piątek, 29 maja 2015

Wnętrze minimalistyczne. Stoliki i lampki nocne

... z cyklu "Slow homing"

 

Dawno, dawno temu... Kiedy jeszcze nie mieliśmy sypialni... Ani małżeńskiego łóżka...


Spaliśmy na rozkładanej wersalce i o stolikach nocnych z prawdziwego zdarzenia mogliśmy sobie pomarzyć, używając tymczasem w tej roli, czego się dało i co tam akurat przy wersalce stało. A to kuchennego taboretu - mieszkanie numer jeden. A to kuchennego stołu, z braku laku pełniącego funkcję stolika pod komputer, wciśniętego między tak zwany szczyt wersalki a kaloryfer pod oknem - mieszkanie numer dwa. Stawianie na noc kubka z wodą w bezpośrednie sąsiedztwo klawiatury zalatywało bezczelnym optymizmem, ale jakoś zawsze nam się udawało nie  zalać "cennego" sprzętu po omacku.

Jednak dotarcie do tak dokumentnie pozastawianych zakamarków ze ścierką do kurzu, tudzież z rurą od odkurzacza łatwe nie było i gdy przyszło do urządzania naszego wreszcie stałego lokum, postanowiliśmy w kwestii dostępności zakamarków nie iść na żadne, ale to żadne, najmniejsze nawet, kompromisy.

O co chodzi? I co to ma wspólnego z nocną szafką albo też stolikiem?

Otóż ma, i to naprawdę wiele. Dom, jak na dom, jest nieduży, w związku z czym nieduża jest także sypialnia. W tej niedużej sypialni zmieścić się musiało najszersze z możliwych (dwa na dwa metry :) łóżko oraz przepastna, do samego sufitu, szafa. Plus sporych rozmiarów wiklinowy kosz na pościel. Wiklinowy, bo lekki i łatwo się przesuwa, udostępniając do przetarcia podłogę pod i za. Oraz wiklinowy, ponieważ przewiewny, co dla trzymanej w nim pościeli znaczenie ma. Jestem pewna, że ona (ta pościel) dziurawą strukturę kosza docenia należycie, gdyż się w nim wietrzy przez dzień cały, nie kłując w oczy sąsiadów, gdyż z balustrady balkonu nie zwisa. Na pokuszenie latających owadów i ptaków też się nie wystawia.

A wracając do tematu, czyli do nocnych stolików - ze względu na rozmiary łóżka jeden z nich musiał się znaleźć w klinczu pomiędzy brzegiem materaca a ścianą.


Drugi dostał ciut więcej życiowej przestrzeni, lecz musiał być bliźniakiem pierwszego, więc od niego wyglądem całkowicie zależał.


A więc! Ciasna przestrzeń ogranicza dostęp do podłogi pod takim stolikiem. Którą to podłogę jednak sprzątać trzeba, a nawet koniecznie trzeba, gdyż wdychanie nocą gromadzącego się w pobliżu głowy i unoszącego się znad podłogowego ogrzewania kurzu ani przyjemne, ani zdrowe nie jest. I tak, drogą eliminacji cech stolika uniemożliwiających spełnienie naszych wymagań, doszliśmy do tego, że nie może on być niczym innym, jak tylko kawałkiem deski przykręconym wprost do ściany. Bez nóg, bez szufladki, bez najmniejszych nawet ornamentów. Ot, goła deska, na której wieczorem stawiam szklankę wody i... Nie, położenie obok książki to zbyt duże ryzyko, zwłaszcza kiedy na wyciągnięcie ręki dostępny jest parapet.

Brak nóżek pozwala bez problemu dotrzeć do ostatniego centymetra podłogi z mopem, z odkurzaczem. Brak ornamentów daje luksus starcia kurzu za jednym machnięciem zamiast trwającego wieki drobiazgowego ścibolenia zakamarków. Niby minuta w tę albo "we w tę" to niewiele, jednak przy kilku pokojach i kilkudziesięciu domowych sprzętach robi się kilkadziesiąt dodatkowych minut zabranych z jakże cennej weekendowej laby. Szkoda życia, chyba żeśmy perwersyjnie rozmiłowani nie tyle w porządku i czystości, ile w samej ciągnącej się w nieskończoność czynności ich zaprowadzania. My nie, więc: czystość - tak, niekończące się czyszczenie - nie!

Lampki zwykle stoją u wezgłowia i tamże posiadają włączniki, najczęściej umiejscowione na kablach. Na kablach jakże uroczo wijących się od lampki aż do samiusieńkiego gniazdka. Nie znoszę wijących się kabli. Okropnie się brudzą, leżąc na podłodze, miewają kilometry długości i dlatego czyszczenie ich również zabiera mi z życia cenne minuty. Nieestetyczne i niepraktyczne. Ale jak tu żyć bez lampki? Nie da się. Lampki są niezbędne. Do czytania, do nocnego do dzieci wstawania.

No więc co?

Kombinowałam, kombinowałam, aż wykombinowałam ;) Łóżko nasze to po prostu szeroki materac na nóżkach, bez zagłówka, bez ramy i boczków. Tak było taniej, a poza tym zyskaliśmy w ten sposób na szerokości, więc się opłaciło. Gdyż jeśli chodzi o powierzchnię w sypialni, najważniejsza jest powierzchnia łóżka. Absolutny priorytet. Po latach spania na starej wersalce. No więc mamy łóżko bez zagłówka. I tu się okazuje, że to się świetnie składa, ponieważ mogliśmy sobie zafundować fabrycznej wielkości płytę meblową, nakleić ją na ścianę za łóżkiem, ukryć pod nią kable z nocnych lampek, a w dodatku przymocować z takiej samej płyty półki w funkcji stolików nocnych. Nocne lampki to w istocie niewielkie kinkiety-reflektory zamontowane na odpowiedniej wysokości, zaś ich włączniki zostały przymocowane i ukryte pod półkami.


Zrobienie tego zdjęcia wymagało gimnastyki:) - żeby dojrzeć to, co pod deską, nawet z daleka, trzeba kucnąć i porządnie schylić głowę, co oznacza, że tych elementów w ogóle nie widać

Efekt końcowy? Zero kabli, zero gniazdek, zero włączników na widoku. I zero nóżek w odległości centymetra od ściany i spróbujcie tam posprzątać! - a kurz się gromadzi.

Może to zbytnia drobiazgowość - takie planowanie. Może. Może się tak wydawać na etapie planowania właśnie. Jeśli jednak ktoś, jak my, męczył się przez kilka lat, usiłując utrzymać jaką taką czystość, z radością poświęci czas na zaplanowanie domu w najmniejszych szczegółach po to, aby w przyszłości przez długie lata cieszyć się dokładnie i przy minimum wysiłku wysprzątanym domem. Ja doceniam to dokładnie raz w tygodniu - ścieram kurz w każdą sobotę. Mój Małżonek także - myje tam podłogę.

8 komentarzy:

  1. :* czekam teraz z utęsknieniem na kącik rtv :) to dopiero musiało być wyzwanie... (tylko mi nie mów, że nie masz tv i reszty okablowania!)

    no i powiem Ci, że czerpię garściami. i czekam na kolejne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pięknie ;) Akurat w temacie rtv to u nas kicha :( Ale i tak coś tam udało się osiągnąć. I może akurat w sumie warto przemyśleć sprawę, jak cokolwiek uzyskać, kiedy właśnie możliwości są naprawdę nędzne? Okej, nie ma sprawy, mówisz-masz. Tylko nie wiem, kiedy posta sklecę, bo te wszystkie moje przemądre wpisy, to wiesz, że w roboczych zimowały? ;)

      Usuń
  2. Ach Ty moje guru w pisaniu tekstów! to prawda kurz jest wszędzie i stolik wiszący to jest to!U mnie problem rozwiązał się sam bo takowe stoliki łóżko już posiadało jak i lampki więc nawet o tym nie pomyślałam gdybyś nie opisała tego tak fachowo jak zwykle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ekhm. Guru. Ekhm. Uwielbiam Cię, moja Ty imienniczko :)))

      Usuń
  3. Bardzo dobry pomysł z tymi półkami po obu stronach łóżka:) . My nie mamy sypialni więc i łóżka małżeńskiego brak tylko wersalka z Ikei która dla gości służy jako mebel do siedzenia a dla nas do spania no i krzesełko od stołu służy mi za szafkę nocną . Może kiedyś się dorobimy większego mieszkania i swojej sypialni:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wersalka z Ikei to na pewno jest niezłe łóżko. Moje dzieciaki mają takie. Myśmy spali na takiej trzydziestoletniej, więc wiesz...;) Na pewno kiedyś będziecie mieli sypialnię. Dzieci kiedyś się przecież wyprowadzają :)))

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.