sobota, 22 sierpnia 2015

Post scriptum

...z cyklu "Dyrdymałki"

 

Zimno było. Ale to stare czasy. Wspominam, bo bardzo chcę wrócić


Jeszcze o poradach i poradnikach. Krótko. By była jasność. Piszecie, Kochani, w komentarzach, że poradniki w sumie są okej, ale guru już nie. Że o gotowaniu, sprzątaniu, pieniądzach i ogrodach - tak. O naprawianiu cudzej psychiki - nie. A ja dodam słowami przysłowia: "Wszystko można, co nie można, byle wolno i z ostrożna". Oraz kulturalnie. Tyle.


Chętnie czytam o minimalizmie (nawet jeśli niekiedy z piszącym polemizuję, przecież mi wolno), o oszczędzaniu (ciągle szukam nowych możliwości - z konieczności), o porządkowaniu przestrzeni i życia (wciąż podczytuję na wyrywki podarowane mi książki Loreau), o gotowaniu (nie umiem, nie umiem, a muszEM!), o wielu innych sprawach - bo zawsze warto poznać inny punkt widzenia.

Nie jest więc tak, że ja nie cenię poradników i radzących. Cenię. Nie godzę się jedynie z sytuacją, gdy ktoś dla pieniędzy i rozgłosu wyzywa ludzi z okładki, licząc, że nikt nie zwróci na to głośno uwagi, bo będzie się bał posądzenia o brak dystansu i świadomości, że to jedynie chwyt marketingowy.

Jeśli natomiast radzący pisze blog albo wydaje książkę, w której przedstawia własne doświadczenie, wyciąga z niego wnioski i dzieli się nimi z odbiorcą, by też mógł z cudzych błędów i sukcesów skorzystać (nawet za pieniądze, nic w tym złego) - jest super. Dlaczego? Bo piszący "przedstawia", "opowiada o sobie", "dzieli się" - nie poucza, nie obraża, nie narzuca. Nawet jeśli daje instrukcje, robi to tylko na bazie własnego doświadczenia, a nie przedstawia jako objawienie. Chodzi o pozycję, jaką chce zajmować wobec swojej publiczności. Podkreślam to, bo sama mam dwie zakładki, w których mądrzę się na temat bycia rodzicem i planowania domu. Wszystko to są jednak moje własne doświadczenia, a sprawy, o których piszę, to moje życie: od radzenia sobie z rozbitym kolankiem dwulatka po sposób oświetlenia sypialni. To przeżyłam, tego doświadczyłam, takie popełniłam błędy, tak je przemyślałam, takie znalazłam sposoby rozwiązania problemów, takie widzę plusy i minusy tych sposobów. Kwestia pozycji, w jakiej się ustawiam, wydaje mi się tu kluczowa. Mówię: tak to wygląda z tej i z tamtej strony - patrzcie, dopasowujcie do siebie, wybierajcie. Jeśli chcecie i czujecie taką potrzebę.

Podobnie postrzegam blogi, które sama odwiedzam, czytam oraz niekiedy komentuję. Więcej: zauważyłam, że wokół niektórych prowadzących próbują się grupować ich wyznawcy, ale! Ale ci prowadzący (chwała im za to!) błyskawicznie się od takich prób dystansują. Nie podejmują się niechcianej roli guru, w której niektórzy czytelnicy próbują ich obsadzić. O czym to świadczy? O klasie i świadomości autorów, ale też o tym, że jest w narodzie zapotrzebowanie na guru, na to, by nie podejmować trudu pójścia własną ścieżką, podążania za własną refleksją, lecz by czekać na gotowe recepty, na prowadzenie za rękę krok po kroku i na nieustanne konsultowanie każdego posunięcia z "pouczycielem". Którym człowiek ten najczęściej wcale nie chce być. Tak to widzę, takie mam wrażenie, czytając odpowiedzi autorów na "wyznawcze" komentarze. Ale właśnie na tej potrzebie żerują (w wielkiej liczbie) uzurpatorzy, którzy posuwają się do wzbudzania zainteresowania przy pomocy wyzwisk na okładce. I udaje im się to, niestety.

15 komentarzy:

  1. W sprawie potrzeby guru. Ja myślę trochę inaczej, wydaje mi się , że fajnie mieć guru, autorytet, nauczyciela - jak go zwał, tak zwał - kogoś, kto jest mistrzem, kogo warto "podglądać, a jest dobrze, gdy można czasem wprost zapytać. I nie musi to dowodzić, że idę na łatwiznę, bo chcę korzystać z cudzego, nie próbując sama. Czasem też warto oprzeć się na cudzym doświadczeniu, bo błąd, który możemy popełnić eksperymentując z życiem na własną rękę, może zbyt drogo kosztować. Z drugiej zaś strony warto też uczyć się na własnych błędach. No cóż, trzeba chyba mieć trochę intuicji, kiedy czego nam potrzeba. I mieć do siebie zaufanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi nam dokładnie o to samo. Różnice, o których wspominasz, wynikają chyba z tego, że słowo "guru" może być różnie rozumiane: Ty kładziesz akcent na doświadczenie i umiejętność dzielenia się nim, a mnie "guru" bardziej kojarzy się zapędami sekciarskimi (radykalizm sądów i niedopuszczanie możliwości rozmowy aż bije z książki, która jest przyczyną tych moich wywodów :). Ale słowa rzadko są jednoznaczne. Najważniejsze, że można się porozumieć :) Trafnie wyraziłaś moje odczucia, cieszę się, że mogę się z Tobą zgodzić, więc dzięki! Ściskam mocno!

      Usuń
    2. I ja się cieszę Wiolu, że choć co innego pod słowem się skryło, o to samo nam chodziło :)

      Usuń
  2. Zgadzam się z Twoimi spostrzeżeniami - trochę na tych zasadach prowadzę własny blog :). Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. To widać na Twoim blogu :) Dlatego masz tylu czytelników :)
      Serdeczności!

      Usuń
  3. Fajne spodenki i jakie nogi na zdjęciu:) . Co do poradników to jeszcze jakiś o tym jak gotować czy jak sprzątać mogę poczytać,ale jeśli już od dotyczy sfery psychiki człowieka,wychowania dziecka to ja podziękuję . Miłej i rodzinnej niedzieli:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, Kochana, jakże miło czytać takie rzeczy :) W końcu po to tę fotkę wrzuciłam ;) Z daleka i rozmazana, więc wiesz ;) Zresztą, z kim ja się tu będę porównywać - wystarczy spojrzeć na Twój profil :)))
      Już po niedzieli co prawda, ale dzięki! Była cudna, wyleżałam się za wszystkie czasy.

      Usuń
  4. Chodzi o partnerstwo blogowe, a nie o bycie guru, lubię moich czytelników, bo często są dla mnie inspiracją, wyciągają mnie z dołków, potrafią w punkt tak trafić, że od razu staję na baczność... Lubię poznawać, lubię ludzi, ich historie, opowieści, lubię się uczyć :) a wiadomo, zawsze lepiej od mądrzejszych :) i takich mam właśnie czytelników, to fajnie zbliża i lepiej mi myśleć o wzajemności, jako radzaju doświadczenia, wymiany myśli :)

    kiss moja miła

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idealnie to nazwałaś: partnerstwo blogowe. Jeśli się lubi ludzi, to oni odwdzięczają się tym samym :) Dlatego u Ciebie tak ciepło i gwarno. Co do "mądrzejszych" - być może wszyscy jesteśmy dla siebie mądrzejsi, bo każdy każdemu może coś dać, czymś się podzielić.
      Całuję Cię!

      Usuń
  5. Bo właśnie tak jest to co przeżyliśmy dostarcza nam doświadczeń,fajnie jak ktoś z nich skorzysta,ale robieni z siebie znawcy raczej nie wskazane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tak jest :) A z Twoich doświadczeń fajnie się korzysta, bo są "na trzeźwo", bez zbędnej emfazy opisane. Jak kubeł zimnej wody czasami :) I w punkt :)

      Usuń
  6. Podpisuję się pod tą i poprzednią notką nogami i rękami, a w porywach nawet uszami ;)
    Fajnie mieć autorytety, ale nie jest dobrze przyjmować ich wypowiedzi bezkrytycznie. A już totalnie niebezpiecznie jest mieć jednego guru, którego się potem przypina do każdej dziedziny życia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja podpisuję się tym wszystkim, co Ty, pod Twoim komentarzem. Jak się człowiek zapędzi, albo i zapomni, to łatwo doprowadzi do stanu, że sam kroku nie zrobi. Radzenie się innych wynika z braku przekonania o własnej nieomylności, ale nie jest uzależnieniem od guru. Ot co. Pozdrawiam Cię!

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.