piątek, 17 kwietnia 2015

Wnętrze minimalistyczne. Podłoga

...z cyklu "Slow homing"

 


Podłoga jaka jest, każdy widzi - że się tak "oryginalnie" wyrażę:) Niby trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić, niby nie ma się nad czym rozwodzić, a jednak... Jednak sądzę, że minimalistycznie podchodząc do nowego wnętrza, warto poświęcić chwilę uwagi każdemu najdrobniejszemu elementowi. A już zwłaszcza takiemu, którego łatwo zmienić niepodobna. Do takich elementów należy podłoga.


Czemu jest ważna? Ponieważ, jak wszystko u minimalisty, ma starczyć na lata. I się "nie wydeptać", nie popękać, nie powycierać. A także nie znudzić. Po drugie, ma być funkcjonalna. To tylko pozornie się wydaje, że funkcjonalność podłogi jest sprawą najbardziej oczywistą z oczywistych - podłoga służy do chodzenia po niej. A wcale nieprawda! To tylko jedna z co najmniej kilku funkcji. Po trzecie, ma być niekłopotliwa, nieabsorbująca. Po czwarte: nieirytująca w użyciu.

Ale po kolei.

Po pierwsze. Długowieczność podłogi. Zapewnia ją tylko dobry materiał. Nie chodzi o to, że jakiś specjalnie drogi. Raczej trwały, prawie niezużywający się. Twardy. Najpiękniejsze drewno, jeśli zbyt miękkie, słabo zaimpregnowane, źle położone, niedosuszone - nie będzie trwałe. A trwała podłoga to podłoga żyjąca tyle, ile żyje dom. Jeśli wymieniana, to z potrzeby zmian, nie z powodu zużycia albo - jeszcze gorzej - "zepsucia się". Bo między zużyciem a "zepsuciem" podłogi jest różnica: taka jak między wytarciem i wydeptaniem parkietu a odpadaniem lub pękaniem poszczególnych klepek. Jeśli płytki, to te o najwyższej klasie ścieralności - wytrzymają szuranie najcięższymi meblami. Położone na elastycznym kleju, przy użyciu elastycznej fugi, nawet w pomieszczeniu zamkniętym - mniejsza szansa na to, że pękną w razie osiadania budynku, to naprawdę robi różnicę.

Po drugie. Funkcjonalność. Nie ma uniwersalnej, bez względu na warunki, jednakowo funkcjonalnej podłogi. Funkcjonalność zależy od warunków, nazwijmy je - "okolicznych". O których poniżej.
  • Rodzaj materiału a sposób ogrzewania. W kuchni, łazience i pomieszczeniach gospodarczych lub przy drzwiach wejściowych sprawa jest dość oczywista: musi to być materiał, który łatwo się myje i nie wchłania plam. Jest takie drewno, taka ceramika, zmywalne wykładziny. Wolny wybór, byle spełniały kryteria. Sprawa pokojów kiedyś też była bezdyskusyjna - parkiety, deski, panele plus dywany, względnie wykładziny dywanowe. Kiedy ogrzewamy dom kaloryferami, mamy szeroki wachlarz materiałów do wyboru i prawie żadnych ograniczeń. Jeśli jednak - jak my - stosujemy ogrzewanie podłogowe (co było tematem wpisu sprzed tygodnia), możliwości wyboru kurczą się niemiłosiernie, właściwie zostaje jeden sensowny materiał: płytki ceramiczne na całej powierzchni i nic poza tym. Tu i ówdzie można co prawda spotkać reklamy paneli albo wykładzin dywanowych, o których producenci mówią, że nadają się do ogrzewania podłogowego, jednak w rzeczywistości nic tak dobrze nie przepuszcza ciepła wydzielanego spod podłogi i na tak długo go nie akumuluje, jak ceramika właśnie. A przecież chodzi o to, aby rachunki za ogrzanie wnętrza były jak najniższe, natomiast położenie czegokolwiek innego, choćby było do tego typu ogrzewania przeznaczone, realnie podnosi koszty grzania, gdyż każdy inny materiał w mniejszym lub większym stopniu hamuje przepływ ciepła w górę pomieszczeń. Trzeba po prostu policzyć koszty i wyważyć, na czym bardziej nam zależy: bo być może jesteśmy skłonni płacić trochę więcej za grzanie, ale w zamian mieć podłogę bardziej nam odpowiadającą. Powinna to być jednak świadoma decyzja, a nie skutek działania pod wpływem impulsu, bo potem będzie szok: Jak to? Mam podłogowe ogrzewanie, miało być tanio i ciepło, a jest drogo i zimno! Każdy inny niż ceramika materiał, nawet dostosowany do "podłogówki", podnosi koszty. Wybierajcie świadomie. Dodatkowo dobrze jest pamiętać, że "podłogówka" wymaga elastycznego kleju do płytek, a także elastycznej fugi - to kolejny element droższy od wersji podstawowej.
  • Rodzaj materiału a alergia na kurz. W prawie każdym artykule na temat uczulenia na kurz domowy znaleźć można radę, aby mieszkanie alergika pozbawione było materiałów kurz wchłaniających, ponieważ gładkie powierzchnie łatwiej z niego oczyszczać. Zgoda - pod warunkiem, że decydujemy się oczyszczać cały dom z kurzu mniej więcej dwa razy dziennie. Ktoś się na to pisze? Ja nie. Najbardziej minimalistycznie urządzone wnętrze zawiera jednak w sobie wystarczająco dużo zakamarków, aby jego "dwarazydzienne" - albo choćby "razdzienne" - dokładne przecieranie było ponad możliwości czasowe przeciętnego człowieka, zmuszonego, poza utrzymywaniem w domu sterylnej czystości, do pracy zarobkowej, prania, gotowania, robienia zakupów, zajmowania się dziećmi, o rozrywce, odpoczynku i tym podobnych fanaberiach nie wspominając. No więc we wnętrzu, w którym kurz - mówiąc brutalnie - nie ma gdzie osiąść i się zagnieździć (nie na długo, wiadomo, ale na dzień, dwa lub nawet trzy - czemu nie?), będzie fruwał w powietrzu przy najmniejszym ruchu stóp po podłodze. Ze względu na typ ogrzewania mam płytki na całej powierzchni - wierzcie mi, nawet przy odkurzaniu podłogi co drugi dzień, miejsca, po których stale się chodzi, są widocznie czystsze od miejsc nieuczęszczanych, na przykład pod stołami, bo to tam właśnie przelatuje kurz wzbijany stopami z miejsc uczęszczanych. Kurz unoszący się stale w powietrzu z pewnością nie służy drogom oddechowym alergika. Dlatego, mając uczulenie, paradoksalnie warto rozważyć położenie tu i ówdzie dywanu lub wykładziny. Kurz nie zniknie, ale przynajmniej pomiędzy jednym a drugim odkurzaniem będzie "siedział" w miejscu, zamiast fruwać przy najmniejszym ruchu w pomieszczeniu. Może ktoś z wyższością powie, że takie podejście dobre jest dla brudasa - według mnie będzie to albo hipokryta, który udaje, że nie ma w domu ani jednego pyłku, albo człowiek niezmiernie zamożny, otoczony ze wszystkich stron armią nieustannie sprzątających osób. Nie jestem przedstawicielką żadnego z powyższych typów, więc u mnie - o zgrozo! - kurz zalega czasem i dni siedem, co znaczy: od soboty do soboty:).
Po trzecie. Kłopotliwe użytkowanie posadzki. Wiąże się z wymaganiami poszczególnych materiałów, z jakich wykonano naszą podłogę.  Dywany i "dywanopodobne" absorbują plamy, oprócz odkurzania wymagają systematycznego prania. Z drewnem jest kłopot, bo twarde i plamoodporne bardzo drogie, tańsze zaś tych cech nie posiada, a kiedy raz się zabrudzi lub uszkodzi, to zostaje cyklinowanie lub wymiana. Za to sprawia wrażenie przytulności i domowego ciepełka. Potrzebny jest kompromis. Podłogi gładkie natomiast można łatwo zmywać i z reguły są plamoodporne - jeśli tylko dobrze wybrane. Dobrze jest wybrać dobre płytki:) Dobre znaczy: z wysoką klasą ścieralności, w swej klasie niedrogie, no i jak najładniejsze, czyli po prostu zgodne z naszym gustem. Z gustem kłopot polega na tym, że niekoniecznie najbardziej podoba nam się to, co sprawia najmniejsze problemy i jest najbardziej funkcjonalne. Taka na przykład podłoga w kolorze ciemnobrązowym, bez względu na materiał, z którego została wykonana, pięknie uwidacznia każdy najmniejszy pyłek oraz wygląda efektownie aż przez całe pięć do dziesięciu minut po umyciu. Wystarczy wejść na taki ciemny czysty (nawet już wyschnięty) fragment z pomieszczenia jeszcze niesprzątniętego, a od razu widać ślady kurzu wniesionego na podeszwach kapci. Wiem coś o tym, "zaszalałam" z tym kolorem w łazience i niebiosom dziękuję, że nigdzie więcej. Cała reszta podłóg w naszym domu wyłożona jest płytkami z wzorem "drewna". Normalnie nie cierpię imitacji, jednak wziąwszy pod uwagę wszystkie "za i przeciw", doszliśmy do wniosku, że skoro podłoga ceramiczna, a więc "na oko zimna", niech przynajmniej "drewniany" wzór optycznie ją ociepla. A dlaczego nie ciemniejsza? Ponieważ na ciemniejszej bardziej widać każdy ślad, każdy pyłek i okruszek. Czemu nie w kształcie klepek lub desek? Bo kwadratowe płytki były w promocji o połowę taniej (pewnie nikt ich nie chciał:), a skoro pieniądze poszły w instalację "podłogówki", czystego gazowego pieca i braku kaloryferów pod oknem... Czemu takie grube fugi? Ze względu na typ ogrzewania, teraz wiem, że fugi mogły być cieńsze, ale wtedy ślepo wierzyłam fachowcom. I tyle. Jeśli nie chcecie wzoru imitującego drewno, weźcie jakikolwiek inny, byle nie był to jednolity kolor, ponieważ i tak już po kilku godzinach od umycia powstaną na nim "wzorki" utworzone przez osiadający kurz i różne domowe paproszki,  których istnienia posiadacze dywanów i wykładzin w ogóle nie podejrzewają. Koniec końców, co z tego, że położy się ładniejszą, bardziej elegancką, ciemną podłogę, jeśli podczas prawdziwego domowego użytkowania i tak będzie sprawiała wrażenie brzydszej i wiecznie brudnej? A będzie, ponieważ faktyczne użytkowanie zakłada chodzenie po powierzchni, na której zawsze jest jakiś kurz, nawet po kilkunastu minutach od umycia. Od dotykania kurzu robią się ślady (jak na meblach na przykład), jednak na podłodze o niejednolitym kolorze nie rzuca się to w oczy. Co nie znaczy, że nie należy jej sprzątać, ale to zupełnie inna sprawa.

Po czwarte. "Efektowne" wzory. Powyższy spis subiektywnych wymagań, zastosowany przed zakupem materiału na wykończenie podłogi, może realnie obniżyć stopień irytacji wywołanej niedostatkami ujawnionymi podczas jej późniejszego użytkowania. Sprawdzone. A co irytuje, nie cieszy. Choćby było najpiękniejsze, najmodniejsze, najtrwalsze i najdroższe, a także najbardziej podziwiane przez wszystkich wokół. Irytować może krzykliwy wzór podłogi, przez lata przytłaczający wszystkie pozostałe elementy umeblowania i tak rzucający się w oczy, że wszystko inne siłą rzeczy musi pozostać jedynie w ograniczonej roli tła. Osobiście wolę, żeby dominujące i charakterystyczne elementy wystroju wnętrza były łatwo wymienialne, natomiast te wbudowane na stałe i na wieki wieków - w neutralnych, nierzucających się w oczy kolorach i wzorach. Aby to raczej one stanowiły tło dla mebli lub gadżetów ruchomych, których wybór bywa (bo w tej sytuacji bywać może) efektem aktualnej mody wnętrzarskiej. Obrus, firana albo poduszka na kanapie zużywa się lub nudzi po kilku latach, ostatecznie nawet ściany można fantazyjnie przemalować, natomiast właściwa podłoga ma trwać tak długo jak cały dom i ma się nigdy nie znudzić. I dlatego to właśnie ona powinna pełnić funkcję tła dla wszystkich pozostałych elementów. 

PS Gdybym wybierała materiał na posadzkę dziś, pewnie uparłabym się przy bardziej "parkietopodobnych" klepkach ceramicznych, cieniutkich, prawie niewidocznych fugach i zacisnęłabym zęby, jeszcze dłużej czekając, aż będzie mnie stać na zakup szaf i kanapy. Ale przepadło. A może jednak wybraliśmy dobrze? Bo dom osiadł (to normalne) i być może tylko dzięki małym płytkom oraz grubym fugom nie mamy pęknięć na środku salono-jadalnio-kuchni? ;) Właśnie. Dlatego nie będę narzekać, tylko cieszyć się z tego, co mam, i doceniać wygodę.

16 komentarzy:

  1. Też mam płytki poza sypialniami. I błogosławię ten wybór. Pies bez ani jednego zęba strasznie brudzi :( Figi pociągnęłam 4 razy szkliwem w płynie Delfin. Dzięki temu po 12 latach wciąż są jasnobeżowe, a nie czarne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, Beatko, a ja nie pociągnęłam, za to od razu ciemne fugi kupiłam, żeby nie było, że brudne. I teraz mnie straszą. Ale się nie przejmuję. Zresztą fuga na podłodze całkiem inaczej wygląda niż na sucho. Twoją podłogę widziałam kiedyś na blogu - faktycznie śliczna i jasna.

      Usuń
  2. dużo pożytecznych informacji, dziękuję.....

    OdpowiedzUsuń
  3. kocham olejowane drewno... muszę wszędzie, bo się uduszę :) nawet w łazience :* no wiem wiem :) kiss

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym kochała, gdybym tylko mogła je mieć... Wyobrażam sobie czasem Twój dom nad brzegiem... Takie mam marzenie, tylko islandzkie, wiesz? ;) I kiss, kiss, kiss :)

      Usuń
  4. Kocham płytki jasne we jakiś nie nachalny wzorek (nie brudzą się)no i właśnie ta wygoda to jest coś co lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygoda ponad wszystko! I oszczędność czasu. Oraz nerwów.

      Usuń
  5. Ja akurat w tej kwestii nie mogę się jakoś wypowiedzieć kupilismy mieszkanie już po remoncie więc podłoga byłą cała w panelach dość jasnych . Jak będę kiedyś miała dom to urządzę go sobie sama pod postaw:) . Mi się marzy ogrzewanie podłogowe bo mi nogi marzną:( . Teściowie mają piękną drewnianą jasną podłogę śliczna teść sam ją robił ze 3lata temu:). Miłej niedzieli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to miałaś z głowy najgorszą chyba domową robotę, bo zrobiona podłoga "robi" cały efekt. I przytulnie jest od razu :) A niedziela już tak dawno była... A u mnie z czasem krucho, oj krucho :) Dopiero teraz dotarłam na blog i piszę komentarze.

      Usuń
  6. Położyłam płytki na 80% powierzchni mieszkania (poza małą sypialnią) i jestem z tego rozwiązania mega zadowolona - zwłaszcza, gdy wnosi się do domu rowery i czasem kawałek smaru wykruszy się z łańcucha. Z domu rodzinnego pamiętam "terror drewnianej podłogi" - nie zalej! nie poplam! nie porysuj! - i wiem, że to nie dla ludzi aktywnych. :) A poza tym płytki łatwo się kładzie - nie miałam dużej wprawy, wcześniej położyłam tylko parę metrów, a wyszło super i przez 15 lat nic nie pękło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale poważnie, sama płytki położyłaś? Szacunek i pokłony :) I jeszcze wyszło super. Naprawdę Cię podziwiam. Drewno ma swoje uroki i je bardzo lubię, ale wiem, że pękłoby mi serce, gdyby mi się zniszczyło, a poza tym to ogrzewanie podłogowe... I tak mamy płytki :)

      Usuń
  7. To teraz rzeczywiście mam o czym myśleć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A masz, masz :) Zgadza się, ale to radosne zajęcie!

      Usuń
  8. Kocham moje płytki a la kamień leżące w sporej części mieszkania. Nie widać na nich brudu, chyba że zaczyna być rozpaczliwie. Nie widać na nich kurzu. Kocią sierść widać, bo kot w niepraktycznym kolorze.

    Lepkości nie da się ukryć i to mnie zdradza. Czasem muszę umyć podłogę, nie ma mocnych.

    Łazienkowa podłoga - tej nienawidzę. Dobrana pod kolor płyt na ścianie, linia Prowansja, zauroczyły nas zioła. Czemuż, ach, czemuż dodaliśmy im do kompletu jasną podłogę?

    Horror.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ha, Prowansja. Relaks. Ha, ha. Podpucha. Klasyka gatunku ;) Ale dobrze, że tylko w łazienkach nam tak straszy. Brawo MY! Zakochane w płytkach!

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.