czwartek, 19 marca 2015

Czy minimalizm esteteczny i minimalistyczna filozofia życia znaczą to samo?

...z cyklu "Minimalizm. Albo dyrdymałki"


Na tytułowe pytanie każdy tak zwany prawdziwy minimalista odpowie krótko: NIE. Nie jest estetyka minimalistyczna tożsama z minimalizmem praktykowanym na gruncie prawdziwie egzystencjalnym, o czym wie każdy (albo prawie każdy), kto zetknął się kiedykolwiek z pojęciem ascezy, medytacji, z pismami Ojców Pustyni. Z drugiej strony nie jest minimalizmem zwyczajna bieda, wymuszająca ograniczanie potrzeb do minimum na ludziach, którzy w innych warunkach życiowych minimalistami na pewno by nie byli. Choć kto wie, czy się nimi nie staną, gdy ich sytuacja materialna kiedyś się zmieni. Poczucie wolności od wydumanych potrzeb to rzecz bezcenna i pozwalająca znacząco przestawić życiowe priorytety. Ładnie napisano o tym na blogu Dziennik ze stanu biedy, ale nie pamiętam dokładnie gdzie, więc pomyszkujcie po całym, bo ciekawy.

 

Wiosna

A wracając do meritum: czym właściwie jest minimalizm? Nie wymyślę prochu, jeśli stwierdzę, że jest on wyborem. Świadomym i dobrowolnym. Czasem inspirowanym życiową koniecznością, ale tylko inspirowanym (gdy się przy tym stylu życia zostanie już w "lepszych czasach"). Czasem wynikającym po prostu ze zdrowego rozsądku i racjonalnego podejścia do pieniędzy. Ale wyborem. Obranym kierunkiem.

Nie będę ukrywać, że dwie wspomniane inspiracje są mi bliskie, i choć minimalizmu w swoim życiu nie wybierałam, to kiedy już (na przykład dzięki stronie Prosty blog) odkryłam, że go "uprawiam" (wraz z całą rodziną zresztą:), chciałabym, aby tak już zostało. I to jest moment wyboru. Póki co pozornego, bo na zwiększenie stanu posiadania za bardzo się nie zanosi, ale wierzę, że świadomość też ma niebagatelne znaczenie.

No tak, w liczbie używanych słów to ja minimalistką na pewno nie jestem, znowu się nie na temat rozgadałam :) A Droga do prostego życia namawia do śledzenia na Twitterze. Sto sześćdziesiąt znaków. I jak żyć z takim ograniczeniem? Ja wiem, że mowa jest źródłem nieporozumień  (przypisu nie będzie, bo bez przesady ;), ale uważam, że milczenie może mieć w tym względzie o wiele większe "zasługi", więc... Zresztą nieważne, i tak nie mam Twittera, ledwie ogarniam Facebooka ;) Ale Wy zaglądajcie; bardzo podziwiam ludzi potrafiących precyzyjnie i krótko wyrażać swoje myśli. Naprawdę. Z tym że - gwoli ścisłości - moje wypracowania zawsze miały notkę: Temat wyczerpany. Nauczyciel czytający pewnie też ;)

Dlatego już naprawdę wracam do meritum: istnieje wśród niektórych, a może nawet i wśród wielu, minimalistów przekonanie, że minimalizm jako kategoria estetyczna wyklucza tak naprawdę minimalizm tak zwany prawdziwy. Pierwszy polega bowiem na ograniczeniu estetycznych detali, zdobień, kolorystyki, jednym słowem na uspokojeniu formy otaczających nas wnętrz, używanych przez nas przedmiotów czy noszonych ubrań. Drugi natomiast nie ma z nim wiele wspólnego, ponieważ - i to jest w sumie racja - trudno zwać się minimalistą, gdy wyrzuca się dobre meble lub ubrania, bo pstrokate albo za bardzo fikuśne, a chce się mieć wnętrze minimalistyczne. Klasyczne pomieszanie pojęć - powiecie. I będziecie mieli rację.

Czy jednak na pewno minimalizm estetyczny i minimalistyczna filozofia życia są od siebie tak bardzo oddalone? Czy się wykluczają? Bez przesady. Skoro - jak mawia mój mąż - wszystko można, co nie można, byle wolno i z ostrożna, to i te dwie drogi połączyć właśnie MOŻNA. Nie trzeba, ale można. Nie: można, można, a nawet trzeba. Po prostu można. Nie trzeba. O ile nie wymuszą na Was tego życiowe okoliczności, jak na nas wymusiły, z czego powstała historia w odcinkach pod tytułem "Wnętrze minimalistyczne". Pierwszy odcinek poszedł ponad rok temu, a kolejne napisane nie wiadomo na co czekały.

http://myslownicelife.blogspot.com/2014/03/wnetrze-minimalizm-funkcjonalizm.html
LINK DO WPISU

Ale teraz dość czekania. Wygląda na to, że wiosna w pełni, a wraz z nią ochota na nowe - na przykład nowe wnętrze, nowe mieszkanie, nowe plany. Zaczynam więc publikowanie nowego cyklu i zapraszam do śledzenia kolejnych wpisów. Na użytek Google + i Facebooka będzie miał on nosił nazwę SLOW HOMING. Helo, seo ;) Niech ci będzie, choć i tak nie działasz.

A to linki do wpisów pozostałych wpisów minimalistycznych na moim blogu:



Modowy minimalizm (ha, ha, ha, co za oryginalność!)


Wynika z nich niezbicie, że do ortodoksji w dziedzinie minimalizmu mi daleko, bliżej za to do zdrowego i dość luźnego traktowania idei, z których - tak uważam - warto czerpać tylko te elementy, które bez dokonywania gwałtu na swojej osobowości jesteśmy w stanie przyjąć za własne. I tyle.

A cykl "Minimalizm wnętrz" vel "Slow Homing" po południu w każdy piątek. Najpóźniej w sobotni poranek :)

I tak, pożeniłam te dwie idee, choć - tak - wiem, że nie muszą być tym samym. Ale mogą. I u mnie są. A zatem nazwy stosuję wymiennie.


14 komentarzy:

  1. Ach kochana cieszę się że będę miała co czytać! Ja też planuję cykl wpisów na moim marnym blogu jak tylko migrenka odpuści.A co do mojej drogi minimalisty to nie wyobrażam sobie wywalić dobrego przedmiotu ,sprzetu ,mebla tylko dlatego że mi już do idei nie pasuje ja poprostu wstrzymuje sie od kupna nowych zagracajacych przestrzeń rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że migrenka odpuściła :) Bo ja w międzyczasie zdążyłam mieć swoją własną, ale też już przeszła.

      Usuń
  2. Myślę, że najwięcej w tej kwestii mogą powiedzieć osoby wynajmujące mieszkania oraz takie, których praca wiąże się z częstą zmianą miejsca zamieszkania. Obserwowałam takie przypadki. Niewiele sprzętów "na stanie" w mieszkaniu, a dobytku tyle, żeby można go unieść w dwóch walizkach.
    Jestem bardzo ciekawa tego cyklu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę się starała, żeby Cię nie zawieść.

      Usuń
  3. Już zacieram ręce na nowe wpisy:),ja nie jestem minimalistką jakoś mi nie po drodze:P. Mi brakuje tu Twoich zdjęć z twojej szafy:( szkoda,że już nie publikujesz ich:( wiem,rok wyzwania dawno dobiegł końca . Czasem jak coś kupisz nowego to wstaw obejrzymy tu z chęcią:). Słonecznego dnia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga, JEŚLI coś kupię, pokażę. Słowo harcerza. Albo harcerki. ;)

      Usuń
  4. I ja dzięki Prostemu blogowi odkryłam, że w jakim kierunku zmieniam swoje życie to ... minimalizm. Ale jest jedno ale. To ale to detale. Detale strojów wszelakich, które uwielbiam. Szare proste sukienki worki i torby wielkie wory szare to nie dla mnie. Po 50-tce oszalałam na tle kolorów. I wzorów. A ponieważ wszytko (!) szyję, dziergam i przerabiam sama mogę poszaleć. A że przerabiam ze szmat używanych to prawie nic nie kosztuje. Ostatnio mam fazę - sukienki z męski koszul. I jak się memu mężowi w szafie rozluźniło :)))
    Uściki, B

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się minimalistyczna estetyka bardzo podoba, ale proste formy i brak wzorków to jeszcze nie minimalizm, bez przesady ;) Do minimalizmu bliżej Tobie w Twoim ciuchowym recyklingu :)))

      Usuń
  5. Ładnie napisano o tym na blogu "Dziennik ze stanu biedy". Dumam tylko gdzie. Przeryć zasoby, hę?

    ;) i :* !

    OdpowiedzUsuń
  6. ha, to ja też się dopiszę do zachwytów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo Niezaradna nasza ładnie pisze, to jest się czym zachwycać :)

      Usuń
    2. Ale Ty wiesz, że ja do Ciebie piłam? :*
      Chociaż tezie nie zaprzeczę. I to nie przez grzeczność ;)

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.