisz się sam.

Tak, tak, krzywdzisz się. Wpędzasz w kompleksy, a najgorsze jest to, że uważasz się wtedy za człowieka niebywale cnotliwego (wszak skromność to cnota, a jakże!), znającego i respektującego własną miarę, nie z tych, co z motyką na słońce i takie tam!

A ja mówię, że tak w ogóle to nie święci garnki lepią i - jeśli tylko masz ochotę zgłębiać z Proustem tajemnice straconego czasu - to, zaiste, czas ten straconym nie będzie, choćbyś nawet niewiele z dzieła zrozumiał, a w każdym razie - choćby ci się tak właśnie wydawało. Jeśli tylko masz na Prousta ochotę. Własną. Szczerą. Nie taką wynikającą z mody.

Człowiek bowiem może czerpać przyjemność, stając w całej swej bezradności przed dzieła ogromem mądrości (patrzcie, rymuję! ha! ha! - prozę poetycką serwuję!:). Choćby nawet niektórym wydawało się to objawem skrajnej umysłowej perwersji.

Trudno. Oprócz treści dzieło może mieć po prostu ładną formę (choć, przyznaję, wcale nie musi) i ona właśnie może znacznie wpłynąć na stopień przyswajalności. To po pierwsze.

A po drugie - niezwykła moc przyjemności płynącej z czytania polega właśnie na tym, że się całkiem znacząco, choć całkiem niezauważalnie oraz bezboleśnie, horyzonty myśli poszerza i poziom refleksji podnosi. Tak właśnie napisałam. A co!

I, nie wiedzieć kiedy, z książki na książkę, zwyczajnie mądrzejszym staje. Rany, naprawdę znów to napisałam. Ziemio, rozstąp się i pochłoń mnie. A wtedy, znów nie wiedzieć kiedy, po coraz lepszą literaturę sięga.

A wrażenia towarzyszące czytaniu - podobne wrażeniom z degustacji wina - nabiorą tak magnetycznej mocy, że nie pozwolą powrócić do picia zaprawionej chemią przesłodzonej sztucznej oranżady pod tytułem "Patykiem Pisane":). No, najwyżej raz na jakiś czas. Ale i to raczej z ciekawości, jak też dawno porzucony napitek smakuje. I czy w ogóle jeszcze ma smak. Czasem będzie miał. Coraz częściej nie.

I na tym właśnie polega w "trudnych" książek czytanie zabawa. Zaczynasz czytać zaczytane na amen biblioteczne "czytadła" (też uwielbiam, uwielbiam, choć złe bez żalu porzucam), a kończysz w najrzadziej uczęszczanych zakamarkach biblioteki, skąd wyciągasz najbardziej zakurzone (uwaga! uwaga!) "krytyczne edycje prozy wysokoartystycznej" - jak to mówią. Ha!

A jeśli wśród nich natykasz się na zmanierowanie aż do bólu zębów "eksperymenty (pseudo)literackie" - bez żalu odkładasz je na półkę, gdzie ich miejsce. I szkoda łez!

Następny, proszę!

24 komentarze:

  1. ja tam czytadła od czasu do czasu z przyjemnością czytam, potem z reguły nachodzi mnie ochota na coś mądrzejszego, bo zwłaszcza po serii czytadeł czuję się może i zrelaksowana ale po jakimś czasie schematyczność zaczyna nudzić
    "wielka literatura" tudzież dzieła ambitne też potrafią swoją drogą znudzić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że ja mam dokładnie tak samo? Przesyt w żadnej dziedzinie nie jest dobry. Ale fakt też, że po "wielkiej" literaturze już się do najgorszych czytadeł wrócić nie da. One też mają przecież różny poziom:)

      Usuń
  2. A właśnie MY... Szkoda czasu i atłasu na poświęcanie się materii, która nam po prostu nie leży. Nigdy nie rozumiałam ludzi, którzy męczyli z czymś bo taka moda, nie ważne czy to literatura, czy buty na gigant obcasach. I nie piszę tu na opak - tylko o tych etykietach, które nas przyciągają albo odpychają. A zwłaszcza jeśli chodzi o czytanie, które jest przecież prawie mistycznym związkiem dusz - czytacza i pisacza - trzeba podążać za głosem serca a nie trendów (albo tryndów :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja - gigant obcasy powodują złamanie karku:) Mistyczny związek dusz - obojętnie czy w czytadle, czy w książce artystycznej - być musi. I żadne tryndy (!) nic na to nie poradzą:)

      Usuń
  3. dla mnie czytadła to tomiki wierszy, piętrzą na półkach, podłodze... i wiesz, mnie jedynie nikt nie przekona do Coelho, przez dwie książki nie przebrnęłam, żeby nie było, że nie probowałam i się wypowiadam. I nie inetresuje mnie, czy ktoś czyta czy nie tego autora. Jednak często natykam się w sieci na jatki, w rzeczywistości to chyba lałaby się krew, jak po sobie ludzie jadą... zwolennicy i przeciwnicy takiego pisania.

    Poczytałam dyskusje u Ciebie i pełna kulturka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam Czytelników najlepszych na świecie. Naprawdę. Tomiki wierszy jako czytadła. Ty także, jak Tomek z Dziecinnych Problemów, wylądujesz w wyimkach:)))) Słowo daję.
      Jatki. A bo ludzie to się nie koncentrują na tekście, tylko na sobie za bardzo, i chyba stąd to się bierze. To irracjonalne. Zresztą pod każdym innym pretekstem żarliby się tak samo.
      Pełna kulturka, dzięki Ludziom Kulturalnym :))))
      DZIĘKUJĘ WAM, KOCHANI!

      Usuń
  4. "Tak, tak, krzywdzisz się. Wpędzasz w kompleksy, a najgorsze jest to, że uważasz się wtedy za człowieka niebywale cnotliwego (wszak skromność to cnota, a jakże!), znającego i respektującego własną miarę, nie z tych, co z motyką na słońce i takie tam!"

    ...

    Och,

    Mocno do mnie. Rozleniwienie i wsteka intelektualna pod przykrywką skromnego obliczenia własnych możliwości - to ja, to ja, to ja,

    Dzięki Ci, Pani, za światłość tej nauki.

    Celna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech Ci tam świeci ;) - się nie nabijaj. Ja się powtarzam, już po raz któryś, ale co se będę żałować - lenić się warto, to zdrowo:) Ale nie doceniać się - tego nie wolno. Ciebie rozgrzeszam, bo pracowe czytujesz ambitne, że ehhhhhh! Wsteka nie grozi:)

      Usuń
  5. Każdy musi się odnaleźć w tych wielkich dziełach.A czasami wręcz po tym wytrawnym ,szlachetnym i dojrzałym napoju fajnie smakuje mniej markowe szaleństwo literackie.Ja akurat nauczyłam się nie tracić czasu na tzw. nie moją bajkę a tak poza tym też sobie czytam dla pokrzepienia duszy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham to co piszesz i jak piszesz . Czasem wygrzebuje książki w bibliotece które mają tylko 1lub 2 pieczątki świadczące o ich wypożyczaniu i myślę ja Cię wezmę poczytam przekartkuję i od nowa powołam Cię do życia....Miłego dnia i jeszcze raz dziękuję za piękne życzenia ja pije kawę łapię oddech i biorę się dalej do pracy niedługo goście...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty jesteś cała czuła, nie tylko dla ludzi:)

      Mam nadzieję, że fajne prezenty dostałaś:)

      Usuń
    2. No ba były książki,biżuteria,kwiaty i słodycze ach i wina więc wszystko co kocham:)

      Usuń
  7. Jeśli mi książka nie podejdzie, odkładam czytanie. I już do książki nie wracam.
    O i Iwonkę widzę :)
    Tak, talerz z serwisu Iwona? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że nie mam pojęcia, czy ten serwis to Iwonka:) Myśmy go w prezencie ślubnym w pracy dostali, a tego nie sprzedają w paczkach, więc nazwy nie widziałam na pudełku. Ale jakie to przedwieczne czasy:)

      Usuń
    2. To piękny, ponadczasowy, prezent
      U nas uwielbiana, prześliczna Iwona,
      tylko do zmywarek teraz kupujemy....

      ale tą Twoją z linijką złotą uwielbiam..... prześliczna

      Alis :)

      Usuń
    3. https://www.google.pl/search?q=chodzie%C5%BC+iwona&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=pC3dVLLQAoasU43jg_gC&ved=0CAgQ_AUoAQ&biw=1360&bih=648#tbm=isch&q=chodzie%C5%BC+iwona+talerz

      tu możesz podejrzeć wzory....
      :)

      Usuń
    4. O, dzięki:) No to się wreszcie dowiedziałam, co za skarby mam:)

      Usuń
    5. Też dostalam iwonę w prezencie ślubnym, na 24 osoby

      nawet dzwoneczek :)

      Usuń
    6. :), lecę zapytać eM o dzwoneczek :0

      Usuń
    7. No proszę! Ale my to mamy taki komplet bez bajerów. Trzy rodzaje talerzy, trzy rozmiary półmisków, dwie większe miski, dwie małe, sosjerka, solniczko-pieprzniczka i to chyba wszystko. Filiżanek ani innych takich nie mam. I mieć już nie będę, gdyż kupiłam sobie inne wymarzone, które często występują na fotkach:) tu.

      Usuń
  8. Dokładnie. A co do tych wszystkich debat: jak czytać, co czytać, czego nie czytać, a czego nawet nie tykać to chce mi się zawsze powiedzieć po chłopsku: "czytaj Pan, nie gadaj". Bo mi takie gadanie przypomina, jak koleżanka do mnie przychodzi i mi przez 40 minut tłumaczy, jak to strasznie nie ma na nic czasu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W punkt trafione, Marta, naprawdę. Wszystko to głupie gadanie zamiast czytania:)

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.