niedziela, 28 czerwca 2015

Dla kogo Miłosz?

...z cyklu "Dyrdymałki" albo "Rodzicielstwo radosne"

 

Dziękuję! Uściski ślę! :)))

 

Wiem, ja znowu o Miłoszu, jakby nie było innych poetów na świecie. Albo poetek. 

 



Więc dla kogo ten Miłosz? Leży sobie to moje tomisko na parapecie za kanapą i czeka. Aż wysiądą mi nerwy od wyczytywania pasjonujących przygód upierdliwej Basi albo pięciozdaniowych "narr(wrrr)acji" o tym, jak Klara piekła z mamą ciasto. A potem je jadła.

Prawdziwie fascynujące (i wielowarstwowe) "Sceny z życia smoków" są konsekwentnie bojkotowane przez umysł zatruty pseudoliteracką frazą różnych Baś, Hań, Danuś oraz szczekających szczeniaczków. A najstarszak w tym wieku umiał już "Smoki" na pamięć. Starszak także. Boli.

Ale miało być o Miłoszu. Gadulstwo. I talent do omijania sedna. Walczę. Mało skutecznie.

A zatem tak. Snobizm, wybujałe czy chore ambicje, śmieszność - to bym przypisała rodzicowi, który oznajmiłby, że czyta dwulatkowi Miłosza. I Wy też byście tak pomyśleli. A do tego, że lunatyk jaki albo-co. Wariat znaczy.

Niech tam. Myślcie.

Kiedy już naprawdę czuję, że nie przejdzie mi przez usta ni jedno zdanie o przesłodkiej wróżce Amelce, trzech świnkach, z których dwie były głupie, a jedna mądra, i to był akurat braciszek, idę na całość i mówię: albo-albo. Albo przeczytam ci wiersz, od którego zęby mnie nie rozbolą, albo ani słowa więcej. I biorę to tomiszcze, i otwieram na sto dziewięćdziesiątej piątej stronie, i czytam.


I jest i d e a l n i e.

Wyłuszczanie tu, że Miłosz wielkim poetą był, byłoby grubą przesadą, ponadto hipokryzją, gdyż nigdy za nim nie przepadałam, ale wiecie, rozumiecie, jak mus, to mus.

Poziomy odbioru. Od kołyski aż po grób bo ten cykl się do czytania nadaje. A przynajmniej po wyższe filologiczne jakieś. Studia. Spokojnie. Nawiasem: w taki sposób wlecze się za mną kawałek "Na ziarnku maku" - trzecia albo czwarta klasa podstawówki, czwarta klasa liceum, czwarty rok filologii. I znów czwarta klasa. Podstawówki. Poziomy odbioru. Więc i przy dwulatku się nie waham. No i dlatego Miłosz wielkim poetą był. Prawda?

"Świat (Poema naiwne)". To jedyny taki cykl u niego. Inne są - mniej lub bardziej - ale jednak hermetyczne. Że niby "doctus" z niego taki. Trudno. Się mówi. I się czyta.

Ale poema naiwne z powodzeniem mogą cieszyć uszy dwulatka. Który co prawda słabo zna się na Miłoszowej "filozoficzności", nic a nic nie kuma z wewnętrznego rytmu cyklowej układanki, jednak urodę pojedynczego kawałka chwyta i z otwartą (lub zamkniętą ;) buzią chłonie. Świetnie słyszy każde po mistrzowsku dobrane słowo, doskonale czuje idealny rytm tej frazy i zastyga na całe cztery minuty, ze zdziwieniem konstatując kolejne proste, a przecież nieoczywiste rymy. Tak, rymy. Proste, ale nieoczywiste. Zgroza. Wiem. Trudno ;)

I nie, to nie są zaplanowane akcje matki-wariatki, która ma świra na punkcie edukacji własnego potomka. To desperackie próby wyrwania się z zaklętego kręgu wróżek, kotków, świnek, króliczków i całego zastępu słodkich Hań oraz jednej niegrzecznej, ale irytująco poprawnej Basi.

Próby zakończone powodzeniem.

Dziś dziecię zrzuciło na siebie trzykilowe tomiszcze i wysapało spod niego: "Mamo, citaj mi jelsie". Miód na serce. Czym skorupka za młodu... Może jeszcze nie wszystko stracone?

Uważajcie na pseudoliteraturę udającą książki dla dzieci. Prawdziwa nadaje się do czytania każdemu.

16 komentarzy:

  1. Coś wysłałam, ale nie wiem, czy doszło. W sensie, że komentarz. Bo mi się jak zawsze samo-coś-klika. Daj znak niekoniecznie dymny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mogę jedynie dodać od siebie, chwilą retrospekcji - powrotu do swoich dziecięcych lat, a było to, uwaga, sześćdziesiąt kilka lat temu (!). Nie muszę przypominać, jakie to były czasy. Dzieci były "wychowywane" na propagandzie sławiącej, wychwalającej komunizm. Literaturę dla dzieci stanowiły wiersze wychwalające Stalina, a "bohaterem" książkowych lektur był nie kto inny, jak Lenin. Nieco później (w latach pięćdziesiątych) w sprzedaży pojawiały się bajki Andersena oraz książeczek z serii "Poczytaj mi mamo", które były wolne od propagandy, chociaż panowie cenzorzy z ulicy mysiej w Warszawie, trzymali łapy, na przysłowiowym pulsie, żeby nie przeciekała do Polski "wroga propaganda" z Zachodu.

    Przepraszam za moje, mało związane z tematem wspomnienia, ale chcę uświadomić młodemu pokoleniu, że ciemne strony minionego systemu dotyczyły także szeroko pojętej kultury. Na szczęście mamy to za sobą.

    Droga Wiolu. Wspaniały artykuł. Wiele w nim głębokich przemyśleń, które ja stary człowiek biorę sobie do serca.

    Pozdrawiam serdecznie Ciebie i wszystkich Twoich Wielbicieli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję :)))
      Jak widać, w każdych czasach jest literatura i jest "literatura". I tak już chyba będzie. Ale dziś przynajmniej jest wybór :)

      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  3. jest taki zalew książek, że ciężko dobrać coś wartościowego..

    I eM tu spotykam.... :), kolorowo... kolorowego tygodnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jak eM poleca, to się człowiek nie zawiedzie, prawda, Alis? :)))

      Usuń
  4. oj, rozumiem Twój ból, ja wymiękłam przy książeczce od teściowej o szczeniakach m.in. robiących kupkę, na szczęście mąż ją chyba dyskretnie usunął z księgozbioru...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz moda na książeczki o robieniu kupki ;)

      Usuń
  5. Jak zwykle prawdę piszesz siostro imienniczko.Ja nie mam komu czytać ale mam w domu mocno zdezolowaną książkę z dawnych lat ,,Kolorowy świat,, się nazywała.Tam były tylko takie wartościowe wiersze i czytanki dla dzieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale Wiolina, Ty nie marnuj się, bo jest pełno miejsc, gdzie możesz dzieciom czytać :) Serio mówię! Jeśli tylko chcesz, bo nie każdy ma do tego melodię ;) Musiałam to napisać, CPCD przeze mnie ciągle przemawia, drugie ja znaczy ;)

      Usuń
  6. Ej, czy Ty najeżdżasz mi na Basię, ej? TĘ Basię? Rany julek. Aksjomaty mi runęły. Toż Basia bywa całkiem niepoprawna.

    Ale ja jestem zamierzony czytelnik naiwny dzieła sztuki ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to mówią, jest prawda życia i prawda ekranu, Zamierzony Naiwny Czytelniku ;) I jeszcze co prawda, to prawda. Albo co to jest prawda? Czy tam, że każdy ma swoją prawdę lub każda prawda ma dwie strony medalu - tu już popłynęłam. Słowem: luz. No i sloł ;) Bo Basia ma w sobie wszystko to właśnie. I to mówiłam ja. Nie prezes Jarząbek ;) Subiektywnie do bólu :) Zębów. Przy czytaniu. Uuu. Ale i tak mnie śmieszy.

      Usuń
  7. Zrozumiałam, czemu nie lubię czytać Ani :-) Notabene historyjka o cieście Klary należy do jej ulubionych ;-) Ostatnio zaś kilka razy pod rząd musiałam przeżywać z nią, jak Franek zrobił siusiu na podłogę i trafił dopiero jak Basia przyniosła mu stołeczek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Ale swoją drogą to jednak chyba coś w tych książeczkach jest, że dzieci chcą ich słuchać. Ale czytanie im nie powinno być dla nas mordęgą, bo one to widzą, a przecież powinny się nauczyć, że książki to wielka przyjemność, nie przykry obowiązek :) Stołeczek. Genialne ;)

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.