wtorek, 14 kwietnia 2015

Połączyć pracę z pasją. O redagowaniu książek

...z cyklu "O pracy redaktora"

 

Redaguję książki. I ogólnie przygotowuję je do druku. Boskie zajęcie, naprawdę. Chociaż czasem lekko niekomfortowe (eh, te artystyczne dusze ;). Ale to nieistotne, jeśli lubi się to, co się robi. A ja lubię. Bardzo. Ponieważ nieprawdą jest, że redaktor literacki to niejako z definicji odludek. Jest odwrotnie!


Przecież pracując nad dziełem, rozmawiam z jego autorem! Dosłownie - proponowane zmiany opatruję komentarzami w zakładce "recenzja", potem czekam na odpowiedzi autora, także w chmurkach. Jeśli trzeba, odpowiadam i ja, potem znów autor...

Samo czytanie to z kolei rozmowa w przenośni.

Jestem niejednokrotnie pierwszym po kwalifikacji do druku odbiorcą utworu literackiego, wcześniej trzymanego w tajemnicy. A bycie pierwszym, i do tego z obowiązku aktywnym, czytelnikiem tekstu płynącego z najintymniejszych zakątków duszy to doświadczenie... bezcenne. No i zobowiązujące.

Do czego zobowiązany jest redaktor literacki i dlaczego warto z nim naprawdę aktywnie współpracować, postaram się dziś - najkrócej jak potrafię, daję słowo! - wyłuszczyć.

Oto podstawowe cechy i zadania dobrego redaktora literackiego:

 

  • Dogłębna znajomość gramatyki, ortografii i interpunkcji, a także biegłość i kompetencja w korzystaniu i interpretacji wiarygodnych źródeł. A ponadto świadomość istnienia mitów na temat pisowni i interpunkcji. O umiejętności stosowania tej wiedzy w praktyce pisać już chyba nie trzeba ;)


  • Orientacja w zakresie norm edytorskich, ponieważ one znacząco wpływają na warstwę językową tekstu. Chodzi nie tyle o skład do druku, ile na przykład o ukształtowanie składniowe i interpunkcyjne tła partii dialogowych. Na przykład, bo tak naprawdę tych zasad (bardzo szczegółowych) jest mnóstwo, chociaż podczas czytania książki w ogóle ich nie widać. Stają się rażące dopiero wtedy, gdy zostały przez redaktora zaniedbane, a korektor nie chciał być niemiły i ich "nie dostrzegł". Niewielu autorów i jeszcze mniej czytelników ma jakąkolwiek świadomość ich istnienia. A przecież wyłącznie dzięki nim książka wygląda jak książka, nie zaś jak komputerowy wydruk w kolorowych tekturkach z obrazkami.


  • Rola czytelniczego królika doświadczalnego. Ujmując rzecz krótko, chodzi o to, czy po przyłożeniu do dzieła zredukowanego, bez wchodzenia w szczegóły, schematu Jakobsona wszystko działa, jak należy. Jeszcze prościej: czy kształt językowy, a także konstrukcja i kompozycja komunikatu (czyli książki) pozwala czytelnikowi (wg Jakobsona - odbiorcy) właściwie odczytać intencje autora (to znaczy nadawcy). Krótko: chodzi o to, by było wiadomo, co przysłowiowy "poeta" miał na myśli, gdy tworzył ;) Wnikanie w szczegóły "hierarchicznej wielopoziomowości instancji nadawczo-odbiorczych" [sic!] oraz znajomość opisanych przez Okopień-Sławińską kategorii odbiorcy czy nadawcy zewnątrz- i wewnątrztekstowego to obowiązek redaktora. Jeśli z grubsza orientuje się w tym autor, jest miło i szybciej się pracuje. 


  • Najważniejsza jednak cecha dobrego redaktora to umiejętność wspólnego z autorem pochylenia się nad dziełem i szczera chęć jak najlepszego przygotowania go do druku. A także powstrzymanie się od prób przerobienia utworu na swoją własną modłę. Słuchanie autora i zdolność takiego wyjaśnienia niezbędnych zmian, by nie miał on poczucia nieuzasadnionej ingerencji, która w jego poczuciu szkodzi książce, będącej przecież owocem wielu poświęconych na pisanie godzin i zarwanych nocy.

 

Sprawy takie jak wyczucie stylu, adekwatności słów, tego, co "między wierszami" i ponad formalną poprawnością są tak nieuchwytne, że trudno o nich jakoś konkretnie pisać. A przecież dobrze zredagowana książka nie może się bez nich obejść. Pisarski warsztat buduje się latami, dlatego redagowanie "nastej" książki autora i zabiegi przy tekście debiutanckim to dwa całkiem różne doświadczenia.

 

W tej chwili po raz kolejny uświadomiłam sobie, jak bardzo lubię swoją pracę. Mogłabym tak pisać i pisać, i pisać... I coraz bardziej wchodzić w szczegóły. Sporo mnie kosztowało, by nie zarzucić Was od razu w pierwszym wpisie mnóstwem detali, które przecież wcale nie muszą Was obchodzić. Pasja. Uwielbiam to, co robię.

 

O szczegółach w kolejnych artykułach :) Może w każdy poniedziałek? Najdalej wtorek? Zapraszam!

24 komentarze:

  1. Ach, Okopień_Sławińska... aż mi się zajęcia z teorii komunikacji przypomniały;) Zazdroszczę takiej fantastycznej pracy:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak kiedyś uda mi się skończyć książkę... mam na myśli prozę. Napiszę do Ciebie... może mnie będzie stać :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taa ;) Kto kogo, Kochana, kto kogo? Nie wiedziałam, że piszesz prozę, ale teraz wiem i czekam, aż się ukaże :)

      Usuń
    2. piszę i piszę, końca nie widać... nawet nie wiem, czy ktoś to będzie chciał wydać, więc relaks :P

      Usuń
    3. Mnie się wydaje niemożliwe, żeby nikt nie chciał. Bo ja bym bardzo chciała to czytać. Serio :)

      Usuń
    4. CZy jest "mnie się wydaje" czy raczej "mi się wydaje?"

      Usuń
    5. Na początku zdania, gdzie pada akcent logiczny, nie wolno używać krótkich form zaimków (mi, ci, go, mu itp.). Błędem, i to poważnym, byłoby napisać: "Mi się wydaje niemożliwe...". Podać źródło? Stanowisko Rady Języka Polskiego? Pozdrawiam!

      Usuń
  3. No i przez takie teksty żałuję, że nie dokończyłam, co żem zaczęła :) rany, ja też to lubiłam...
    Pisz. Jak dla mnie to i w poniedziałek i we wtorek. Z przyjemnością uzupełnię braki i pobiadolę nad konsekwencjami wyborów blablabla. I pisz, bo to jak piszesz o tym, co wiesz, to sama czytelnicza przyjemność :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem całkiem serio: to była długa i wyboista droga.

      Reszta jak w odpowiedzi do Kasi Jabłońskiej: czuję, że żyję.
      :*

      Usuń
  4. Fajnie, ze tak bardzo cie pasjonuje twoja praca. To doprawdy bezcenne :)
    A ja bardzo egoistycznie ciesze sie, ze jak juz napisze kiedys moja Ksiazke, to bede mogla sie do ciebie zwrocic z propozycja korekty.
    Poki co ona (Ksiazka) tylko we mnie dojrzewa :) Mam tylko nadzieje, ze nie bedzie potrzebowala az 18 lat by powstac ::))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nika, niech Twoja książka powstaje jak najszybciej, ale nie ze względu na moją korektę, tylko z powodu pasjonującej treści, której można się spodziewać, gdy się choć trochę Ciebie i Twój blog zna :)))

      Usuń
  5. Praca, którą się lubi, to skarb wielki:)
    Kiedyś wydawało mi się, że jak autor napisze, to napisze i to się drukuje;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He, he ;)
      Pracę lubię, inaczej bym zwariowała, bo - jak każda inna - ma swoje wymagania i minusy. Ale nic to :)

      Usuń
  6. Wydajesz się stworzona do tej pracy i cudownie, że jest Twoją pasją, wymarzona sytuacja :-) Zastanawiałam się, czemu umieściłaś zdjęcie "z kiedyś"? ;-) Czy teraz tak zmieniłaś wizerunek ? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, fotka stara, nie będę się przecież reklamować przy pomocy aktualnych zmarszczek ;)

      Dzięki za dobre słówko:)))

      Usuń
  7. Benedyktyńska robota w rękach dobrej Osoby. Miło wiedzieć,że gdzieś ktoś pracuje z uśmiechem.

    Potem emanuje nim na ludzi. Blisko i daleko.

    Benedyktyńska Mróweczko. Oby Ci zawsze szło z uśmiechem.

    To życzenia i dla mnie. Lubię się w Twym uśmiechu grzać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lejesz miód. Niezaradny Cyborgu medialny. Oby nam szło :)))))))))))))

      Usuń
  8. Talent masz kobietko:)pisz jak najwięcej:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Redaktor literacki... trudne.... satysfakcjonujące. Wiekopomnych dzieł do "obróbki" Ci życzę Wiolu :)))

    OdpowiedzUsuń
  10. O, jesteśmy z tej samej branży ;), choć ja trochę czymś innym się zajmowałam. Fajnie się czyta tekst "od kuchni", zwłaszcza gdy praca jest pasją. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie. Zgadzam się. Uściski dla Koleżanki po fachu :)

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.