poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Faszerowane pieczarki na grilla albo slow life całą gębą

...z cyklu "Gotuję sobie"


U nas to jest tak: gotować nikomu za bardzo się nie chce. Ale skoro dzieci tyle, trzeba. Taka bieda ;) Wyrodna matka, jeszcze bardziej wyrodny ojciec. Slow life pełną gębą! Mimo wszystko jeść się chce. No i ten rodzicielski obowiązek... ;)


Sobota rano.

Ona
Idzie pracować w odosobnieniu, zatem uroczyście ceduje. Obowiązki. Taki wstęp do niedzielnego obiadu.
Weź no, kup coś na obiad na jutro.

On
Ale co?

Ona
No jak - co? Coś na szybko. Ale żeby nie fast food. Żeby nie było.

On
A.

Przywozi pieczarki wielkie, jakby je w Czarnobylu wyprodukowali, na grilla niby. Okej.

 
Tylko że pieczarki smaku nie mają, więc mus czymś je wypełnić.
Niedzielna pielgrzymka do sklepu murowana. I owocna. A także rodzinna.
Nienawidzę zakupów w niedzielę. Unikam. Mam wyrzuty i wstyd mi patrzeć w oczy ludziom pracującym, kiedy ja z rodziną uśmiechniętą po sklepie pomykam.
Ale czasem tak wyjdzie.
Gdy idąc do pracy, nie mam siły na szczegółowe dyspozycje i zdam się na Jego wenę. Bywa.
A zatem pielgrzymka tak oto była owocna:


I jeszcze tak:


A dalej już polecę pismem obrazkowym, pozwólcie, wszak upał, wszak "po godzinach", wszak weny powoli już brak ;)


Papryka czerwona - sztuk jeden. Albo jedna ;)


Pietrucha zielona - niepoliczalna ;) Dużo.


Dymka ze szczypiorem - ile podniebienie zniesie :)
A co sobie będę żałować, jak mi się kojarzy z boginią bogiń, Nigellą niejaką Lawson ;), która nożyczkami ją z upodobaniem tnie wprost do garnka, co i mnie się marzy, że niby taka sama ze mnie bogini, eh.




A skojarzenia moje pochodzą jeszcze z czasów, gdy weekend był weekendem, to jest sprzed dziecięcia najmłodszego, gdy spało się w sobotę do dziesiątej, a potem się wstawało, tv na program z Nigellą odpalało i z kawką oraz śniadankiem na kanapie na godzinę zalegało.
Było, minęło - się mówi i żyje się dalej. W sobotę pracując, obowiązki cedując ;)


Sól i pieprz ziołowy. I nic więcej. To jest minimalizm przyprawowy w kuchni ;)
Że się tak wyrażę. Ekhem. Bardziej smak składników niż przypraw czuć. Ot co.


MiĘszam ;) Albo nawet i miEszam - do wyboru. Ładnie? E, nie bardzo.
Ale jak mus, to mus, w końcu to farsz.


Umyte. Nóżki wycięte. I zamrożone. Na zaś. Takie coś posolić przed wypełnieniem warto ;)


Farszu starczyło na osiem sztuk, reszta kapeluszy dołączyła do nóżek.
Pozostałe do pieca na jakieś czterdzieści minut w 180 stopniach.


Taka fantazja ułańska, jakby jeszcze warzyw na ten obiad było mało :) Sałata - uwielbiam.


Oczywiście z winegretem, który u mnie robi się tak: olej rzepakowy, ocet winny, troszkę cukru, troszkę soli, troszkę ziołowego pieprzu i taką samą troszkę (albo troszkę więcej) suszonej bazylii. I już. Czasem, jak mnie najdzie, biorę francuską musztardę i miód, mieszam, rozcieńczam olejem i takim czymś zalewam.
Ale nie tym razem.


Wyszło po dwa kapelusze na głowę (nie licząc dziecięcia, bo tym razem dla niego słoiczkowy fast food, raczej nie daję dwulatkowi pieczarek ;)

Ryż ciemny i jasny, do wyboru, tu miks, bo to resztki, a fotka ostatnim przebłyskiem głodnego umysłu pstryknięta, bo reszta talerzy już się w tym momencie do pstrykania nie nadawała. Cokolwiek nadżarta była.

18 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Lubię takie połączenie papryki zapiekanej z fetą. Kojarzy mi się wakacyjnie :) Smacznego, Kochana :)))

      Usuń
  2. Pięknie to Ci wyszło:) jak spotkam takie duże kupię i zrobię dla mnie w wersji Twojej a dla męża dorzucę jakiejś szynki . Sosy do sałaty robię podobnie czasem jak w sałatce są truskawki czy arbuz to dolewam jeszcze troszkę soku malinowego :) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajny pomysł z owocami do sałaty! Dla mnie odkrywczy, więc bardzo wielkie dzięki, że się podzieliłaś :)))

      Usuń
  3. Takie proste potrawy sa najfajniejsze... I pomyslec, ze ja kiedys lubowalam sie w wykwintnym gotowaniu... Dzien gotowania, na 15 minut jedzenia ... Z czasem mi przeszlo, wiec to juz od dawna tylko wspomnienia :) Teraz kocham proste potrawy i tylko zwracam uwage na jakosc produktow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwintesencja: dzień gotowania, 15 minut jedzenia. O ile dla kogoś nie jest to sposób na relaks. Dla mnie jest tylko czasem, rzadko. Ale niektórzy tak odpoczywają :) Masz rację - proste potrawy są najsmaczniejsze, bo jeśli z dobrych produktów (nie z takich, jak moje, supermarketowe), to naprawdę szkoda tracić ich wspaniały smak na rzecz pseudowykwintności. Wydaje mi się, że prawdziwie wykwintne są właśnie te proste. Serdeczności ślę! :)))

      Usuń
  4. w sumie się narobiłaś dziewczyno i jeszcze ten włączony piecyk:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ola, przyznam Ci się, że to sprawa dość odległa w czasie, trochę się fotki przeleżały w archiwum z braku czasu :( Nie było wtedy upałów ;) Ale roboty trochę było, fakt.

      Usuń
  5. Wioletko inspiracjo moja! Mi ostatnio z mięsem jakoś nie po drodze a tu u Ciebie takie rarytasy,pycha po prostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiolino, miodzie Ty mój na serce! Nam też z mięsem tego lata nie po drodze, upały nie sprzyjają - jak pomyślę, że mam wieźć w gorącym samochodzie surowe, to rezygnuję. Kto wie, co bym dowiozła :) Więc...

      Usuń
  6. ja bym się wprosiła, i nawet fotostory jest

    dopuszczam możliwość wrzucenia wszystkiego razem do jakiejś miski żaro..., że niby zapiekanka (:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ zapraszam Cię, Alis, dosłownie i w przenośni. Pomysł z miską żaro... - dobry! Bardzo dobry nawet :) Dzięki!

      Usuń
  7. To Ty pracowita jesteś:) Ja też ostatnio dostałam pieczarki do faszerowania, to tylko ryż ugotowałam, z pesto zmieszałam i serem posypałam. Dzięki ryżowi w środku a nie obok dużo farszu wyszło :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pracowita. DZIĘKI! A zatem mam to na piśmie :) I niech ktoś... kiedyś... coś... - że nie. Fajny pomysł na farsz - poczęstuję się chętnie!

      Usuń
  8. Wiesz co? Dawno mnie tu nie było - przyjemnie wrócić. I to akurat do kuchni wróciłam, co w sumie pasuje, bo jak odwiedzam znajome / ciotki / babki / matki to najbardziej lubię u nich w kuchni siedzieć. Nawet jak nic nie jest gotowane i tylko przy herbacie siedzimy:).

    A przepisem koniecznie się zainspiruję, ale paprykę czymś zamienię, bo tam mi średnio podchodzi.... Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta - mnie jeszcze przyjemniej Cię tu widzieć :) Ale rozumiem, że byłaś zajęta przy promocji "Kiki" :) - prawda? Jest super! Lubię Twoje pisanie, Twój styl. Ściskam serdecznie!

      Usuń
    2. Ooo... Ale ekstra to słyszeć :). Dzięki!

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.