środa, 1 kwietnia 2015

Wielkanocne potrawy i alergia pokarmowa. Przepisy

...z cyklu "Gotuję sobie"

 

Baba drożdżowa bakaliowa bezglutenowa


Rok temu post Bezglutenowa Wielkanoc (KLIK) wywołał naprawdę duże zainteresowanie, dlatego dziś, tuż przed kolejnymi świętami, zapraszam na porcję całkiem nowych wiosennych przysmaków. Proponuję proste przepisy bez kurzych jajek, bez krowiego mleka i bez glutenu.


W zeszłym roku wydawało mi się, że stworzone wtedy wielkanocne menu alergika będę wykorzystywać już do końca życia. Albo nawet jeden dzień dłużej :) Bo po co się przemęczać i wysilać, wymyślając wciąż nowe potrawy? Życie zweryfikowało moje butne zamiary i oto dziś okazuje się, że niektórych potraw nie będziemy już w stanie (z różnych względów) przygotować. Żałuję, ale Wy korzystajcie, modyfikujcie i smakujcie :)

A teraz moje wielkanocne menu bez pszennego glutenu, krowiego mleka i kurzych jaj:


SŁODKIE


Sernik wiedeński na kozim twarożku i przepiórczych jajkach


TU jest przepis

Babka drożdżowa bakaliowa na mące bezglutenowej, mleku ryżowym i przepiórczych jajkach


Babka intensywnie czekoladowa na bezglutenowej mące chlebowej i przepiórczych jajkach

TU jest przepis
  
Teraz pora na takie słodkie przepisy, których jeszcze nie było na blogu, a zatem zdjęcia wypieków pojawią się dopiero po świętach. Na dowód tego, że rzeczywiście tworzyły one nasze wielkanocne menu.

Mazurek z makiem na bezglutenowej mące chlebowej i mleku ryżowym
Podstawową zaletą tego mazurka jest jego kruchy, ale nie kruszący się spód. Jak wielka to zaleta, wiedzą ci wszyscy, którzy upieczone i pięknie udekorowane ciasto próbowali w elegancki sposób wyjąć z blaszki. Niełatwe zadanie, ale nic to, na zwarty kruchy spód do mazurka są sposoby.
 Spód kruchy, ale nie kruszący się
Niecałe pół kostki bezmlecznej margaryny ucieram z dwiema łyżkami cukru przez około 10 minut. Dodaję szklankę chlebowej mieszanki bezglutenowej Schaar (lub mąki pszennej) i chwilę wyrabiam. Potem wlewam 1/5 szklanki napoju ryżowego (lub mleka krowiego) i wyrabiam, aż mleko zniknie. Rozkładam na natłuszczoną i wysypaną tartą bułką blaszkę rozwałkowany placek (tak naprawdę to rozgniatam go własną pięścią już na blasze) i przygotowuję nadzienie makowe.
  Nadzienie makowe
Kupuję sobie mak mielony (jest taki BackMit), od razu gotowy do użycia, bez namaczania. Biorę jedną  paczkę - 200 gramów. Wsypuję go od razu do garnka, dodaję 200 ml napoju ryżowego (lub krowiego mleka, jeśli ktoś nie ma na nie alergii), 10 deko cukru, torebkę cukru waniliowego, 1 łyżkę stołową miodu, aromat rumowy albo migdałowy (co mi się przyśni:), jakieś bakalie (np. rodzynki). To wszystko mieszam i gotuję, aż mi się ładnie połączy i napęcznieje. Potem studzę i do chłodnej masy daję jeszcze powidła śliwkowe - to makowi dobrze robi, bo nie wysycha i nie sypie się, tylko jest mięciutki. Cukiernicy mają na to trochę inny sposób - dodają grysik (nie dla bezglutenowców!) albo kleik ryżowy, ale powidła brzmią lepiej, prawda?
Wykładam masę na spód do mazurka. Piekę w 200 stopniach jakieś 20 - 30 minut, ale pilnuję, by się nie spaliło, bo każdy piekarnik jest trochę inny i nie ma co tak do końca ufać przepisowi. Wyjmuję i studzę
Ozdabianie mazurka
Wierzch można polać lukrem (cukier puder+sok z cytryny lub jakiś inny sok) a na niego jeszcze jakieś orzechy mielone czy płatki migdałów, bo ja wiem... skórka pomarańczowa - co kto lubi:), ale zanim lukier zastygnie. Jest super!

WIELKANOCNE ŚNIADANIE I OBIAD

Sałatka z jaj i kukurydzy
(Biblioteczka "Poradnika Domowego" sprzed dwudziestu kilku lat, ale zmodyfikowana przeze mnie)
16 przepiórczych jajeczek ugotowanych na twardo,
duży por,
mała puszka kukurydzy (wybieram niesłodzoną),
dwa konserwowe ogórki,
majonez (ile kto lubi),
sól, pieprz (u nas ziołowy),
troszkę musztardy (dla ostrości, ale to niekonieczne)

Jajeczka kroję na połówki (jeśli użyjecie kurzych, to drobniej :), por w drobniutkie ćwierćplasterki, ogórki w kosteczkę. Kukurydzę odsączam i dosypuję do miski. Do majonezu dodaję musztardę, sól i pieprz ziołowy, mieszam sos, a następnie wykładam go na składniki sałatki. Delikatnie mieszam, jak mi się chce i mam czym, to ozdabiam (posiekana natka pietruszki).
Sałatka dobrze się przechowuje, jak się weźmie dobry, gęsty majonez dekoracyjny, to nie podejdzie wodą, więc można ją przygotować już w Wielką Sobotę rano, by w niedzielę, po powrocie z Rezurekcji nie szaleć, tylko na spokojnie powystawiać potrawy na stół i zasiąść do wielkanocnego śniadania.

Sałatka leniwa - wymyślona podczas planowania zakupów
kawałek żółtego sera owczego (nieuczuleni na krowie mleko: najlepsza jest gouda, bo się nie kruszy i nie maże),
mały słoiczek pieczarek marynowanych,
groszek konserwowy,
drobny szczypiorek (albo gruby, co tam! :),
makaron drobne muszelki,
majonez,
sól i pieprz ziołowy (albo prawdziwy, w wersji hardcore)

Proporcje tych składników są naprawdę dowolne, jak to bywa w przypadku takich wymyślanych naprędce sałatek. A moja powstała w głowie, kiedy sobie uświadomiłam, że do mięsa, które zaplanowałam, przydałoby się coś jeszcze, coś bardziej odświętnego od kiszonego ogórka w całości, jakim raczę się do wędliny na co dzień ;) Ale żeby w żadnym razie nie wymagała niczego więcej poza posiekaniem i zmieszaniem składników, bo na to ani czasu, ani siły w Wielką Sobotę tracić nie zamierzam. Bo w Wielką Sobotę raniutko piecze się mięso, w międzyczasie szykuje sałatki, a potem już tylko koszyczek ze święconką, odwiedziny w kościele, prosty obiadek (np. spaghetti z sosem pomidorowymKLIK lub z duszoną na oleju fasolką szparagową z mrożonki - to postne dania prawie bez roboty) i laba. Odpoczynek aż do wieczora, by zebrać siły przed piękną, ale okropnie długą i wyczerpującą Liturgią Paschalną.

Klops z oliwkami à la Tessa Capponi-Borawska
kilogram mielonego mięsa (ja daję z łopatki i kupuję gotowe),
niecała szklanka tartej bułki bez glutenu (kupne zawierają jajka kurze i mleko, więc suszę i ucieram swoją, ale robię to na bieżąco, więc przed świętami nie ma paniki, że dużo roboty),
dwie łyżeczki soli,
łyżeczka rozmarynu (ważne! to w tej przyprawie tkwi cała tajemnica smaku klopsa)
łyżeczka pieprzu ziołowego (z prawdziwym to bardziej ostrożnie ;),
łyżeczka czosnku granulowanego (albo ząbek świeżego, ale to nie u mnie raczej :),
osiem przepiórczych jajeczek,
solidna garść zielonych albo czarnych oliwek bez pestek

Wszystko to wyrabiam, aż się połączy, i ładuję na blaszkę podłużną, którą wcześniej wykładam pergaminem tak, żeby mu brzegi porządnie wystawały, bo to bardzo ułatwia potem wyjmowanie bez szkody dla zwartej formy klopsa. Pyszny i na zimno (w cienkich plasterkach, jak wędlina), i na gorąco (grubsze plastry) jako mięso obiadowe, podane z sosem pieczarkowym (no dobra, niech będzie, że ze szlachetnym grzybowym, ale o tym, że on jest instant z torebki, to już cicho sza! :).
Książkę Tessy o Toskanii mam od sześciu lat, a dopiero kilka miesięcy temu skusiłam się na ten klops i od razu pożałowałam, że nie zrobiłam tego wcześniej. Choć innych jej przepisów próbowałam. A teraz widzę, że to genialny sposób na błyskawiczny i oryginalny (jak dla mnie - to przez ten rozmaryn i oliwki) obiad albo pieczone mięso świąteczne. To nie jest normalna pieczeń rzymska z jajkiem czy z czymś takim. Połączenie rozmarynu i oliwek mnie po prostu rozkłada. Pyszne!
A jakie szybkie! Marynować nie trzeba, kupuję gotowe mielone, raz-dwa mieszam, ładuję do foremki i mam. Jak dla nas to nawet i na trzy obiady. Dobrze się przechowuje w lodówce, jeszcze lepiej mrozi. Polecam!

Biała kiełbasa na cebuli
Białą kiełbasę (w tym roku w Lidlu małżonek upolował taką z szynki) układam na lekko rozgrzanym oleju pomiędzy grubo pokrojonymi plastrami cebuli. Nie przyprawiam, bo ona puści sok, a wraz z nim przyprawy. I już. Voilà!
Niczego więcej nie trzeba. Kiedyś próbowałam różnych przepisów, piekłam w piekarniku na różne sposoby, ale wierzcie mi, nigdy nie była tak dobra jak w zeszłym roku, kiedy z braku czasu po prostu wrzuciłam ją na patelnię z cebulą. Wyszła tak smaczna, że nawet mój małżonek się skusił i w tym roku sam upomniał o nią na Wielkanoc. Chociaż przez tyle lat się od białej kiełbasy odżegnywał. Proste jest smaczne! A jak szybko się robi!

Gulasz okropnie leniwy i szybki
(ugotowany na wypadek, gdyby ktoś miał jakieś miejsce w brzuszki między tymi wszystkimi babami, mazurkami, jajkami w majonezie i całą resztą dobra)
kilogram pokrojonej w kostkę szynki albo co tam wolicie,
trzy duże cebule,
sól, pieprz ziołowy, papryka słodka mielona,
puszka pomidorów krojonych,
puszka fasolki białej,
puszka fasolki czerwonej
i już (kukurydzę sobie daruję i będę udawać, że to wcale nie chili con carne mnie natchnęło na tę łatwiznę)

Mięso podsmażam na oleju, dorzucam cebulę, przyprawiam obficie i duszę, aż zmięknie, czyli długo (jeśli to gulasz z szynki, bo karczek albo łopatka miękną o połowę szybciej). Dodaję pomidory, oba rodzaje odsączonej fasolki, wszystko mieszam i duszę jeszcze jakieś 10 minut.
Na czym polega "świąteczność" tego dania jednogarnkowego? Bo wykwintne to ono z całą pewnością nie jest. Ani czasochłonne. No więc ono jest odświętne, ponieważ na co dzień z tylu składników zrobiłabym minimum dwa dania: mięso do ziemniaków i jakiejś surówki, spaghetti z pomidorami, a fasolka poszłaby raczej do sałatek. Zamiast niej w tej cenie byłaby właśnie surówka, pewnie z białej kapusty, bo najtańsza. Zrzucenie takich składników do jednego garnka i zrobienie z nich jednego dania na obiad jest w naszej kuchni możliwe wyłącznie od święta :) Slow Life ma swoją cenę - jak widać ;)

Żurkiem instant (bez gotowania) z torebki chwalić się nie wypada, ale cóż, kiedy smakuje nam bardziej niż najbardziej slowfoodowy własnoręcznie przez tydzień kiszony ;)

O pieczonym schabie świątecznym już kiedyś pisałam, więc nie będę się powtarzać.

Awanturki z twarożku KLIK w tym roku u nas nie będzie - początek kwietnia to zdecydowanie za wcześnie na nowalijki, które do niego dodaję; chyba nawet by mi nie smakowały, bo za bardzo kojarzą mi się z chemią. W zeszłym roku pisałam, że zrobię, i zrobiłam. Wielkanoc była dwa tygodnie później niż w tym. Ale i tak szału nie było. Bardziej kusił młody chrzan starty na posypane solą pisanki:) na twardo.

No i to w zasadzie tyle. Wszystkie wyżej wspomniane potrawy zrobimy także w wersji dla nie-alergików, a więc mąkę chlebową Schaar zamienimy na pszenną tortową, jajeczka przepiórcze na kurze, mleko ryżowe na krowie, a zamiast makowego nadzienia mazurka będzie takie z puszkowanego kajmaku, który obleję deserową czekoladą rozpuszczoną z połową łyżki oleju na tabliczkę stugramową. O tak:


A po świętach obiecuję nieobecne jeszcze dzisiaj zdjęcia!


11 komentarzy:

  1. Jeżu ,jakie to musi być pyszne?

    OdpowiedzUsuń
  2. właśnie się zastanawiałam co na te święta upichcić, no to już wiem i biorę się do roboty! ;D

    http://lamodalena.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Narobiłaś nam smaku :) mniam, dziękuję za motywację do kucharzenia :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana niesamowita jesteś!Mi też za bardzo mąka biała nie służy więc przygodę z bezglutenem mam nie jedną( nie udanych też kilka) ale żeby aż takie wypieki czynić toż szacun normalnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, lata praktyki :) A żebyś wiedziała, jakie cuda moja siostra potrafi!

      Usuń
  5. Jak zwykle jestem powalona na łopaty obfitością dań w tym menu. Jakość jest oczywista.

    Kurna chata, zadaję się z cyborgiem?

    Kobieto! Jak Ty to robisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas dużo dużych ludzi do jedzenia jest. A każdy z dużym apetytem. Ale... jest też dużo dużych ludzi do roboty, więc nikt nie musi być cyborgiem ;) Jak ja to robię? Patrz wyżej ;) Mam do dyspozycji osiem dużych rąk ;)

      Usuń
  6. Jestem alergikiem pokarmowym , a przede wszystkim mój organizm nie przyjmuje glutenu! jak dowiedziałam się o tym byłam zdruzgotana miałam wrażenie że nie będę mogła nic jeść! ale dzięki takim blogom jak twój nauczyłam się nowych przepisów i sposobów na smaczne posiłki :)

    OdpowiedzUsuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.