wtorek, 4 sierpnia 2015

Sernik Pawła Małeckiego

...z cyklu "Gotuję sobie"


Dzień Sernika był. Nawet międzynarodowy podobno :) To taki sobie upiekłam. Ale przypadkiem, bo o DS dowiedziałam się po fakcie. A upiekłam, bo mi się zachciało. Po prawdzie to miał być na urodziny, jednak sił i czasu zabrakło, więc powstał dwa dni po. A co!

 


Według przepisu Pawła Małeckiego, na kruchym cieście, którego nie trzeba schładzać, wystarczy dwie i pół szklanki mąki, szklankę cukru pudru i łyżeczkę proszku do pieczenia z masłem (u mnie z margaryną, bo  mniej tłusta i nie wycieka z blachy) posiekać, wbić dwa jajka i szybko zagnieść. Potem rozłożyć na blasze i zabrać się za przygotowanie sera.

Sera kupiłam podwójnie (tak samo jak i ciasto zrobiłam z podwójnej porcji), ale dodatków użyłam pojedynczo. No bo widział kto, żeby do dwóch kilogramów twarogu wbijać dwadzieścia żółtek, a potem jeszcze ubijać pianę z dwudziestu białek? A tyle poleca pan Małecki. To znaczy on poleca dziesięć, ale na kilo sera, nie na dwa, więc logicznie by było do dwóch dodać wszystkiego podwójnie. No ale bez przesady.

Przepis na ser jest rewelacyjny. Jeszcze nigdy tak nie robiłam i jeszcze nigdy mi taki puszysty sernik nie wyszedł. A ten tak, i to mimo mojego oszukaństwa ;) A zatem dwa kilo twarogu zmielonego umieściłam w sporym garnku. W drugim zmiksowałam na białą masę z dwiema szklankami cukru dziesięć żółtek (zamiast dwudziestu). Potem tę masę wlałam do sera i wymieszałam. Potem zamiast dwóch torebek cukru waniliowego wlałam jedną buteleczkę olejku. Cukru nie miałam. Potem zamiast szklanki mąki ziemniaczanej nie dałam nic. Bo nie miałam mąki, co się okazało, gdy sięgnęłam do kartonu z różnymi takimi do pieczenia. Zawsze była, w nadmiarze była, ale nie tym razem ;) No więc nic. Ale nic to. Potem jeszcze nie dałam rodzynek ani żadnych innych bakalii, co także radzi pan Paweł, ale ja także akurat nie miałam, gdyż małżonek był uprzejmy zjeść je z waniliowymi lodami, bowiem (odwrotnie niż ja) uważa on, że lody bez bakalii to nie są żadne lody, chyba że akurat nie ma bakalii, to wtedy tak, owszem, okazuje się, że jednak lody bez bakalii są lodami i dadzą się jeść. Ale nie w sytuacji, gdy bakalie są w domu, bo wtedy... Ubiłam sztywną pianę z dziesięciu białek i władowałam do tej serowej masy, po czym delikatnie wszystko wymieszałam, co nie trwało najkrócej, gdyż piana z dziesięciu białek to naprawdę całkiem spora rzecz, a chodzi o to, by nie oklapła w tym serze, tylko go spulchniła.

A potem wsadziłam do pieca nagrzanego do 190 stopni, ale nie włączałam termoobiegu. Gdybym to zrobiła, temperatura musiałaby wynosić o dziesięć stopni mniej. Jednak zrezygnowałam z gorącego powiewu, gdyż przez godzinę spaliłby mi on wierzch sera, którego nie chciałam przykrywać pergaminem w połowie pieczenia, gdyż ten pergamin lubi się mimo wszystko przykleić, a poza tym otwieranie piekarnika w trakcie pieczenia sernika to jest horrendalna głupota, gdyż ten sernik natychmiast opada i żadna siła go już nie podniesie. I tak przez godzinę go piekłam, tylko dwadzieścia minut przed końcem wyłączyłam górną grzałkę.


Wyrósł tak, że chciał uciec z dużej blachy, nawet popękał, ale jak dla mnie to jest malownicze i apetyczne, choć pewnie niektórzy twierdzą, że nieestetyczne i świadczy o ignorancji cukierniczej, ale trudno, to nie mój problem ;)

Stygł w lekko uchylonym piekarniku, i to bardzo długo, bo aż do rana (a piekł się wieczorem), więc opadł naprawdę tylko troszeczkę, wskutek czego na krawędziach fajnie się pofałdował. Fajnie moim zdaniem. Zdaniem cukierniczego ignoranta. Albo ignorantki. Niech będzie.

Mówię Wam, nigdy nie jadłam tak puszystego sernika, chociaż pewnie gdybym dała tych jajek dwa razy tyle, byłby puszysty dwa razy bardziej. Ale co ja tam wiem o sernikach, jak wcale piec nie potrafię ;) Więc jeśli nie jadłam takiego puszystego, to pewnie dlatego. A śniadanie było bardzo, bardzo... Plus kawa.

Pozdrawiam!

12 komentarzy:

  1. i to jest prawdziwy sernik - czyli ser i jajka ;) żadnych budyni! :D budyniom mówimy nie! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Budyniowym skrytożercom mówimy: Nie!

      Usuń
  2. O Ty kusicielko wiesz jak ja lubię serniki to najlepsze ciasta dla mnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem ;) A mnie naszło, bo też lubię :) Chociaż dla mnie najlepsze są drożdżowe i czekoladowe.

      Usuń
  3. No popatrz, a ja słyszałam o dniu arbuza :-) o serniku Małeckiego nie słyszałam w zyciu!!! Ale skoro tak zachwalasz, to zapisuję pomysł na swój twardy dysk :-) pozdrowionka!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, dzień arbuza, tak, koniecznie! Jeden z symboli lata :) A sernik bardzo szybki - jak na sernik :) Serdeczności!

      Usuń
  4. smacznego

    wiesz, mój przepis na sernik w orygnale też miał 10 jaj, ale zmniejszyłam tę ilość, bo jednak my wolimy ser bardziej serowy niż jajeczny, a to jednak czuć i zamiast mąki ziemniaczanej daję miks bezglutenowy do słodkich wypieków i to raczej jakieś dwie-trzy łyżki :)

    no to pomądrzyłam się i idę

    bo mi narobiłaś smaku, a mam ten zimny w lodówce, więc "mus" go zjeść :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, jak mnie ten Twój kusi? Zaraz zrobię, jak się tylko z robotą uporam. Bo na zimno uwielbiam. A po Twoim już pewnie tylko wspomnienie, co? :))

      Usuń
    2. Tak, już się domagają kolejnego :)

      Usuń
    3. No i co poradzić? Robić trzeba :)

      Usuń
  5. Ha ha, to ci dopiero sernik mistrza Małeckiego ;-) naniosę poprawki w swojej książce, żeby na pewno wyszedł puszysty jak już kiedyś go upiekę. Swoją drogą, że mój mąż nie wiedział o dniu sernika i się nie domagał to niepojęte...Moje szczęście, bo w upał najwyżej bym na zimno zrobiła, a to nie to samo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, poprawki koniecznie trzeba nanieść. Ja w swojej też muszę, bo zawsze wydaje mi się, że zapamiętam, a potem w amoku zapomnę i robię mechanicznie, a efekty są marne :) Mężowi nie przypominaj, bo nie odżałuje ;) Mój piekł się jeszcze między jednymi a drugimi upałami, więc dało się żyć. Dziś upieklibyśmy się razem z nim ;)

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.