poniedziałek, 11 maja 2015

Słowa, słowa, słowa

 ...z cyklu "Dyrdymałki"

 
U tych pisarzy zbędnych słów nie znajdziecie :) Ani stylistycznych zakrętasów. Minimalizm w czystej postaci

 

Tym jakże oryginalnym ;) cytatem dziś ośmielam się zatytułować wpis. A że zwykle ze mnie rozpisująca się do niemożliwości gaduła, dla odmiany będzie krótko. Tekst wymyślony przeze mnie dla mnie, to oczywiste, ale zainspirowany rozmowami toczonymi nad tekstem z Pisarzami.



Tak sobie myślę, że podczas pisania chciałoby się jak najdokładniej oddać własne myśli. To jest dobre, tylko nie zawsze możliwe. W każdym razie nie tak od razu. I to boli. Wiem coś o tym, bo właśnie z tej trudności bierze się rozwlekłość moich postów. Język jest dość ograniczonym medium wyrazu, ale jednak daje pewne możliwości.

Tylko nie zawsze uchodzi nam płazem próba włożenia w jego ciasne ramy tego, co kłębi się w głowie. Czasem z tej próby wychodzi tekst, który oddaje nasz zamysł wyłącznie w naszym wyobrażeniu, bo naprawdę czytelnik nie jest w stanie naszych intencji właściwie odczytać i często widzi tylko skomplikowane oraz nie do końca zrozumiałe zdania. A wydawało się nam,  że stworzyliśmy - na przykład - niezwykle oryginalną i charakterystyczną stylistycznie peryfrazę prostego, banalnego wyrażenia lub zwrotu. Stworzyliśmy, ale jeśli nie wzięliśmy pod uwagę po pierwsze kontekstu, a po drugie na przykład ograniczeń wynikających z utartych (i często banalnych, to prawda) sposobów rozumienia niektórych fraz funkcjonujących w języku, to spowodowaliśmy, że komunikatywność naszego językowego majstersztyku diabli wzięli. A jeszcze zarzucają nam błąd. Życie... I ci niczego nierozumiejący czytelnicy. Eh.

Niekiedy więc musimy językowi ustąpić i pozwolić mu na pewne ograniczenia. Na przykład gramatyczne. Ich umiejętne przekraczanie jest najwyższym stopniem warsztatowego wtajemniczenia i szacunek dla tych, którzy to potrafią. Białoszewscy tacy ;) Licentia poetica to dla nich pestka. Bo język to narzędzie, które nie jest w stanie nawet otrzeć się o to, co twórca przeżywa, co czuje, co chciałby jak najpełniej wyrazić. O takich problemach ze słowem mówią najwięksi pisarze. I jedno, co się w ich wypowiedziach powtarza, to żal, że czegoś nie wykreślili, że coś za bardzo dopowiedzieli. Przedobrzyli. Mistrzowie to mówią, zatem z całą pewnością coś w tym jest.

Może zatem warto trochę  językowi zaufać i pozwolić mu zadziałać prostotą, aby mógł odwdzięczyć się pełnią wyrazu, o której nie musi świadczyć liczba użytych słów. To ku pamięci. Przede wszystkim mojej.

No. Miało być krótko. I jest. Wykreśliłam, co się dało. Zostaję z nadzieją, że nie za wiele i że wszystko, co najważniejsze, przetrwało ;)

Pa!

13 komentarzy:

  1. Ja Cię uwielbiam. Normalnie.
    Tylko wiesz co, gust mam jakiś spaczony, bo mnie porywa najbardziej literatura iberyjska, albo rosyjska. A te, nawet skrzywione tłumaczeniem, zasobne są w bogate słownictwo i wielokrotnie złożone zdania. Ale tak ładnie. Bo jak nasi rodzimi pisarze tak próbują, to jakoś odpustowo mi to pachnie. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez mam podobne wrażenie!

      Usuń
    2. To jest nas już trzy ;)
      Ania, iberyjska jakoś mi nie leży, zwłaszcza ta najbardziej znana, ale rosyjską uwielbiam. Poza Dostojewskim. Klimat mi nie leży. Albo nie pachnie ;)

      Usuń
  2. Pani redaktor, moja ulubienico, Ty wiesz... Wielu autorom wydaje się, że pisanie to bułka z masłem. Później okazuje się, że masło zjełczało. Zauważyłam na rynku wydawniczym kilka takich książek i wciąż nie mogę wyjść z podziwu dla czytelników. Im jest wszystko jedno, wydziwiane figury stylistyczne, gramatyczna nędza. To im wystarcza. Myślę, że licentia poetica nie ukryje i nie obroni wszystkiego. Kiss

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Normalnie nie wytrzymam, Poetko Kochana moja! Bułka z masłem dobra jest, pod warunkiem że świeża, nie zjełczała. Czytelnik kupi wszystko, ale na szczęście jest wybór. Tylko Twojej prozy mi jeszcze brakuje, więc czekam! Kiss i :)))

      Usuń
    2. Oj, to jeszcze chwilę, jak kiedyś wspomniałam, dłuuuugo piszę :) wracam, skreślam, to mozolne, jestem okropna, no i nie znam języka zbyt dobrze, ciągle się uczę... hehe, nie śmiej się, ale tak jest :*

      Usuń
    3. Taaa, jasne. Ale ja cierpliwa jestem, wiesz? :)

      Usuń
  3. Ja lubię jak piszesz zwyczajnie i językiem bardziej wyszukanym dla zwykłego czytelnika:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja lubię Ciebie, bo jesteś kochana! :)))

      Usuń
  4. ja Ci tylko tyle: cmok!
    piękne meritum, jak zawsze u Ciebie. czy krótko, czy długo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cmok! I dziękuję. Się wzruszyłam, gdyż Ci uwierzyłam :)))

      Usuń
  5. "Chodzi mi o to, aby język giętki. Powiedział wszystko, co pomyśli głowa..."

    Wołał Słowacki. Wołał Tuwim słowami we krwi. I masa innych, co mi z zakamarków zakurzonych w pamięci uciekli.

    A Platon rzekł: idea i cień idei,

    Taki nasz los kajdaniarzy widzących cienie postaci przy ogniu.

    Niech nie malkontenci kto żyje robiąc to, co kocha. Robota to robota. Czasem musi dać w kość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słowacki. Tuwim. Platon. Zombie. Ja. Mów do mnie jeszcze ;))) Po takim miesiącu. Po takim tygodniu. Po dniu. Kto to jest ten Słowacki? Kto Tuwim? Platon? Bo zombie to od miesiąca ja. O.

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.