czwartek, 14 maja 2015

Korki

...z cyklu "Uroda życia"

 



Stać przez półtorej godziny w bramie z Różewiczem i Dantem po to, by na koniec usłyszeć: Łał! Ale ten wiersz to jest... - BEZCENNE.

Belferstwo w duszy nie umiera nigdy?

Jeśli sprowadzić je do tego, czym powinno być w swej istocie - to tak, nie umiera. Ale luksus koncentracji na jego esencji dają tylko indywidualne korki.

- No? Jaki?
- Taki, że... Na początku wcale taki nie był.
- Był.
- Ale się nie wydawał.

Eh.

PS Żeby nie było. W instytucji też tak można. Da się. Tylko wszystkiego innego (paskudnego) jest tyle, że esencja rozwadnia się, rozwadnia, rozwadnia... Cała reszta za bardzo przytłacza. Zresztą wiecie, bo już to tym pisałam.

15 komentarzy:

  1. Nie umiera nigdy, bo belfrem człowiek się rodzi i belfrem umiera, choćby już od dawna robił coś innego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest. Misji nie czuję, zniknęła. Ale w poezji dydaktycznie się pogrzebać przyjemnie jest :)

      Usuń
  2. Belferstwo w duszy pozostaje na zawsze, szczególnie wtedy, gdy w tę pracę włożyło się całego siebie, nie zostawiając nic na marginesie, a wiem, że oddałaś wszystko - bo, podobnie jak ja, brzydzisz się ściemnianiem i powierzchownym byciem tu i teraz, bo to przecież tylko praca... Zdążyłam Cię już, kochana, poznać na tyle, że wiem, że jak coś robisz, to na sto procent - a to niestety niczego nie ułatwia... Szczególnie w instytucji.
    A ten luksus koncentracji na esencji to jest po prostu to "coś" najlepsze, co w nas zostaje i, dzięki Bogu, mamy nadal skrzydła, aby z pasją przekazywać to dalej. I zarażać! Za to moi uczniowie dziękują mi najbardziej - za głód pasji, z którą można podchodzić do każdego języka i przedmiotu.
    Nie zdradzaj nigdy tego belferstwa w duszy, bo jest Ci z nim do twarzy:)
    Pozdrawiam bardzo ciepło w to chłodne popołudnie, inne od codzienności:)
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, zostaje. Kiedyś korepetycji nie dawałam, najwyżej okazjonalnie coś tam pomogłam, gdy ktoś znajomy poprosił, ale to się nie liczy, bo "po znajomości" ;) Nie miałam na dorabianie czasu ani siły po pracy. Dwoje małych i te wszystkie dodatki... Niektórzy mieli i trochę im zazdrościłam. Tej siły. Ja potrzebowałam odmiany. Na przykład przy swoich dzieciach albo przy książce. Teraz też jej potrzebuję i też nie mam czasu. Więc jak już trafi mi się (podesłany przez kogoś) delikwent, a jeszcze temat interesujący, to... Jest satysfakcja. A z niej siła. I pewność, że nie chce się do tego w sposób regularny wracać. Raz na jakiś czas, bez zobowiązań, bez stresu. Wystarczy. Tak. Koncentracja na esencji jest luksusem. Właśnie do tego dążę. I już nie zawrócę. Mam nadzieję, że nie będę musiała.

      Dziękuję za ten i za każdy Twój od serca komentarz, ponieważ zostawiasz tu kawałek siebie, który bardzo sobie cenię. Ślę uściski :)
      W.

      Usuń
  3. Belferstwo zostaje zawsze. Źle jest tylko wtedy, gdy osoba Cię nie zna a już na pierwszy rzut oka wie "kim" jesteś.

    OdpowiedzUsuń
  4. o, rany! ale ja zapomniałam, że te korki kiedyś były :) i że jeszcze się takie praktykuje (i nazywa), to już w ogóle pełen sentyment.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardziej "pogotowie polonistyczne" było chyba niż korki klasyczne. Wyciąganie za uszy nie kręci mnie. Ale człowiekowi w potrzebie się nie odmawia, nie?

      Usuń
  5. W swojej istocie wszystko jest piękne... jeżeli tylko się chce tego dostknąć.

    Uśmiechy ślę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Niby to wiem "od zawsze", ale tak naprawdę dopiero teraz na serio się tego uczę. Całuję :)

      Usuń
  6. Korki. Wstyd się przyznać, ale się przyznam,

    Najciężej zarabiany chleb. Starannie spięta zszywaczami paszcza, co się otwiera do zieeewu i wetknięte w zamykające się oczy zapałki.

    Miałam zawsze opinię skutecznego Korkociąga - wyciągałam jakoś nad odmęty zagubienia te tonące w Morzu Otępienia dusze.

    Ale.

    Nie lubiłam. Nie lubię. UKRYWAM Z PRECYZJĄ GODNĄ ROLI PRESTIŻOWO NAGRADZANEJ.

    Bywały rozrywkowe. Prowadzone z dziećmi przy piersi (bezwzględna Dwójka!).

    Ale wolałam już instytucję z burzą mózgów i wyłapanie szans na odnalezienie jakichś chętnych do poczucia Tego Czegoś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rany, mogłabym przysiąc, że już odpowiadałam na Twój komentarz. Ale widocznie tylko odpowiedź wymyśliłam i odpadłam. Nie jest dobrze, znaczy ;) Ja okazjonalnie i tylko na prośbę, nie systemowo, w żadnym razie. I jak rozmawiam z delikwentem, to widzę, kto zacz i czy coś z tego wyjdzie. Inaczej bym podchodziła, gdybym się tym stale parała, ale tak w formie przysługi to nie, nie chce mi się spinać. Niech inni tę śmietankę spijają :)

      Usuń
  7. Korki zapomniane a chodziło się ale na matmę bo się nie umało.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że ja nie chodziłam? Nawet na matmę. Ale ja miałam wielkie szczęście do nauczycieli od matmy, i to od samiutkiej czwartej klasy podstawówki do matury. Geniusze łopatologii i cierpliwi ludzie. I tak wychodziłam na te swoje czwórki, a maturę to mi się nawet na piątkę udało zdać. No. Co znaczy genialny belfer.

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.