piątek, 20 marca 2015

Wnętrze minimalistyczne. Plan. Praktyczne porady

...z cyklu "Slow Homing"

 

Ten wpis ukazał prawie rok temu w marcu - jako drugi na temat luksusu wynikającego z minimalistycznego podejścia do planowania i urządzania wnętrz.

Lubię porządek, dlatego dziś właśnie od niego chcę rozpocząć cykl o wnętrzach i ich minimalistycznym, choć funkcjonalnym, zagospodarowywaniu domów i mieszkań.

UWAGA: to nie cykl o dekoracji w stylu estetyki minimalistycznej.

No, zabezpieczyłam się już chyba z każdej strony, zatem do dzieła:

 

Wnętrze minimalistyczne. Plan. Praktyczne porady  

Na wnętrze dobrze mieć dobry plan. I dobrze się go trzymać. Niedobrze się do niego niewolniczo przywiązać. Dobrze go z rozmysłem korygować. Z rozmysłem nie znaczy pod wpływem chwilowych fanaberii, olśnień, wrażeń doznanych podczas wizyt w sklepach, pod wpływem oglądania pism wnętrzarskich (przydatne tylko w celu racjonalnego inspirowania się) albo wizyt u luksusowo (na pierwszy rzut oka) urządzonych znajomych. Nie mamy pojęcia, jak mieszka się znajomym, a w sklepach i wnętrzarskich stylizacjach nikt w ogóle nie żyje.


Minimalistyczna filozofia urządzania wnętrz zakłada posiadanie minimum przedmiotów. To znaczy minimum mebli, minimum ozdób (o ile w ogóle), minimum sprzętów i wszelkich pozostałych artykułów wyposażenia wnętrz.

Moja filozofia luksusu dokłada do tych założeń maksimum zastosowań tego, co do minimum zostało ograniczone. W poprzednim wpisie mówiłam o optymalizacji wnętrza, które nie powinno powodować dyskomfortu, gdyż ma być azylem i miejscem, w którym możemy wieść spokojne, proste, ale i luksusowe życie, które we własnym przypadku nie przypadkiem:) nazywam My Slow Nice Life.

Zanim jednak przystąpimy do wyposażania lokum w to, co uznamy za niezbędne, dobrze jest wpierw uczynić taki naprawdę podstawowy plan. Plan zakładający kształt (dosłownie, w sensie: obrys) całej przestrzeni, którą mamy sobie stworzyć. 

Tu napotykamy pierwsze ograniczenia w postaci planu zabudowy, wielkości działki, wysokości posiadanych środków albo w postaci już gotowego, zaplanowanego i zbudowanego bez naszego najmniejszego udziału domu czy mieszkania. Czasem jeszcze mamy do dyspozycji tak zwany "stan deweloperski", który stwarza możliwość samodzielnego zaplanowania ścian działowych, choć już nie rozmieszczenia pionów wentylacyjnych (komin) i kanalizacyjnych. 

Dobry plan to plan minimalistyczny, czyli oszczędny, ale jednocześnie racjonalny, ponieważ to stanowi o naszym późniejszym luksusie.

Jak to się robi?
Racjonalna oszczędność na poziomie planowania kanalizacji w nowo budowanym domu polega na przykład na zaplanowaniu tylko jednego pionu i umieszczeniu go w ścianie, po której jednej stronie urządzimy kuchnię, a po drugiej łazienkę. W tym samym miejscu wyprowadzamy dopływ gazu - także potrzebny w obu pomieszczeniach. Dodatkowo taki układ wymusza umieszczenie pomiędzy nimi komina, który dzięki temu może być tylko jeden. Pod warunkiem, że plan poddasza także podporządkujemy warunkom parteru. A jeśli planujemy kotłownię i pralnię w piwnicy, koniecznie umieśćmy je dokładnie pod kuchnią i łazienką - to racjonalne: warto wykorzystać istniejące piony oraz umiejscowiony tam komin. 

Co zyskamy? 
Po pierwsze: oszczędzimy pieniądze na budowę tych nietanich przecież instalacji. Po drugie: kominiarzowi zapłacimy za sprawdzenie tylko jednego komina - i tak już będzie zawsze. Po trzecie: oszczędzimy miejsce, ponieważ ściana z kominem jest zwyczajnie grubsza od zwykłej działowej, a nawet nośnej. A dobrze wykorzystana przestrzeń jest w domu minimalisty na wagę złota. Dlaczego? Ponieważ stwarza możliwości, a posiadanie możliwości jest samo w sobie luksusem.


Dobrze jest mieć miejsce na kojec o wymiarach metr na metr w salonie plus dodatkowy metr na przejazd wózka. A tak kusiło wstawić tam "uroczą" komódkę:)

Kolejną sprawą jest obrys budynku. Nie bardzo jest o czym dyskutować, bowiem zasada jest jedna: im prostszy na zewnątrz, tym "ustawniejszy" wewnątrz. A poza tym zakamarki generują koszty, bowiem drastycznie wzrasta na przykład długość opaski odprowadzającej wilgoć, powierzchnia elewacji do wykończenia, co za tym idzie, kształt dachu (ale to inny problem) i tak dalej. Koszty rosną w postępie geometrycznym, a praktycznych zysków za bardzo nie ma. Chyba że komuś bardzo zależy na fikuśnej bryle, gdyż taki ma akurat gust. Warto jednak pamiętać, że najbardziej funkcjonalna, elegancka i ponadczasowa jest prostota.

Nie każdy buduje dom od podstaw. Większość z nas kupuje gotowe mieszkania. W tym wypadku problem z oszczędnym rozmieszczeniem pionów i komina nie jest naszym problemem, bowiem nie mamy na niego wpływu, a jeśli już, to znikomy. Tym bardziej nie dotyczy nas problem opaski wokół budynku ani liczba spadów dachu.

W obu przypadkach warto jednak poświęcić czas na wyrysowanie (przy użyciu skali, choćby najprymitywniejszej - kartka w kratkę) całego mieszkania i "ustawienie" w nim sprzętów. 

Zaczynamy od sprzętów najważniejszych, czyli niezbędnych do życia: łóżka, szafy ubraniowe, szafa biurowa (dobrze taką mieć w domu, gdyż warto w jednym miejscu gromadzić wszystkie dokumenty), kuchnia (same szafki i AGD, żadne barki, stoliki śniadaniowe itp. na tym etapie), stół z krzesłami, kanapa, biurko dla dziecka (tylko dla dziecka, rodzic może wykorzystywać stół), prysznic i/lub wanna, umywalka, miejsce do przechowywania w łazience, muszla. Na tym proponuję na razie poprzestać. Zmierzmy to, co posiadamy i zamierzamy w nowym domu umieścić, lub dowiedzmy się o rozmiar tego, co planujemy do nowego domu kupić. I "ustawiajmy". 

Kiedy uda się nam bezkolizyjnie rozmieścić wszystkie niezbędne elementy, możemy się zastanowić, czy - uwaga! - czy (nie: co?) - możemy coś jeszcze dostawić. Teraz jest pora na rozważenie, czy - a jeśli tak, to jaki - stolik kawowy. Czy - a jeśli tak, to jaka - szafka rtv (bo może lepiej zawiesić telewizor na ścianie lub postawić na komodzie z przepastnymi szufladami - wielofunkcyjność!) - o ile w ogóle zakładamy posiadanie telewizora. W dalszej kolejności "ustawiamy" szafki nocne, stół kuchenny (tylko wtedy, gdy mamy kuchnię w oddzielnym pomieszczeniu, o ile taki mebel się tam zmieści), podobnie barek między kuchnią a salonem (planowaliśmy, nie zrealizowaliśmy - zwyciężyło pragnienie przestrzeni) lampy podłogowe, biurko dla dorosłego i ... I w zasadzie nic więcej nie przychodzi mi do głowy, ponieważ sami niczego więcej w naszym domu nie mamy. A jednocześnie niczego nam nie brakuje.

Zaoszczędziliśmy naprawdę sporo pieniędzy. Iluzorycznie, bo w rzeczywistości wcale ich nie mieliśmy. Po prostu kredyt na budowę i urządzenie był o wiele, wiele mniejszy.

24 komentarze:

  1. A ja mam tak jak inni zaplanowali :( i płacę czynsz prawie 1000zł miesięcznie za 3 osoby. I to nie jest minimalistyczne...
    Wolnoć Tomku w swoim domku mnie nie dotyczy.

    Miłego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1000zł to jeszcze mało;) ja 6lat temu za mężem we Wrocławiu ( na osiedlach nie w centrum) płaciliśmy 1600zł za 34m2!

      Usuń
    2. Są takie elementy kosztów, na które nie ma się wpływu, można najwyżej zrezygnować z całości, jeśli się nie chce ich zaakceptować :(

      Usuń
  2. Beatka, to zależy, z której strony ;) Masz minimalną powierzchnię do sprzątania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, im mniejsze, tym więcej sprzątania, Milion rzeczy zgromadzonych w ciasnocie do podniesienia i inne takie tam, Koszmarnie sprząta się małe mieszkanie. Same zakamarki, gdzie nawet mopem ciężko dojść, masakra generalna.

      Usuń
  3. budować się w tym życiu nie będę:)
    mój minimalizm objawia się w zrywowym wyrzucaniu gratów, aczkolwiek na to brak totalnie czasu ostatnio, a pewnie na przedwiośniu powinnam się odgracic

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na małej powierzchni (i na trochę większej także) najlepiej sprawdza się wielofunkcyjność, która pozwala ograniczyć liczbę rzeczy, a nie tracić komfortu. Wiadomo, że każdy ma w domu także takie przedmioty, które wielofunkcyjne nie są, bo nie mogą takie być, a miejsce zajmują. Ale właśnie dlatego wszystkie inne powinny być jak najbardziej uniwersalne i kompaktowe. Każdą powierzchnię, i dużą i małą, można zagracić. Myślę, że to bardziej kwestia charakteru skłonnego do chomikowania, a nie metrażu :)

      Usuń
  4. Mam tak jak piszesz,ale i kilka bibelotów i góry książek to już nie do końca minimalizm co? . Minimalizm to ja mam za to w metrażu 37m2 :P . Miłego weekendu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, każdy ma jakieś bibeloty. Ja też. Kiedyś, jeszcze zanim poszłam na swoje, czyli przed ślubem, czyli okropnie dawno, zaplanowałam mebelki z mnóstwem półeczek do wystawiania mnóstwa ozdób, szafki ze żłobieniami, urocze drobiazgi, fikuśne lampy i w ogóle tego typu wnętrze. Po ślubie szybko przeklęłam te zapędy i cieszyłam się, że z braku kasy nie udało mi się zrealizować tych planów w całości. Potem, gdy tylko trafiła się okazja, a właściwie życie tak się ułożyło, że była to konieczność, zaplanowałam wszystko dokładnie tak, aby mieć jak najmniej miejsc, w których zbiera się kurz. Szafy do sufitu, by nie wspinać się po stołkach przy każdym sprzątaniu. Brak kaloryferów, komody (najtańsze z Ikei) zamiast szafki rtv z półeczkami (dużo miejsca na różności schowane, a nie powystawiane). I tak dalej, ale o każdym takim kroku będzie oddzielny wpis :) Przytulność to u nas kolor i drewno (albo okleina drewnopodobna). Drewno samo w sobie jest tak ciepłe, że nie potrzebuje już fikuśnej formy, którą trzeba pracowicie odkurzać. I takie tam... :)

      Usuń
    2. i tu dorzucę :) a wiesz co jest moją zmorą? fikuśne kible wygibasowe. tanie, a za cholerę nie da się tego łatwo przetrzeć.

      Usuń
    3. Ja jestem sentymentalną wariatką no może już mi z wiekiem to przechodzi . Kiedyś zbierałam wszystko co dla mnie miało wartość sentymentalną było tego pełno . Od kiedy jestem z Marcinem powili usuwam te rzeczy mąż nie lubi zagraconego mieszkania . Z resztą zostają wspomnienia już nie potrzebuje np muszelki z Krynicy Morskiej:) . Trzymaj kciuki za Janka jutro idzie do przedszkola mam nadzieję,że będzie dobrze:) . Ślę uściski.

      Usuń
  5. w moim domu nie mam złotych klamek ale też gołe ściany nie świecą ;D jest w sam raz :)

    http://lamodalena.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, jakbyś miała złote klamki, to już byś żadnych innych ozdób nie potrzebowała :)

      Usuń
  6. U mnie wszystkie wolne powierzchnie zajmują książki i nosorożce :* taki minimalizm w moim wydaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kilka lat temu zaplanowałam jakie sprzety i meble bedą u mnie w domu i tak było do dnia az kupiłam telewizor,ten zakup wymusił inny zakup,szfkę rtv a tak poza tym nic już pod swój dach nie przyjmuję bo dla mnie przestrzeń jest tym co najbardziej lubię i cenię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, a im mniej się jej ma, tym cenniejsza i tym bardziej warto ją chronić. Dla mnie plan to podstawa, widzę, że dla Ciebie też :)

      Usuń
  8. Jestem wyznawcą minimalizmu, gorliwym i praktykującym! Nawracam też pozostałych członków rodziny, albo misją pokojową, a jak trzeba to i wyprawą krzyżową ;). Mamy mało miejsca i każda dodatkowa rzecz zabiera przestrzeń, niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy kilku osobach na małej powierzchni trzeba mieć patenty, ale swoje własne, nie cudze. Piszę o zasadzie, by nie dać się "przygracić" i nie zniknąć wśród swoich własnych rzeczy. :))) Wyprawy krzyżowe. O Matko!

      Usuń
  9. Wnętrze minimalistyczne. Brzmi szlachetnie i jawi się jako oczywisty wybór. Ale... chyba natchnęłaś mnie na wpis!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to nie wybór, to konieczność. Nienawiść do sprzątania i charakter poprzedniej pracy mnie do tego pchnęły. Zimnych wnętrz nie lubię, ale wolę ocieplać kolorem, materiałem i fakturą niż liczbą przedmiotów i ich formą. Uściski, Kochana!

      Usuń
  10. U nas metraż spory, a połowy z tego nie wykorzystujemy i świeci pustką. Za to synek ma dużo miejsca do eksplorowania i zabaw. Dużą bolączką jest fatalny układ mieszkania i brak możliwości zmian. Ale to stare budownictwo, a mieszkanie nie nasze - i pewnie nie jest to miejsce docelowe do życia. Jedynym meblem, którego nigdy nie mieliśmy i którego bardzo nam brakuje jest stół. Gdy przychodzi więcej gości, pożyczamy. Stół to taki mebel symboliczny i wielofunkcyjny.
    Świetnie zapowiada się ten cykl :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście wolę, jak metraż świeci pustką, niż przytłacza gratami ;) Dla małego pusta przestrzeń jest bezcenna. Na układ się nic się nie poradzi, ale na stół - jak najbardziej :) WARTO. Jak największy się da - oczywiście biorąc pod uwagę metraż, bo też nie powinien za bardzo przytłaczać i przeszkadzać. Ale będzie i o stole. Wpisy są gotowe, czekają. Dzięki z góry za poczytanie :)))

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.