niedziela, 6 września 2015

Pułapka uważności?

...z cyklu "Uroda życia" albo "Dyrdymałki"


Nasza "przydomowa" spacerownia :)


Promocja uważności. Uważność święci triumfy. Uważność jako temat znakomicie się sprzedaje. Zainteresowanie uważnością wydaje się sięgać zenitu.


Popatrz w niebo. Kontempluj kształt jabłka. Wsłuchaj się w szum liści. Poczuj opuszkami palców chropowatość zadrukowanych kartek książki. Wystaw twarz ku ciepłym promieniom słońca. Pozwól wiatrowi rozwiać włosy. Weź głęboki oddech, niech balsamiczne powietrze lasu wypełni cię do głębi i przyprawi o zawrót głowy.
Co by tu jeszcze...? A, tak. Filozofia kubka z kawą. Albo z herbatą. Miękka kanapa, pół godziny dla siebie, odpoczynek.
Kilka minut dobrych wspomnień, czas na marzenia i plany.

Co jednak z naszą uważnością w chwilach, które chcielibyśmy, by jak najszybciej przeminęły? W chwilach głębokiego lęku, fizycznego bólu podczas ciężkiej choroby, w rozpaczy?

I takie doświadczenia bywają naszym udziałem. Koncentrowanie się na nich niektórzy nazwaliby masochizmem, inni powiedzieliby o świadomym przeżywaniu cierpienia. Ale czy taki do nich stosunek nie groziłby zatraceniem się w bólu?

Również takie pytania rodzą się w moich myślach, kiedy - zdarza się - piszę o uważności. Ponieważ prawdą jest, że to pojęcie, utożsamiane często z filozofią slow life, bywa niepokojąco zawężane. Takie jego odczytywanie w efekcie, zamiast pomóc nadać własnemu byciu w świecie trochę lepszy kierunek, znacząco nas ogranicza i zubaża.

Na pytanie o uważność w cierpieniu nie potrafię znaleźć odpowiedzi. Światłe rady de Mello, by oderwać się od własnego bólu i - w dużym uproszczeniu - "stanąć obok", słabo do mnie przemawiają. Bardziej byłam skłonna w nie wierzyć dwadzieścia pięć lat temu, gdy z zapałem neofity zaczytywałam się "Przebudzeniem". Naiwnie wierzyłam, że cierpienie jest wtedy, kiedy boli ząb albo głowa. Tak, przez godzinę lub dwie można zająć się zabawą w "wychodzenie z siebie" i "stawanie obok" swego fizycznego bólu. Śmieszne. Choć dobre jako sposób na zabicie czasu, gdy ząb - albo głowa - boli. Nie miałabym jednak odwagi powiedzieć tego ludziom cierpiącym permanentnie i bez nadziei na to, że ból kiedykolwiek ustąpi.

Co z uważnością w takiej sytuacji? Co ze świadomym byciem tu i teraz?

12 komentarzy:

  1. Moja mama cierpiała bardzo,ale ona nie narzekała była ponad to a choroba trwała 6długich lat....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To naprawdę coś wielkiego - cierpieć taki ból i nie okazywać tego. Twoja Mama była wielka, Agnieszka. Mało kto potrafi cierpieć w milczeniu.
      Ściskam Cię mocno :)

      Usuń
  2. Mnie się wydaje, że choć prawdziwa uważność to przyglądanie się każdemu stanowi, także cierpieniu, to ona nadaje się lepiej do innych spraw. Do zatrzymania się w pędzie. Do refleksji nad tym, o co nam w życiu chodzi. Do spotkania się ze samym sobą. Do poczucia wdzięczności. Na ból, o którym piszesz, nie pomoże, ale może pomóc ułożyć relacje z bliskimi w trudnym czasie choroby. Też wiele lat temu ekscytowałam się deMello, ale trochę boję się wrócić po latach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie się wydaje, że Tobie się bardzo dobrze wydaje :) Podpisać bym się pod Twoimi słowami mogła bez wahania. De Mello po latach - nie straszy, jak się go przegląda. Ale można spostrzec, jak wiele otwartych przez niego drzwi teraz się wyważa w temacie slow life'u, minimalizmu, uważności itp. Tylko kto by go wtedy słuchał i poważał, jak po latach komuny nikt nic nie miał, a ci, co mieli, mieli od niedawna ;) Dziś zrobiłby furorę ;)

      Usuń
  3. A może należałoby spojrzeć na uważność w cierpieniu od zewnątrz; uważność tych, którzy są obok i przechodzą obojętnie lub tego bólu w człowieku nie dostrzegają lub nie chcą dostrzec. A uważność to przecież również wrażliwość, bo bez niej nie da się dostrzec wielu drobnych rzeczy. Szczegółów, które nawet w cierpieniu potrafią przynieść coś dobrego i choć przez chwilę - radosnego.
    A w chwilach trudnych, których nie chcemy zatrzymywać, uważność też jest potrzebna, bo bez niej możemy przeoczyć coś lub kogoś, kto staje na naszej drodze życia w pewnym celu. Posłany. Po coś.
    Trudny temat podjęłaś, kochana, na początek nowego tygodnia... Trudny, ale skłaniający do myślenia.
    Przytulam!
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zwykle mądrze mówisz :) I dotykasz tematu, który nie daje mi spokoju już od dawna - fajnie umieć być tu i teraz, cieszyć się tym, co jest, świadomie przeżywać życie, odczuwać drobne przyjemności, ale tak naprawdę jest w tym ryzyko egocentryzmu. W ten sposób, pragnąc oderwać się od nadmiaru bodźców, kierując ku kontemplacji, można odizolować się od tego, co ważne, najważniejsze - od cierpienia drugiego człowieka. Wiadomo, świata się nie zbawi i nie można się tym zadręczać, ale warto w pojęcie uważności wpisać perspektywę "do zewnątrz", z pominięciem nasze wewnętrznej histerii na własny temat.
      Ty, Kochana, telepatycznie chyba wyczuwasz, o co mi chodzi :)))
      Uściski!
      Wiola

      Usuń
  4. Kochana imienniczko temat który podjęłaś jest jak zwykle trafiony.Uwierz mi wiem o czym piszę z autopsji niestety.W najgorszej beznadziei bytu kiedy już uporamy się ze swoimi demonami to ta uważność jest w nas jeszcze bardziej wyostrzona.W niemocy ciała,doceniamy właśnie takie rzeczy jakich zdrowy człowiek na codzień nie zauważa typu uśmiech kogoś,dobre zwykłe słowo,celebracja chwili która nie jest bólem...Przyjaciół którzy (mimo wszystko trwają obok).Może kiedyś dokładnie to opiszę.Dzięki za poruszenie tematu.Uściski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisz, Wiolino, dziel się. Jak Cię znam, pomoże to innym, a pewnie trochę i Tobie. Że wypisanie się albo wygadanie pomaga, to nie mój pomysł, oczywiście. Ale czekam na Ciebie, bo to, co już tu napisałaś, wiele odkrywa - człowiek doświadczony bardziej ceni życie i lepiej dostrzega jego najdrobniejsze szczegóły, zwłaszcza te dobre. Całuję Cię mocno! Pisz!

      Usuń
  5. trudno mi coś napisać......

    OdpowiedzUsuń
  6. Wydaje mi się ,że uważność i bycie tu i teraz właśnie w cierpieniu są najtrudniejsze, ale i najważniejsze. Jakie to proste poczuć ciepło słońca na twarzy, gdy jesteśmy szczęśliwi, wolni od bólu. Poczuć tę energię wtedy, gdy całym sobą skupiamy się na swoim cierpieniu, to wyzwanie. A może właśnie taka chwila pozwoliłaby nam na ten moment oderwać się od bólu? I można by wtedy pozostać w sobie?

    Serdeczności ślę deszczowe :) Wreszcie pada :) I jest zimno. Czyż nie tego chcieliśmy jeszcze niedawno?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, chcieliśmy zimna, to i mamy :)
      Masz rację, Beatka, w cierpieniu można się zapaść, przestać dostrzegać cokolwiek. Nie wiem... z żalu, z buntu, z upokorzenia... A może zwyczajnie, z powodu przytłaczającej fizyczności. Chwila oderwania i spojrzenia w słońce? Ja nie umiem. Dlatego uważam za wielkich bohaterów ludzi, którzy to potrafią.

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.