piątek, 27 marca 2015

Wnętrze minimalistyczne. Przyjazne okna

... z cyklu "Dyrdymałki"

 


Niby nie ma się nad czym rozwodzić. Okno to okno. Rama plus szyba. Raz na jakiś czas wymaga umycia, przetarcia, wytarcia, żeby na przykład pogodę przez nie widać było. Albo ładny widok, jeśli się akurat ma. Albo niewyposażone w rolety mieszkanie sąsiada. Tudzież sąsiadki.

 


Geneza wyborów, czyli trudne początki
Mieszkałam w życiu w trzech mieszkaniach. I dość. Nie, nie chodzi o to, że mieszkanie jest gorsze od domu. Bo co kto lubi. Chodzi o to, że w tych mieszkaniach były fatalne drewniane, wiecznie obłażące z farby  i wymagające nieustannego malowania lub wykonane z najgorszego białego, porowatego plastiku, okna. Których najpierw nie można było wymieniać - za komuny u rodziców. Później nie było na to pieniędzy - młodsi my, czyli małżeństwo na dorobku. A jeszcze później nie leżało to w naszym interesie - uroki życia w wynajętym lokum.

Kiedy więc po ładnych kilku latach nadszedł moment decyzji: kredyt na zakup i remont blokowego mieszkania czy prawie taki sam kredyt na budowę, ulegliśmy pokusie decydowania o własnym miejscu od podstaw. Są plusy i są minusy. Do tych pierwszych należą z pewnością nowiutkie, śliczne (jak dla mnie) i idealnie dobrane (znów: jak dla mnie) okna.

Sprawa jest niebagatelna, jeśli się okien myć nie cierpi i jeśli się pragnie uczynić z nich ozdobę wnętrza. Ozdobę samą w sobie, bez udziału kilometrów tiulu, ton karniszy i stylistki (!) zasłon. Które to zasłony konieczne i niezbędne, gdy okno nieładne. 

Subiektywny wykaz cech dobrego okna:), a konkretnie ram, bo szyba to szyba, każda w miarę dobra:

Kolor. Białe jest piękne - pod warunkiem, że wykonane z materiału nieżółknącego trwale pod wpływem słońca, niesiniejącego trwale pod wpływem pyłu ulicznego (od zewnątrz) i kurzu unoszącego się znad kaloryfera (od wewnątrz), z materiału nieprzyjmującego za własny koloru umazanych farbkami lub plastelinką, tudzież dżemikiem, dziecięcych łapek. Wtedy owszem, białe niezwykle rozświetla wnętrze i stanowi piękną ramę dla bujnej zieleni za oknem. Jeśli nie mamy zieleni, nasz pech, wiadomo :) 
Nauczona przez lata użytkowania, a raczej walki, z białymi oknami przeróżnej maści, że idealne białe nie istnieje, zarzekłam się, że nic i nikt nie skłoni mnie do zakupu okien w tym kolorze. Dlatego popularny, przez to dla niektórych obciachowy, "złoty dąb" był dla mnie w sam raz. Owszem, to wariant droższy od bieli, lecz perspektywa kilkudziesięciu lat mordęgi okazała się wystarczającą zachętą do przesunięć budżetowych, wskutek których przez ponad rok mieliśmy w salonie używane "spadkowe" meble (które wcześniej przez osiem lat służyły nam w mieszkaniach, więc to kawał czasu na gratach). I wiecie co? Od kilku lat relaksuje mnie mycie moich ośmiu niemałych okien. Ale nie tylko z powodu nieprzyjmującego przebarwień materiału i drewnianej okleiny, która wizualnie "neutralizuje" różne pyłki i drobne przybrudzenia. Niebagatelną rolę odgrywa tu także...


Kształt brzegów i zakamarków. Chodzi o to, że nie są ostre, kanciaste. To i przyjemniejsze dla oka, i łatwiejsze przy myciu. "Wnętrza" ram (miejsca, gdzie rama szczelnie styka się z framugą) także mają tak wyprofilowane zakamarki, że bez trudu przecieram szmatką każdą szczelinę - i to szybko.

Korzyści?
Czas mycia. Kiedyś umycie jednego okna zajmowało mi około 40 minut. Dziś wyrabiam się w niecałe 20.
Estetyka. Takiego okna żal zasłaniać firanką, żal "ozdabiać", ponieważ samo w sobie stanowi ozdobę. Dla widoku naszych okien przez długi czas mieliśmy tylko rolety i żyliśmy bez zieleni na parapetach (no, może trochę z powodu wspomnianych "przesunięć budżetowych"). Dopiero od niedawna mamy kilka prostych kwiatków, trochę wcześniej zawiesiliśmy proste panele na szelkach z tzw. woalu.




Podsumowując...
  • warto dobrze przemyśleć dobór koloru okien, nie kierować się wyłącznie ceną (zawsze można dokonać "przesunięć budżetowych" kosztem rezygnacji np. z firan, które są drogie, a niekonieczne, jeśli okno naprawdę ładne i nikt nam w nie bezpośrednio nie zagląda);
  • warto jako kryterium przyjąć własną wygodę i oszczędność czasu - nawet kosztem skromniejszych wrażeń estetycznych (to dla niereformowalnych zwolenników bieli mimo wszystko) - oraz zastanowić się, czy pożółkłe, sine i wymagające wielkiego wysiłku przy myciu, okna będą nas cieszyć tak samo mocno na starość, gdy już nie będziemy mieć tylu sił, by o nie dbać, albo czy nie zaczną nas irytować już dziś, po kilku myciach, na które poświęcimy cenne godziny, zamiast spędzić je, leżąc z książką na kanapie:)

Zbrodnią byłoby zasłonięcie tego widoku firanką - nieuniknione w przypadku brzydkiego okna
Warto... Ponieważ przez ładne i nieabsorbujące okno nawet szarobury świat wygląda lepiej.

PS Kiedy patrzę na zdjęcia moich okien, widzę wszystkie niedociągnięcia i jakąś taką... zwykłość. Lekki zgrzyt estetyczny czuję. Ale co tam, to nie magazyn wnętrzarski, to mój dom:)

20 komentarzy:

  1. Super wpis:) jak tylko zobaczyłam kolor ramy to pomyślałam ta to ma szczęście szybko je myje i widać nie myliłam się:) . My w jak kupiliśmy mieszkanie to były białe plastiki i to chyba jeszcze najtańsze . Ktoś kto mieszkał przed nami chyba rzadko mył okna bo ja już nie mogę do czyścić ram a już cifem i innymi specyfikami próbowałam no trudno . Masz super zazdrostki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) No właśnie wiesz, że my w naszym pierwszym mieszkaniu własnym mieliśmy stare drewniane, a na wymianę nie było kasy. W drugim wynajętym badziewne białe (a naprawdę to szare) plastiki. Dlatego za trzecim podejściem powiedziałam sobie, że okna muszą być idealnie takie, jak chcę. Choćbym miała długo nie mieć nic. I tak jest. Mają już prawie osiem lat i wyglądają jak nowe.

      Usuń
  2. Mycia okien nie cierpię, a właśnie na mnie ta wątpliwa frajda czeka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też kiedyś nie cierpiałam, ale odkąd mam te, jest to nawet frajda. Nie męczę się, a efekt daje satysfakcję. Ale trzymam za Ciebie kciuki, choć już pewnie je umyłaś, prawda? Zresztą moje zaraz po południu "opadał" zacinający deszcz ze śniegiem, więc... Odhaczone.

      Usuń
  3. Właśnie ja wolałam zapłacić za kolor aby nie męczyć się z szara bielą ram.Moja dewiza to upraszczać wszystko co sie da.Nie marnować czasu i siły na coś co jest tylko oknem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystko prawda. Ale przyzwyczajenie też swoje robi. Ja mam ciągle ramy białe, bo jakoś wydaje mi się, że przy ciemnych (kolor drewna) byłoby ciemniej we wnętrzu.Biały rozjaśnia, a że wymaga zabiegów ( znaczy niepraktyczny) to fakt :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to fakt niezaprzeczalny, że białe okno rozjaśnia i rozpromienia pokój. Ale nie mnie, jak mam je myć ;) Zawsze jest coś za coś.

      Usuń
  5. Podobają mi się Twoje okna :) nie zasłaniam widoków, nie mam firanek... w salonie jedynie dwie granatowe wstęgi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale Ty, Małgoś, masz takie widoki, że grzech by było je zasłaniać :) Ja to tylko z jednej strony las widzę, a z trzech to szkoda gadać.

      Usuń
  6. Hmmm... Okna. Temat bolesny.

    CHOLERNIE MOCNO I DOBITNIE KRZYCZĄCA SFERA: Nie jesteś perfekcjonistką, Niezaradna! Jesteś fleja, leń i w ogóle wstydź się!

    Wstydu nie mam jednak. Ani za grosz, ani za pół. Lepiej mi z tym. Inaczej musiałabym wykorzystać okno do celu konwencjonalnego, acz niepolecanego.

    Rzucenie się z drugiego piętra skończyłoby się zapewne tylko kalectwem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Normalnie nie wiem, co mam na to powiedzieć. Każdy żyje swoim rytmem i na własnych warunkach. Bo o to chyba chodzi, co nie? Kalectwa nie ryzykuj ;)

      Usuń
  7. Droga Wiolu.

    Jak zawsze, Twoje teksty są bardzo pouczające i opatrzone profesjonalnym zdjęciami.

    Chcę zwrócić uwagą na jeden szczegół, ale bardzo istotny, często pomijany przez ludzi z różnych powodów - niewiedzy, bądź jego bagatelizowania. Od wielu lat zajmuję się szeroko pojętą ezoteryką w tym energiami kształtów.
    Zamieściłaś zdjęcie klamek o "obłych" kształtach, wymieniając korzyści z tego płynące. Super. Jest jeszcze jedna korzyść, równie praktyczna, chociaż niewidoczna gołym okiem.

    Zapewne wiesz, co mam na myśli. Energia kształtów odgrywa olbrzymią rolę w naszym życiu. Mówiąc kolokwialnie, nie odkryłem Ameryki, ale Pozwolisz, że krótko się do niej (energii) odniosę. Powinniśmy unikać wszelkiego rodzaju "kanciastych" przedmiotów, ponieważ na ich końcach gromadzi się (kumuluje) wiele energii, która musi znaleleźć ujście. Przedmioty o kształtach stanowiących kulę, bądź jej fragment są niezwykle przyjazne dla nas, dla naszego zdrowia. Zawierają w sobie wszystkie kolory radiestezyjne. I ostatnie zdanie. W latach pięćdziesiątych w Ameryce (i nie tylko) była moda na duże auta o ostrych kształtach. Obecnie styliści projektują auta o łagodnych kształtach. Nie wszyscy zwrócili uwagę, że, od kiedy nastała moda na "kształty żeńskie" znacznie zmalała ilość wypadków przeliczając na ilość samochodów poruszających się na drogach. Myślę, że przez długie, długie lata człowiek pozostanie przy kształtach łagodnych, zaokrąglonych.

    Pozdrawiam i przepraszam za moją tyradę.

    Edward.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi Edwardzie :)
      Dziękuję Ci za Twój miły i bogaty w treść komentarz. Co prawda ezoteryka i radiestezja są mi zupełnie nieznane i niespecjalnie mnie tego typu tematy interesują, jednak Twoja szczegółowa wiedza na ten temat z pewnością zaciekawi wiele osób :)
      Szczerze mówiąc, w doborze kształtów, form i kolorów kieruję się wyłącznie gustem i praktycznym podejściem, rzadko modą, a jeszcze rzadziej aspektami, o których wspominasz.
      Zgodzę się z Tobą w jednej sprawie: kształty łagodne wydają się wizualnie bardziej przyjazne.
      Pozdrawiam Cię serdecznie i proszę: w żadnym razie za nic mnie nie przepraszaj :) To dla mnie radość, że chcesz moim wpisom poświęcić aż tyle uwagi i tak szczegółowo je skomentować. Dziękuję :)

      Usuń
  8. A my, mimo wszystko zrobiliśmy stolarkę okienną w kolorze od zewnątrz i bieli od wewnątrz. I wiem co to znaczy mycie takich okien. Nie przeraża mnie ta biel :) Powodem nie była cena, nawet nie pytaliśmy o inną opcję więc porównania nie mam. Stawiam w domu na minimalizm + jasne kolory. Ściany przez pierwsze kilka lat pozostaną białe, podłogi będą w kolorze jasnego dębu (być może bielone) - nie pasowałby mi jakikolwiek kolor okien... Uwielbiam długie tiulowe firany i nie chciałam, by odznaczała się przez nie rama okna...

    Jak widać wszystko jest kwestią gustu :)) Jeśli Ci się to wszystko zgrywa + masz mniej mycia = wybór najlepszy z możliwych !

    Pozdrawiam, www.MartynaG.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz sto procent racji :) Minimalizm jest wtedy, gdy wszystkie elementy pasują nam, a nie komuś innemu. To nam wszystko ma się zgrywać - jak to świetnie ujęłaś :)

      Pozdrawiam również :)))

      Usuń
  9. okna... bolesny temat... ale już mamy i wolę nie wracać, więc tylko rzeknę, że teraz to mi przypomniałaś, że można by je przetrzeć.
    i nie wiem, czy Ci dziękować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale co Ty, jeszcze za wcześnie na przecieranie. Jeszcze się naprzecierasz :) I nie, nie dziękuj mi, Kochana. Nie trać ducha, niedługo Ci młodzież dorośnie!

      Usuń
  10. Chciałabym mieć takie okna... Dzisiaj śniło mi się, że zaprosiłaś kilkanaście wybranych osób do swojego domu na zwiedzanie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He, he! Dobre! Bardzo dobre! :) Kto wie... Ale serio?

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.