poniedziałek, 30 marca 2015

Domowa bogini albo Slow Food in my way. Nigella Lawson kontra Anna Olson

...z cyklu "Uroda życia" albo "(Nie)Gotuję sobie"

 

Matka pisać usiłuje, dziecię rysuje. I prowadź tu bloga, człowieku


Miejsce akcji: kanapa. Czas akcji: jedenasta przed południem. Akcja: oglądanie z tańczącym na siedząco i jednocześnie próbującym zasnąć dziecięciem programu "Świeże smaki z Anną Olson" na Polsat Food.


- Kukurydzę zawsze przyrządzam w dniu zakupu. (Szast-prast i kolba obrana). Rano na targu dostaję kolby zerwane z pola tego samego dnia. (Rach-ciach i skrojone wielkim nożem ziarna lądują na patelni).

Mniej więcej dwa miesiące temu w tym samym paśmie puszczali programy o gotowaniu Nigelli Lawson. Czas i miejsce akcji to samo.

- Ponieważ nie jestem leniwa i przez cały dzień nie mam nic innego do roboty, zerwałam się o świcie i pobiegłam na pole, by własnoręcznie zebrać kolby świeżej kukurydzy. Oczywiście. (Zgrzrzrzyyyyt... i żółciutka zawartość puszki ląduje w garnku z bulionem. Będzie krem z kukurydzy).

No. Uwielbiam jedną i drugą. A najbardziej kręci mnie klimat: zamożnej kanadyjskiej prowincji w pierwszym i bogatego mieszczańskiego Londynu w drugim przypadku. Oraz genialne podkłady muzyczne. Do których na siedząco tańczę z moim dzieckiem.

Jak ja godzę slow life i slow food? W najbardziej oburzający i obrazoburczy dla prawdziwych [sic!] wyznawców idei sposób. Gdzie? TU. Albo po prostu TU.

No to ściskam!

14 komentarzy:

  1. he he he
    a ja już widzę obie panie samodzielnie biegające po tą kukurydzę i w ogóle nie majace w tym celu zastępu asystentek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale wiesz, właśnie o to chodzi, że jedna udaje, że biega, a druga z tego biegania kpi i ostentacyjnie puszkę otwiera :) A sztab asystentek to pewnie i jednej, i drugiej życie ułatwia :)

      Usuń
  2. Chętnie pognałabym na to pole tylko gdzie je znaleźć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W naszym pięknym kraju chyba nie powinno to być takie trudne. Tak mi się przynajmniej wydaje. Chociaż w sumie nie kojarzę żadnego w pobliżu.

      Usuń
  3. Ehh wszystko można powiedzieć gdy się dostaje tyle kasy za program:P . Ja czasem też mam slow food daje mrożone pyzy dziecku na drugie danie tylko cicho sza nic nie mów nikomu bo by mnie zlinczowali :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana:), jak Ty dziecku mrożone pyzy dajesz na drugie, to Ty nie slow food, tylko slow life uprawiasz :) Jako i ja czynię :))) I słowo harcerki: na tym blogu nikt Cię za to nie zlinczuje. Jesteś w mateczniku luzu i dystansu. Tak trzymaj :)

      Usuń
  4. To jest bardzo slow. Wybitnie. W temacie zarabiania :)
    Bierzesz, co masz i gadasz, co ślina przyniesie. Grunt to mieć lśniące włosy, gładkie lico, czarm i urok z białymi zębami.

    Ale pozostaje faktem, że przyjemnie popatrzeć i wyobrazić sobie niestworzone scenariusze o własnym czasie i możliwościach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, a najważniejszy ten czarm i urok. I te białe zęby. Ale dokładnie tak jest, że przyjemnie się pogapić. I nie tylko. Parę patentów od Nigelli u mnie funkcjonuje, tylko już nie pamiętam, jakie to, bo tak się zadomowiły. Serio. I ona mnie mocno podbudowuje, gdyż moje slowlife'owe manifesty mocno, oj mocno, opierają się na jej apoteozie lenistwa kuchennego i gotowości do korzystania z gotowców. Byle nie przesadnie trujących.

      Usuń
  5. Kukurydziane pragnienie się we mnie odezwało...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O. To musisz spełnić :) Pamiętam, że w podstawówce robiliśmy popołudniami wyprawy w pół klasy na kukurydziane pola za miasto. Normalnie rwaliśmy te kolby jak własne. A państwowe były, komunistyczne. Tak kombinowaliśmy. I pożeraliśmy na surowo. Lata osiemdziesiąte. Eh. W sezonie to i o kilkadziesiąt sztuk zubożyć potrafiliśmy PGR :) Dziś kukurydza raczej mnie nie kręci.
      Ściskam ciepło :)

      Usuń
  6. Ach lubię takie programy miło czas mi zabijają, nic nie tracę też gdy ich nie zobaczę bo one są takie fajne,takie zapchaj dziury, nie stresują natłokiem informacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W samo sedno trafiłaś, Wiolina, w samo sedno. Dokładnie o to chodzi.

      Usuń
  7. Nie oglądam telewizji z braku czasu, zdecydowanie wolę slow-reading jeśli już tę chwilę znajdę, lub slow-writing:)); ale zawsze mnie wkurzało wymądrzanie się na ekranie wszystkich, którym w kuchni wszystko się tak po prostu udaje i do tego robią to z takim wdziękiem, jakby pozowali lub pozowały do zdjęcia w kolorowym magazynie.
    Pomimo mojego zamiłowania do slow, niestety tylko w niedzielę mam slow-food... W pozostałe sześć dni tygodnia jest to nie-fast-food, bo tego nie znoszę, ale fast-eating...
    Przesyłam bardzo ciepłe pozdrowienia i mnóstwo dobrej energii:)
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monika, Ty to bohaterka jesteś :) Slow food w niedzielę. Mnie to najczęściej niedzieli szkoda :) Ale się poświęcam. Choć wolałabym slow reading (byle za darmo i z wyboru ;). Albo writing :) Jednak staram się w miarę możliwości w niedzielę nie otwierać komputera.
      Ale powiem Ci, że ta Nigella to jest bardzo krzepiąca i wcale się nie wymądrza. Wręcz przeciwnie, ona takie wymądrzanie obśmiewa, a zjadliwa ironia jej tekstu o zrywaniu kukurydzy o świcie najlepszym na to dowodem :))) Ona jest po naszej stronie!
      Dziękuję za Twoją energię. Dobrze, że tu wpadasz i całkiem sporo jej zostawiasz :)

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.