sobota, 23 maja 2015

Pszczółka Maja

...z cyklu "Uroda życia" albo "Rozmówki rodzinne"



 
 

Niedzielny letni wieczór w latach osiemdziesiątych to mrowie dzieciarni pod blokami nowych i nie takich już całkiem nowych osiedli. Święto. Ponieważ Dobranocka w niedzielę to całe dwadzieścia pięć minut uciechy przed telewizorem. Nie to, co w tygodniu, gdy wieczorna rozrywka trwała zaledwie minut dziesięć. Bajka! Chodź na bajkę! Pszczółka Maja! Nasze mamy (przeważnie), a także nasi tatusiowie (niekiedy) wydzierali się (dosłownie) z trzecich, siódmych i dziesiątych pięter. A także z parterów, bywało. I mrowie dzieciarni się zrywało. Z piaskownic, z huśtawek, z przyblokowych karuzel, trawników i świecących pustkami parkingów. Biegło. Bo z otwartych na oścież okien dał się już słyszeć zabójczy głos Zbigniewa. A żal było uronić i minutę. I pół też szkoda.


Niedzielne popołudnie pół roku temu. Rodzinna kanapa żywcem wzięta z telewizyjnego serialu. Dowolnego. Jest w każdym. W takim "z życia wziętym". Oczywiście ;)
On, Ona i Ich Dziecię, z którym nie wiadomo co zrobić w chlapiącą błotem zimową niedzielę, gdy wszystkie pomysły zostały już przypomniane, zrealizowane i wyczerpane. Do cna. Wtem!

Ich Dziecię idzie do "swojej" szuflady i wydobywa z niej starą, a darowaną przez starszą rodzinną dzieciarnię płytę. Nie, nie DVD, tylko VCD, czyli chropawy dźwięk i rozmyty obraz wypalony na poliwęglanie wprost z archiwum, bez śladu retuszu. Chce się nią bawić, jak zwykle. Turlać po podłodze. Wyjmować i wkładać do pudełka, które tak ciekawie klika, a którego nie da się żadnym sposobem samodzielnie otworzyć, więc dręczy się Jego i Ją. Aktualnie w rolach rodziców małego dziecka. Ich Dziecięcia.

Ich spojrzenie. Mówi wszystko. Jedziemy. Odcinek pod tytułem "Deszcz". Obejrzyjmy "Deszcz". Lubię deszcz. Będzie bosko. A co najmniej kultowo ;)

Mija chwila. Zaczyna padać. Mijają dwie chwile. Pada coraz bardziej. Mija pięć. Wciąż pada. Schowali się pod liściem. Gadka szmatka. Trzy chwile. Gadka. Pięć. Wciąż tam stoją. Uratowali robaka. Czy coś. Teraz wszyscy stoją pod liściem. Przestało padać. Koniec.

Ona
Ty, ale jak myśmy to kiedyś oglądali?

On
Z zapartym tchem.

Ich Dziecię
Cieś pitę! Cieś pitę!

Trzeba wyjąć "pitę" z odtwarzacza. Cóż.

18 komentarzy:

  1. Moje spotkanie z "Mają" po latach było inne.

    Z błogich objęć Morfeusza wyrywa mnie wrzask. Wrzask narasta. Wrzask. Jęki i płacz. Płacz, krzyki, rozpacz.

    Trwa, trwa i nie chce odejść. Jak koszmar.

    Tak, to Filip. Wpadł w rosiczkę. Filip się drze, Gucio solidarnie wyje, jest gehenna. I nie przestaje być.

    Czuję się ztraumatyzowana ze szczególnym sadyzmem.

    Nie wiem, jak to przeżyły moje dzieci. Jakoś trwają. Tępaki emocjonalne czy co.

    Kilka dni później. Jakiś produkt Pixaru o epoce lodowcowej, część fyfnasta. Rosiczka gigant łapie zwierza. Nic to! Przyjaciele działają solidarnie i szybko, akcja mig mig... uff.. happy end. Trauma poziom zero.

    Cieńkusz. Maja była dramatyczna jak kino radzieckie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No zgadza się. Jak Filip się darł, a jeszcze z Guciem do spółki, to była gehenna. A dzisiejsze piksary to poprawne politycznie muszą być, nie ma co. Więc trauma poziom zero. A dawne bajki bywały ekstremalne. Także ekstremalnie nudne. Ale wtedy tak tego nie widzieliśmy. Chyba :)

      Usuń
  2. Niezwykłe, ale widzisz, winyle fajnie się słucha, szczególnie te z młodości...

    co do filmów VCD nie mam doświadczenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest tak, jak piszesz. Szczególnie z młodości... VCD to też nie moje dzieciństwo. To starocie siostrzenic. Moje czasy to czarno-biały neptun i dwa kanały. Na szczęście tylko dwa, bo to epoka bezpilotowa ;)
      Co do płyt - jestem z epoki kasetowych kasprzaków i grundigów ;)

      Usuń
  3. a ja Mai po latach jeszcze nie przerabiałam:) za to właczyłam Juniorowi z youtuba Bolka i Lolka i wyłączyłam po chwili - tego nie dalo się po prostu oglądać:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i tak to jest. A Juniorowi też się nie podobało, czy tylko Tobie? ;)

      Usuń
  4. Jak moje dzieci to oglądały z zapartym tchem, to ja odrabiałam zaległości nocnego braku snu - przy tym deszczu świetnie się ucinało małą drzemkę jednocześnie mając kontrolę nad sytuacją domową ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tak! Drzemka przy deszczu. A jak on im tam realistycznie szumi ;)

      Usuń
  5. A my się zaśmiewamy z Połówkiem, oglądając Smerfy na ten przykład :) Bolek z Lolkiem to niezłe łobuzy, dopiero teraz to widzę! Pan Pampalini... obrońcy praw zwierząt gotowi do linczu! Pszczółki nie oglądałam po latach, może lepiej nie psuć sobie do końca wspomnień z dzieciństwa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smerfy były boskie. Ale ja byłam już na nie za stara. Nie wypadało oglądać niebieskich piętnastolatce ;) A na "Wielkiej podróży Bolka i Lolka" byłam kiedyś w kinie chyba nawet.

      Usuń
  6. U nas teraz Maja jest na tapecie:) . Jasio woła "baja osa Maja":) . Bardzo lubi tą bajkę . Dla mnie to co opisujesz to takie magiczne chwile z cyklu " zaczarowana niedziela" :) . Ślę uściski:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, przecież Ty jesteś specjalistką od zaczarowanych niedziel :))) Także ściskam ciepło :)

      Usuń
  7. Mi się Maja podobała byłam jak mała .Piosenkę na pamięć umiałam i o dziwo umiem do dziś! Teraz śpiewam ją mojej suni bo to imienniczka tej zacnej bohaterki.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też umiem do dziś piosenkę. I też Maję uwielbiałam. A suczka to naprawdę ma imię po Mai?

      Usuń
  8. Nie wracałam do Mai po latach, choć miałam ogromną ochotę na wersję kinową (dobrze, że mam jeszcze z kim chodzić na takie filmy, uff:D ). Pamiętam ten obraz niedzieli, który opisałaś tak obrazowo i to oczekiwanie na spotkanie z Mają, Guciem i Filipem. Miłość do pszczół i miodu została mi do dziś:)
    Pozdrawiam cieplutko i jeszcze majowo:)))
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, nawet nie wiedziałam, że jest wersja kinowa. Obraz niedzieli budzi spory sentyment. Pokolenie wyżu demograficznego okupujące biedne i odrapane z farby socjalistyczne huśtawki. Patrzę na daty komentarzy i głupio mi, że dopiero dziś mogę się odezwać. Za mną dwa trudne miesiące, mam nadzieję na lżejsze lato. Uściski ślę i uśmiechy :)))

      Usuń
  9. Ten wpis przypomniał mi, jak kiedyś puszczałam czteroletniemu kuzynowi piosenki z Króla Lwa i w końcu jednego popołudnia postanowiłam go zaznajomić z całym tym dziełem. Wystraszył się hien :( Jednak następnego dnia już prosił, żeby jeszcze raz obejrzeć tę bajkę z hienami. Widocznie takim klasykom kina animowanego żadne dziecko się nie oprze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko :) Król Lew. Klasyka. Uprzytomniłaś mi, że jestem już strasznie wiekowa ;) Dla mnie to wciąż nowinka, a przecież minęło już całkiem sporo lat. Miło mi z powodu Twych odwiedzin na moim blogu :))))

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.