czwartek, 30 kwietnia 2015

Co warto albo cztery truizmy

...z cyklu "Uroda życia" albo "Dyrdymałki"

 

To niżej, na fotkach, to jest, Kochani, samowolka. Absolutna i bez matczynej inspiracji. W każdym razie nie bezpośredniej. Przykład zadziałał. Uf. No. I tak ma być. Póki co, bo że dalej będzie tak samo, to ja nie mam złudzeń. Z nimi tak jest, mniej więcej przez cztery pierwsze lata. Potem już tylko gorzej. W wieku lat czternastu następuje kulminacja. Doświadczenie takie mam. Co przed nami - nie wiem. Póki co z najmłodszym przerabiamy wszystko od nowa.

 

Najmłodsze dziecię jeszcze chętnie sprząta. Na razie...
Chusteczki rozpakowane, kurz wytarty, można układać z powrotem
Gotowe. Matce serce roście ;)

 

A te fotki to tylko pozornie bez związku z tematem. Bo rzecz będzie o przedmiotach i o niezbędnych wokół nich zabiegach ;)

 

Warto mieć w życiu sprawiające przyjemność rzeczy. Warto przy ich pomocy dążyć do spełnienia marzeń. Warto zaspokajać dobre pragnienia. To nie jest konsumpcjonizm.


Ale nade wszystko warto otaczać się tylko tymi przedmiotami, które nie wymagają od nas więcej uwagi, niż na nią w istocie zasługują. Bo tę uwagę warto poświęcić ludziom. Nie wyłączając z tej grupy samych siebie.

Warto mieć dobrą pracę. Warto się w niej starać, by dobrze zarabiać. I warto zachować balans. Truizm? No tak. Ale ręka do góry, komu się to tak naprawdę udaje. Mało komu. Nieprawdaż? Prawdaż. Bo i mało kiedy tak naprawdę od nas to zależy.

No właśnie. Albo tyramy od rana do nocy, bo tak nam każą, a boimy się sprzeciwić, bo bezrobocie. Albo tyramy, chociaż nam nie każą, ale chcemy się wykazać. Bo bezrobocie. Trzecie albo polega na wpadnięciu w pułapkę: tyram, póki mogę i mi płacą, bo za chwilę oni mogą przestać płacić, a ja mogę przestać móc. Więc zarabiam na zapas. I na wszelki wypadek. Który czasem nadchodzi, a czasem nie. Częściej nie, bo w końcu jeśli tak bardzo się spinamy, to oni płacić nie przestają - nikt nie pozbywa się niewolnika tylko po to, by zatrudnić sobie normalnego pracownika, który będzie chciał odpoczywać. Proste? No tak. Albo okrągłe. Jak to kółko, w które się kręcimy. Względnie jak karuzela dla chomika. Biegnij, chomiku, przepraszam, niewolniku, biegnij. Dopóki nie powinie ci się nóżka i nie stracisz złudzeń, że kontrolujesz mechanizm, który tak naprawdę już dawno przejął kontrolę nad tobą. I jak tylko przestaniesz być mu posłuszny, to jest nie będziesz już biec i biec bez wytchnienia, on się natychmiast zatrzyma. Bez pytania, bez uprzedzenia. Stanie. I cię poturbuje - tak, że nie zdołasz z niego wykręcić połamanych nóżek. Na których już nigdzie dalej nie pójdziesz. Ani z powrotem na ten kołowrotek wskoczyć nie zdołasz. Zresztą po co? I gdzie? Twoje miejsce od razu zajęli kolejni spragnieni przejażdżki własną karuzelą marzeń. Albo złudzeń.

Nadmiar, zwłaszcza nieuświadamiany, zabija. A w najlepszym razie męczy, stresuje, skraca życie. Kolejny truizm.

Przedmioty wymagające ciągłego czyszczenia lub obsługi (vide cykl: Wnętrze minimalistyczne) kradną życie. Za zarobione kosztem ostatków wolnego czasu pieniądze dodatkowych lat się nie kupi.

Truizm trzeci: poświęcam zbyt wiele czasu na pracę, żeby zarobić pieniądze, za które kupię więcej przedmiotów, których obsługa pochłonie "najostatniejsze" z ostatnich minuty.

I gdzie tu logika?

W rozsądnych i bezpiecznych granicach zawsze warto mieć mniej. Bo wtedy można być bardziej. I to był truizm czwarty. W dodatku niemiłosiernie oklepany i podobno banalny. Więc za najbiedniejszym prezydentem świata dodam: mając mniej, można być dłużej.

Ale nie warto popadać w kolejną skrajność.

Amen. Wybaczcie ględzenie. Tak mnie naszło, bo zmęczona jestem ostatnio robotą. No. Ale się z niej cieszę :) I niech mi ktoś powie, że to sprzeczność albo że sama nie wiem, czego chcę. Niech spróbuje! ;)

20 komentarzy:

  1. Właśnie czytam książkę "Magia sprzątania" i akurat dziś szczerze ubawiło mnie zdziwienie autorki, że trzyletnia dziewczynka też umie sprzątać z własnej woli :)

    Wciąż wyrzucam, oddaję , upłynniam ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko kochana, magia sprzątania. Uh. Magia efektu "posprzątania" - to tak ;) Ale sprzątać może za mnie kto inny. Ja chętnie poprzestanę na kontemplowaniu magicznego efektu :)))
      Nie no, upraszczam pewnie, bo ta książka musi mieć jakieś drugie dno, prawda?

      Usuń
  2. Nadmiar zabija - od dziś będę powtarzała sobie te słowa na każdych zakupach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to dobry sposób na oszczędzanie ;)

      Usuń
  3. Jestem dopiero na poczatku drogi ale wierze,ze mi sie uda...po latach gromadzenia,kupowania ,przywożenia czegokolwiek z kazdej podróży ,ukladania,przekladania,upychania,odkurzania tego zaczelo mnie ,ten nadmiar męczyć...teraz snia mi sie puste szafy,polki ,pokoje ...nie wiem czy nie przeginam w druga stronę...ale powoli,malymi krokami "oczyszczam"przestrzeń,rozdaje,oddaje i powstrzymuje sie przed kupnem pod wpływem impulsu....i jest mi z tym...lepiej😃

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, czasem jest faza gromadzenia, a potem przychodzi czas na wyrzucanie. Takie życie:)

      Usuń
  4. A ja siedzę w domu i zajmuję się nim i moim synkiem:) czasu mam dużo:) . Dziś posprzątałam,ugotowałam,zamarynowałam mięso na jutro,zrobiłam sernik oreo. Buziaki odpoczywaj ile wlezie na majówce:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, i już po majówce, zresztą dla kogo majówka, dla tego majówka. Ja to już zdążyłam zapomnieć, że istnieje coś takiego jak wakacje, ferie albo dwudniowe weekendy :) Wniosek? Wiecznie jestem na urlopie ;)

      Usuń
  5. "poświęcam zbyt wiele czasu na pracę, żeby zarobić pieniądze, za które kupię więcej przedmiotów, których obsługa pochłonie "najostatniejsze" z ostatnich minuty" - najprawdziwszy truizm (co za masło maślane ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. a ja nie zdawałam sobie kiedyś sprawy, ze gromadzenie tych wszystkich rzeczy zaczyna mnie przerastać. Ustawki zaczęłam od kuchni. teraz każda rzecz ma swoje miejsce (!!!), jesli coś dokupuję, tyle rzeczy oddaję lub wynoszę. Jesli czegoś nie używam, też szukam nowego właściciela :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest jedyna sensowna metoda, bo inaczej te rupieci by nas przygniotły :)))

      Usuń
  7. To co było zbędne oddałam znajomym,resztę oddałam czerwonemu krzyżowi (była u nas taka akcja)Teraz kupuję tylko niezbędne minimum a i tu czasami mam dylemat czy naprawdę muszę to mieć.Jak zawsze zgadzam się z tobą moja zacna imienniczko że dużo gratów to dużo roboty ,dużo roboty to mało czasu itd...Pozdrawiam w tę deszczówkę to znaczy majówkę.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie widać, jak Ty, Alis i ja do spółki tak samo myślimy. Co do majówki, marzyłam o deszczówce ;), żeby trochę po świecie pochodzić bez pyłków, ale się zawiodłam. U nas nie padało.

      Usuń
  8. Jedni mówią, że w końcu trzeba się wziąć za robotę, a nie za głupoty. Drudzy, że gdy robimy to, co lubimy, i jeszcze ktoś chce to oglądać - nie pracujemy nigdy.

    Jak miło byłoby zarabiać na głupotach :D.

    OdpowiedzUsuń
  9. :) uświadomiłaś mi, że upraszczam swoje życie w każdej dziedzinie... kiss miła

    OdpowiedzUsuń
  10. Jakie prawdziwe te truizmy! :) I praktyczne, i życiowe też. Uwielbiam Cię czytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ba! Pewnie, że prawdziwe :)
      Dziękuję!!!

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.