czwartek, 29 października 2015

Mix targowy

...z cyklu "Dyrdymałki"

 


Olszewski, Dymna, Sykat. Bralczyk, Ogórek, Drzyzga. Knabit, Cejrowski, Varga. Franzen, Bieńczyk, Lis. Kaczkowski, Makłowicz, Lipska. I poeta rozmawia z filozofem. Na parkingu przed głównym wejściem. Zagajewski, Boniecki, ja. Nie no, bez przesady. Ja z boku. Ja w szoku. Małżonek przy parkomacie. Słucham. Bo trudno nie słyszeć z odległości pół metra, gdzie stanęli. Zatem wrosłam w ziemię i się napawam. Śmiejecie się? Nie szkodzi. Prowincja tak ma. A prowincja to ja. Co wzroku nie spuszcza ze Stasiuka, bo przystojny nie tylko na obrazku. Na żywo nawet bardziej. "Napatrz się, kochanie, napatrz. W domu tego nie masz". To się napatrzam. Chociaż w domu mam. Jeszcze jak mam.


Pojechałam z listą. Że czego to ja nie kupię. I tu, Szanowni Państwo, wyobraźcie sobie śmiech mój diaboliczny, szyderczy i zły. Głośny. Z okrawanej od tygodni listy mam to i tylko to:



Łowczynią autografów nie jestem, ale chętnie zamienię dwa słowa, jeśli jest ku temu okazja. Była. Zamieniłam. Kupiłam.

Z nagabywania ludzi o zdjęcia też już wyrosłam. Może dlatego, że uzbierałam sporą kolekcję, na którą teraz patrzę z lekkim zażenowaniem. I tłumaczy mnie chyba tylko oświatowa mania zbierania kwitów na dowód własnej chlubnej działalności, a wiadomo, że nic lepiej nie promuje szkoły, jak dedykowany jej autograf celebryty i fota. Każdego to kręci. Rodziców uczniów także, może ich najbardziej. Było. Minęło.

A mix z początku tego wpisu to sen wariata jakiś jest. Co niektórzy z tych ludzi oferowali - trudno zgadnąć. Bo wiecie, że największe kolejki stały do Ewy Drzyzgi i Cejrowskiego? Wiecie. Z telewizji. No właśnie.

Anna Dymna - chapeau bas. Za godność, z jaką znosiła to, co jej zafundowano. Chcielibyście czytać na zatłoczonym dworcu, wśród biegających tam i z powrotem podróżnych, przy akompaniamencie głośnych rozmów i odgłosów handlu?

Cóż. Towarem na tych targach była książka, ale to jedyna różnica. Na targu, jak to na targu. Hałas, zaduch, tłok i praktycznie brak możliwości bliższego zapoznania się z ofertą. Rzeka ludzi, poszturchiwanie, przepychanie. Gdzie te książki? O autorach nie wspominając.

Po dwóch godzinach wymiękłam i uciekłam.

Nic nie szkodzi? Tak całkiem nic to nie. Coś jednak szkodzi. Szkodzi, bo odbijaliśmy się od cen na kolejnych stoiskach. Lipska - 40. Zagajewski - 40. Franzen - 40. A ostatniego chciałabym przemnożyć przez trzy. I tak dalej.

Ja nie mówię, że to powinno mniej kosztować. Nie powinno. Ja się zastanawiam nad czymś zupełnie innym. Czas skończyć z misyjnym nieudacznictwem i przerzucić się na handel pietruszką. Może wtedy będzie mnie stać na kulturę. Oraz na paliwo, żeby do niej dojechać. Serio mówię.

32 komentarze:

  1. Wiolu , podobno z książki, która kosztuje 40 zł autor dostaje 3 zł. Podobnie jest z pietruszką - jeśli kilo kosztuje 4 zł, to pietruszkowy producent dostaje 30 gr. Dlatego podejrzewam, że ci którzy handlują książkami akurat mają i na książki i na pietruszkę w dowolnych ilościach. Ale, .... może się mylę.

    Nie trać wiary Kochana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He, he, Beatko, jaka z Ciebie optymistka :) Wiadomo, że na wszystkim najwięcej zarabia pośrednik. Wiary nie tracę. Jeszcze. Chociaż już tak długo żyję... Jak się ktoś nieudacznikiem urodził, to nieudacznikiem umrze. Ale czy to ma jakieś znaczenie?
      Uściski ślę :)

      Usuń
    2. ale jest jeszcze bookrage.
      tam autor dostaje TYLE ile zadecyduje o tym kupujący.

      Usuń
    3. Jakim nieudacznikiem, Wiolu !!!

      Dziś mam spotkanie w mojej babskiej grupie mocy i na warsztacie będzie temat " Moje dary dla świata". Z pozoru trudne, dla tych z robuchanym wewnętrznym krytykiem - patrz ja, ale , już jakiś czas zastanawiam i coraz więcej mi przychodzi do głowy. A więc, Wilou, Twoje dary dla świata! Ja już wiele widzę, a przecież prawie się nie znamy ;-)

      Veronico, nie słyszałam o bookrage, ale wydaje się przednim pomysłem. Na przykład w rękodziele, które czasem staje się moim udziałem, też by się sprawdziło.

      Serdeczności posyłam,
      BB

      Usuń
    4. Beatko, jesteś niezastąpiona, wiesz? :)))
      Właściciele Bookrage'a starannie dobierają pozycje, które mają szansę dobrze się sprzedać. I ograniczają czas dostępności. To jest starannie przemyślana strategia marketingowa, oferta dostępna dla nielicznych autorów :) I w sumie niewielki wybór książek. Kupowanych w ciemno. Niby fajnie, ale coś nie gra.

      Usuń
  2. Twoje potargowe "dyrdymałki" bardzo dobrze rozumiem. W zeszłym roku przeszłam przez podobną przeprawę...Na szczęście spotkałam znajomą i było raźniej... A rytuał kupowania książek we mnie zakorzeniony też wymaga zgoła innej atmosfery...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się. Atmosfery księgarni, nie jarmarku :)

      Usuń
  3. Wiele w tym prawdy. Na targu, właśnie jak na targu - gwar, wrzask i wszystko inne.
    Pieniądz przedkłada się nad wszystko.
    Za tydzień spacerem wybieram się na targi katowickie, bo mam dosłownie z mojej górki. Są mniejsze niż te krakowskie. Zobaczymy co w tym roku, bo 3 lata temu to była pomyłka.

    P.S.
    Moja córka na drugie imię ma Viola :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ściskam Violę :)
      Jak Ci fajnie, że możesz spacerem. Też bym tak chciała :) Zrobisz relację? Zrób.

      Usuń
    2. Viola śle całusa :)
      Zrobię relację chętnie.

      Usuń
  4. Oj, rozgoryczona jesteś...
    Bardzo nie lubię klimatów targowych, handlowych, choć nie bywam raczej, bo za daleko. Tak żeby wejść i wyjść to się faktycznie nie opłaca... Ceny najlepsze na aros.pl ;-) ale bez tych kilku słów i autografu :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę tak :) Aros tak. Mają najtańszą wysyłkę do Ruchu. I z tą opłatą wychodzi taniej niż w Empiku lub Matrasie bez niej. Ale chciałoby się obkupić na imprezie, klimatu trochę poczuć... Nic z tego. Nie dla... Bo w sumie to czuję się jak zbity pies.
      A wiesz, że było tam całkiem sporo ludzi z dziećmi w wózkach? To znaczy wózki były puste, a dzieci płakały na rękach :)

      Usuń
  5. Cena literatury też mnie boli niestety,a szczególnie takiej co to poczytam i upchnę gdzieś na lata,Więc zostaje mi wymiana międzykoleżankowa.Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, i biblioteki też przecież są. Ale między "nie muszę" a "nie mogę" jest różnica. Jednak :) Całuję!

      Usuń
  6. Zazdroszczę kochana tych wszystkich co widziałaś:) . Książki są drogie,ale jak chcę coś mieć dla siebie i przeczytać to kupię:) . Mój mąż z firmy dostaje co pół roku 200zł do Emipku to kupuje książki:) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He, he, zastanawiam się, czy to Twój mąż kupuje te książki, czy Tobie kupon oddaje? :)

      Usuń
  7. Ach zapomniałam no i wszyscy Ci co mnie znają wiedzą,że czytam to nie mają problemu z prezentem dla mnie i właśnie tą drogą dostaję jeszcze kilka książek w ciągu roku . Wczoraj siostra dała mi Miasto ślepców Jose Saramago. Ślę moc uścisków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To kiedy dokładnie masz urodziny? :)

      Usuń
    2. Ja mam 7 luty:) jestem zimową panią:) a ty słonko?

      Usuń
  8. na sliskie scieżki wkraczamy,

    u nas mówią: do biblioteki, tyle książek tam jest!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, nigdy nie jeździłam na takie imprezy, bo zawsze uważałam, że do książek, które mnie interesują, i tak dotrę - choćby w bibliotece - o czym piszesz :) Ale zawsze mnie ciągnęło. Tylko szkoda, że nie można kupić wszystkiego, co by się chciało, i z egzemplarzem w dłoni móc porozmawiać z autorem. Bo bez książki do podpisu to nie ma po co podchodzić i czasu zabierać tym, co kupili. Takie życie. Ale to są dyrdymałki i utyskiwania sytego człowieka. Ludzie nie mają dachu nad głową, głodują, więc grzech narzekać na takie głupoty :) Chodzi o to, że raz się zdobyłam i - się odbiłam. Co do reszty masz rację :)

      Usuń
  9. W tym roku mnie nie było, bo miałam tak zwane sprawy prywatne, ale i tak żałuję, że nie byłaś "u mnie na stoisku". Moją pietruszką był w tym roku pan iluzjonista, który robił sztuczki z książkami i słowem. Jak jest jarmark to i jest magik. Pozdrawiam!

    Ps. Może w przyszłym roku się uda spotkać - naprawdę bym chciała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam zdjęcia z Twojego stoiska :) Publiczność zachwycona. Myślę, że się spotkamy. Też bym chciała. A magik do promocji Twoich książek jak najbardziej adekwatny :) Uściski!

      Usuń
  10. Na Targi Ksiazek jesli chodze, to raczej jak na rekonesans. Popatrzec co gdzie ciekawego, podczytac. Nie kupuje, albo malo. Podpisow tez na sile nie szukam.
    TArgi to targi. A ty sie szykuj, bo za rok moze sama bedziesz na takich targach podpisywac :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He, he! Kosmiczna perspektywa, nie do uwierzenia :)

      Usuń
  11. No tak, jak ja to rozumiem. Odeszłam z wydawnictwa i poszłam do drukarni, to nagle zaczęło mnie stać na książki. ;) Teraz i tak prawie nie kupuję, bo biblioteka w wiosce dobra, koleżanki pożyczają to i owo i zawsze jest co poczytać, nie muszę samych tylko nowości. Mam to szczęście, że kocham Dostojewskiego i inne takie suchary.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię suchary, przynajmniej wiem, że poziom trzymają :)

      Usuń
  12. Nie bywam na Tagach Książki, są za daleko. Bywam w Biedronce, tam są tanie książki. I w Lidlu. I w Arosie.

    Ideały sięgają bruku? A bo ja wiem? Książki są. I co z tego, że przy gruszce czy pietruszce,

    Ładnie Ci na tym targu książkowym. Dobrze. Przywykaj! Niedługo będziesz się produkować jak Dymna ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha. Ha. Ha. Bardzo śmieszne. Książka to książka. Jak nie idzie Mahomet go góry, to musi góra do Mahometa, nie? Uważam, że to świetny pomysł, bo raz - taniej, a dwa - bliżej. Cóż złego w dorzuceniu dobrej książki do wózka z pietruszką? Parę niezłych rzeczy tak kupiłam. Z Czarnego. Na przykład.

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.