sobota, 16 maja 2015

Wnętrze minimalistyczne. Stół

... z cyklu "Slow homing"

 

Miał być jeden, są dwa złączone w całość. Było miejsce, jest wygoda

 

Poznajecie ten stół? Na pewno! Przecież takie same widać dosłownie wszędzie ;)

 

Nie ma nic bardziej oczywistego od stwierdzenia, że stół to najbardziej minimalistyczny mebel w domu. Minimalistyczny z natury. Bo to tylko blat i cztery nogi.

Prawda czy fałsz?


Według mnie - fałsz.
Czemu? Minimalizm stołu nie jest taki oczywisty. Ponieważ wcale nie polega na tym, że składa się on z czterech nóg i blatu.

Na czym więc minimalizm stołu polega? Według mnie, oczywiście. Już mówię.

Stół minimalistyczny to stół uniwersalny, czyli jeden do wszystkiego. I dopiero z tej cechy można wywieść wszystkie pozostałe. A czemu? A temu, że:

Stół uniwersalny spełnia wiele funkcji i dlatego wystarczy sam jeden. I do jedzenia rodzinnych posiłków, i do picia kawy porannej, i do rozłożenia nawet sporej do tej kawy gazety bez przeszkadzania innym członkom rodziny, i do pracy przy laptopie, i do rysowania kredkami, i do malowania farbkami, i do lepienia plastelinkowych ludków, i do rozłożenia wielkiej gry planszowej, i do zarzucenia domowymi papierzyskami, i do odrabiania lekcji przez więcej niż jedno dziecko, i do składania prania, i do grania w pingponga, jak trzeba... - resztę proszę sobie uzupełnić :)

Stół uniwersalny jest łatwy w utrzymaniu. Musi być, jeśli ma spełniać wszystkie powyższe funkcje. Co to znaczy - łatwy w utrzymaniu? No po prostu, że się przeciera i już. Że nie wymaga stosowania licho wie jakich środków, inaczej będzie wyglądać jak półtora nieszczęścia. Że nie posiada blatu ze szkła. Dlaczego? Bo na szkle widać każdy najdrobniejszy pyłek, każde muśnięcie paluszkiem, każde dotknięcie czymkolwiek i w tej sytuacji albo godzimy się z tym, że zawsze źle wygląda, albo go wiecznie czyścimy i polerujemy, dzieci przeganiamy, na rodzinę pragnącą używać warczymy, jednym słowem - z daleka obchodzimy. No to na co nam w domu takie zawalisko?

Stół uniwersalny jest słusznych rozmiarów. Kto się gniótł i ściskał przy zbyt małym blacie, komu z biurka papiery spadały, wie, że warto, po stokroć warto. Nawet w niewielkim mieszkanku warto mieć największy, na jaki można sobie pozwolić. Nawet w niewielkim mieszkanku warto zacząć "się meblować" od narysowania na planie salonu (albo i salono-jadalnio-sypialni, jeśli w kawalerce) kanapy i możliwie największego stołu. A dopiero potem całej reszty. Większy stół to więcej miejsca do pracy, do jedzenia, do zabawy, zatem zmieści się przy nim jednocześnie więcej osób. Dla których nie trzeba już ustawiać w domu oddzielnych mebli - jeśli nie ma takiej możliwości, chęci ani konieczności.

Stół uniwersalny jest drewniany. Kogo stać, może sobie kupić stół z praktycznie niezniszczalnego drewna egzotycznego. Drogo, lecz zgodnie z zasadą: raz a dobrze. Kogo nie bardzo stać, niech kupi taki ze zwykłego sosnowego drewna (to naprawdę tani stół), nawet w stanie surowym, i zabejcuje. To nic, że takie drewno jest stosunkowo miękkie i się (stosunkowo :) łatwo wgniata, rysuje i w ogóle ślady używania przyjmuje. Niektórzy twierdzą, że takie ślady przydają mu szlachetności i są swoistym zapisem historii. Bym nie przesadzała, ale coś w tym jest. Bo spróbujcie sobie wyobrazić dwa podniszczone stoły: pierwszy tani "niedrewniany", tylko oklejony czymś drewnopodobnym, drugi tak samo tani, ale z litego drewna. I jak? Który bardziej się Wam podoba? Ja przerabiałam obie opcje i głosuję za drugą. Tak, z całą pewnością podniszczony stół z litego drewna jest - po ośmiu latach używania praktycznie bez chroniących go obrusów - o niebo ładniejszy niż stary, na początku małżeństwa nam przez kogoś darowany, już używany (czytaj: wyrzucany), zrobiony z płyty pilśniowej pokrytej drewnopodobną okleiną. Każda rysa, każda plamka, każde obicie po takich samych ośmiu latach robiło z tego mebla grata nadającego się na śmietnik. Obecny drewniany, z sosny bejcowanej na dąb plus cztery krzesła do kompletu za 399 złotych polskich, już ósmy rok daje radę i dosłownie uwielbiam wszystkie jego ryski i otarcia tak samo, jak nienawidziłam wszystkich wstrętnych zadrapań starego, tandetnego rupiecia. Nawet najtańsze drewno, jako materiał naturalny i przez to szlachetny, wygląda po kilku (-nastu? -dziesięciu?) latach lepiej od (w równym stopniu zużytego) "dizajnerskiego", wydumanego, chwilowo modnego materiału sztucznego. Moim zdaniem.

Stół uniwersalny jest ustawiony w centrum. Z zapewnionym "dookolnym" dostępem, którego zalet wymieniać nie trzeba, ale niech tam! Gdy da się do stołu podejść z każdej strony i z każdej strony można przy nim usiąść, lepiej się powierzchnię blatu wykorzystuje. Taki stół po prostu staje się funkcjonalnie większy od tego przystawionego do ściany. Czasem nie ma wyjścia i przystawić trzeba, ale najczęściej jakieś wyjście się jednak znajduje, więc warto się nad nim poważnie zastanowić.

Stół uniwersalny jest samodzielnie łatwo odnawialny, przez to długowieczny. Co to znaczy? Cecha ta wynika z "bycia stołem drewnianym", który można w ostateczności zeszlifować papierem ściernym lub przy użyciu bardziej zaawansowanej techniki stolarskiej, to znaczy hebla:), po czym ponownie zabejcować, zawoskować, czy co tam jeszcze, i już jest jak nowy. Tanim kosztem.

Stół uniwersalny jest lekki. Z lekkości wynika jego "łatwo przestawialność" i "łatwo pożyczalność", czyli "łatwo integrowalność". Na przykład z sąsiadami, z których każdy (w tym my :) wynosi na podwórko stół, jaki posiada, i się wspólne biesiadowanie urządza.

Stół uniwersalny jest tani. Taniość nie oznacza tandety, która nam się rozpadnie po pół roku. Przeciwnie. Chodzi tu raczej o stosunek jakości do ceny, przy czym bez przesady! Minimalista nie kupi raczej mebla za pięć tysięcy tylko dlatego, że podobny w innym sklepie jest po dziesięć. Umiar! Umiar! I zdrowy rozsądek. No i taniego nie żal, jeśli mu się naprawdę nieszczęście przydarzy i trzeba się będzie rozstać.

Stół uniwersalny jest kompatybilny (opcjonalnie :). Na tę kompatybilność składa się lekkość i taniość (nie żal w razie totalnego zniszczenia). W wersji z mojego podwórka: my, nasze rodzeństwo i rodzice męża - mamy w sumie pięć takich samych stołów, które na wszystkie rodzinne imprezy znosimy do odpowiedniego "lokalu" i one do siebie doskonale powierzchnią i wysokością pasują. A że mieszkamy obok siebie, wszystko jest naprawdę łatwe. Że nudno się urządziliśmy i mało oryginalnie? Co kto lubi. Stoły były tanie i fajne, więc wszyscy się skusili i tak wyszło, trochę mimo woli. A teraz jest wygodnie. Niech każdy przemyśli własne priorytety w tym względzie.

Podsumowując
Jeśli uda nam się zdobyć i umieścić w naszym domu stół posiadający tak wiele pożytecznych cech, możemy śmiało powiedzieć, że oto nabyliśmy mebel minimalistyczny, co oznacza, że nie musimy już poszukiwać żadnych dodatkowych mebli uzupełniających, ponieważ nasz stół nadaje się absolutnie do wszystkiego. I do rodzinnego, intensywnego, codziennego użytkowania, i do odświętnego, na pokaz dekorowania. A jego minimalizm polega na tym, że na wszystkie te okoliczności wystarczy sam jeden.

20 komentarzy:

  1. Tak wyszło, że mamy dwa stoły w domu, jeden w kuchni, do codziennych posiłków, drugi w salonie, kiedyś służył mi za biurko, dzisiaj zjemy przy nim posiłek, bo lubimy urozmaicenia... ale to zastane stoły, więc co ja mogę wydziwiać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastane stoły - brzmi intrygująco. Stoły z historią. Z opowieścią. Znasz ją?

      Usuń
  2. Chyba mam podobny stół kupiliśmy niedawno w Ikei razem z kompletem krzeseł za jakieś grosze:) . Szklany stół nigdy w życiu mają taki stół moi znajomi i tuż obok niego jest ręcznik papierowy i płyn do szyb i tak go pucują kilka razy dziennie:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, hej! Dla kogo grosze, dla tego grosze :) Jak budujesz, to z groszy składasz te wszystkie klocki :))) Ale fakt, w porównaniu z innymi to komplet kosztował tyle, co gdzie indziej sam stół. Albo dwa krzesła. Albo jedno nawet. Jestem pewna, że mówimy o tym samym komplecie :) Szklany mam stolik do kawy, bo mnie urzekła ażurowa stalowa gięta półka pod blatem. Masakra. Przykrywam obrusem. Półki nie widać. Ale możecie podejrzeć na fotkach blogowych gdzieniegdzie :)

      Usuń
    2. Mówimy chyba o tym samym:) pierwszy stół do kuchni kupiliśmy za blisko 700zł plus 4krzeszła za które więcej zapłaciliśmy niż za ten stół plus 4krzesła teraz:)

      Usuń
    3. No i tak to jest. Na pewno mówimy o tym samym :)

      Usuń
  3. Genialna nota! Czytałam bez oderwania się :) Aż nie mogę uwierzyć, że tyle można pisać o 'zwykłym' stole! Podziwiam za lekkie pióro i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki!!! Łał. Takie słowa. Kto by nie lubił czytać. Pisz do mnie jeszcze ;)
      To fakt, gaduła ze mnie, w dodatku taka, co wszędzie widzi związki, co najmniej dwie strony (sic! ;) medalu i uwielbia dzielić włos na czworo. A potem widzi taki komentarz. Żyć, nie umierać! Ślę uściski!

      Usuń
  4. mój ukochany mebel, nasz służy nam cudownie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dopiero zajrzałam, :)

      muszę pomyśleć w jaki sposób, czasami na moich zdjęciach widać fragmenty :))))

      pozdrowienia wesołe :)

      Usuń
    2. Doszukuję się tych fragmentów :)

      Usuń
  5. Zgadzam się w 100% stół ma być funkcjonalny.Ale przede wszystkim drewniany.Jak tak czytałam Twój post to mi się wiersz Juliana Tuwima pt.,,Stół" przypomniał.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że mnie też? Bo on u mnie ostatnio na tapecie.

      Usuń
  6. U nas w malutkim mieszkaniu świetnie sprawdza się stół okrągły, średnica 95 cm, oczywiście drewno, sosna, bejcowany, blat 3 cm. Konstrukcja dość prosta, wykonany przez stolarza z naszej miejscowości. Nie kosztował majątku i po kilkunastu latach ma się znakomicie. W tym lub w przyszłym roku planuję zeszlifować i polakierować blat, choć stolarz zastosował jakiś wyjątkowo wytrzymały lakier.
    Z kolei znajomi z olbrzymim salonem zrobili sobie sami długi stół z połączonych... blatów kuchennych, takich drewnianych, z jakiegoś egzotycznego ciemnego gatunku. Dodali do tego tylko metalowe proste nogi i mają przepiękny, funkcjonalny mebel.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stół od stolarza. Super. Bo stolarz od tego, by robił przede wszystkim stoły, już nie od parady tak się nazywa ;) Nam też bardzo się podobał okrągły, tylko że nie było w dobrej cenie ;)

      Usuń
  7. Bardzo ciekawe rozwiązanie :) im mniej mamy w domu miejsca tym bardziej liczy się funkcjonalność sprzętów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, masz rację - na małej powierzchni każdy mebel musi był potrzebny, a że na ozdobne gratki nie ma miejsca, to musi też być piękny, by zdobił :)

      Usuń
  8. Oj, jak mi się marzy stół. Taki uniwersalny, o jakim piszesz. Nie mamy gdzie wstawić, bo choć mieszkanie spore, to układ ma fatalny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kombinujcie, bo warto. A jaka to ulga, kiedy się go już wreszcie ma.

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.