wtorek, 6 października 2015

Porządki w książeczkach malucha, czyli recykling ;)

...z cyklu "Uroda życia" albo "Wychowanie"

Jak nam się nudzi, bo mamy katar i nie wychodzimy na jesienne spacery, wynajdujemy sobie zajęcia. I to takie, przy których królowa matka nie umrze z nudów i diabli jej nie wezmą, że robota leży po całym domu, a ona tylko na kanapie, zaś księżniczka, dla której dwa dni temu różowy tron był za gorący, choć na chwilę zapomni, że niedomaga :)

 


Przyjemne z pożytecznym, czyli czyszczenie dziecięcych kartonowych półeczek z gromadzonymi od urodzenia książeczkami - dosłowne i w przenośni. "Mamo, mamo, ja powyciejam ten kuś! Ściejko, ułoziaj się! No ułoziaj się! Nie cie siuchać...". Niektóre wartościowe, ale podarte, inne od początku tylko do oglądania przeznaczone, bo czytać się ich nie da, choć nie wiedzieć czemu budzą zachwyt ilustracje - zgadnijcie, które to :) Niżej.
 

Nie ma mocnych, by moje dziecię, przechodząc koło dorosłego regału z książkami, nie zgarnęło czegoś dla siebie. Doszło już nawet do tego, że na dostępnych półkach postawiliśmy niepotrzebne starocie typu "nauka programowania w martwym już dziś języku programowania" ;) Albo inne, równie aktualne i pasjonujące. Zatem dziecię idzie i zgarnia. Najfajniej jest, gdy w którymś momencie następuje nieuniknione: "Mamo, czitaj!" i pod nosem ląduje mi cegła "Windows dla początkujących". Ale to nic w porównaniu do korzyści! Dziecię z zapałem zarysowuje kredkami zadrukowane maczkiem kartki, a matka - a jakże! - udaje, że tego nie widzi (wszak po książeczkach się nie rysuje - żadnych!), i dzięki temu ma chwilę na zrobienie wpisu albo łypnięcie okiem na artykuł w gazecie.

Dlatego dziś remanent i dlatego więcej miejsca na kartonowych półkach. Kartonowych, bo to ułożone jedno na drugim dwa pudła - w salonie :( By samodzielnie rezydować we własnym pokoju na poddaszu, dziecię jeszcze za małe, więc za dnia współrezyduje z nami. Razem z kartonowymi "mebelkami". I książeczkami, które wiadomo, że nie przetrwają, a i wartości literackiej za bardzo nie mają. Ale i tak wciąż nieźle się trzymają.

W przeciwieństwie do tych:

Na razie nadających się do czytania w tym wieku tyle. I tak wałkuje się w kółko to samo ;) Reszta schodzi z regału na górze w miarę dorastania. Na "Kubusia Puchatka", "Baśnie" Andersena albo "Paddingtona" chyba jeszcze za wcześnie, nudzi się, przerywa, nie chce. Hit tego stosiku: "O Dziesiu kłamciusiu i jedo cioci" (rodem z CBA)

Cenne egzemplarze, takie przeznaczone do prawdziwego czytania, mieszkają bezpiecznie w najwyższej szufladzie. Spokojnie. Nikt ich dziecku nie skąpi. Dostępne na życzenie, na pamięć naumiane i na okrągło czytane. I tylko szuflada coraz ciężej się odsuwa - zawartości przybywa.

Z "Małej kaczuszki" i "Małego samolotu" wyrośliśmy już dawno, a pozostałe, zniszczone wskutek intensywnego dziecięcego czytania - z "Wróżką Amelką" na czele - pa, pa! "Mamo, ja je wyniosię! Ja siama! Na makujatuję!". Cóż, tak bywa, kiedy w domu nie szanuje się książek ;) Tak kiedyś napisałam :)


Wśród nich jeden staroć. Rarytas. Majstersztyk słowny, fabularny i plastyczny. Geniusz ją stworzył, a drugi wydał. Nasza Księgarnia. Kupiłam jakieś siedem lat temu. Na szkolnym kiermaszu taniej książki, w czasach, kiedy jeszcze biblioteki szkolne mogły takie kiermasze urządzać i sprzedawać nowe, ale schodzące z półek książki - współpracując z hurtowniami, chcącymi pozbyć się zapasów. Za grosze. Cena okładkowa "Przepisu na miłość" - 24,90. Cena sprzedaży na kiermaszu - 5 złotych. Jak ją ujrzałam, to - choć starszaki już na nią za stare trochę były - nie mogłam się oprzeć. Pięć złotych za takie cudo! Byłam przewidująca :)



 
Kiedyś, kiedy moi rodzice byli dziećmi, wcale się jeszcze nie znali. Mama lubiła wszystko, co kolorowe, a tata wszystko, co niekolorowe. Gdy tylko tata nauczył się liczyć do dziesięciu, ponumerował wszystkie półki na regale. Kiedy się nudził, po prostu przestawiał zbiór krówek z półki numer dziewięć na półkę numer cztery. Kiedy mama rano miała się ubrać, z okrzykiem: "trzy, jeden, dwa!" wskakiwała na olbrzymi stos ciuchów i tak długo w nim przebierała, aż wyciągnęła tyle rzeczy, ile potrzebowała.

I tak dalej, coraz bardziej pomysłowo - zarówno w treści, jak na obrazkach.


Może gdzieś ją jeszcze znajdziecie. Warto. My czytamy w tę i z powrotem ;)

Dobra, koniec, idę wycierać zakatarzony nos księżniczki :)

32 komentarze:

  1. Tak mi przyszło do głowy, że właściwie każda mama i tata powinni napisać swojemu dziecięciu książeczkę o tym jaka się poznali. Ja zrobiłam Jedynakowi tali album, a w nim zdjęcia z okresy kiedy się z mężem poznaliśmy, imprezy, wakacje, dyskoteki itp, potem ślub ( a właściwie dwa). potem jeszcze trzy lata zabawy, a potem dziecko w brzuchu na spacerach w Łazienkach, itd, itp :)

    Kilka dni temu kupiłam sobie książeczkę z dzieciństwa (reprint) rysunki Butenko , - Juliana Tuwima "Pan Maluśkiewicz i wieloryb". Nie mogłam się oprzeć :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, uwielbiam Maluśkiewicza! Kiedyś mi uczennica konkurs recytatorski nim wygrała :) Boska była, do dziś ją naśladuję, kiedy to czytam. Ale nie mam ilustracji Butenki :(
      Pomysł z książeczką dla dziecka - bezcenny!
      :)))

      Usuń
    2. Kupiłam w księgarni wysyłkowej Bonito.pl za 20 zł. Wydawnictwo (chyba?) Dwie siostry"
      Może gdzieś można upolować taniej ?
      :))

      Usuń
    3. Pomysł z albumem dla dziecka rewelacyjny:-)

      Usuń
  2. Rozumiem Twój sentyment do tych książek. Też takie mam... Ostatnio dosłownie uratowałam z makulatury książeczkę, taką samą jaką miałam w dzieciństwie: "Przygody misia" Ewy Szelburg Zarembiny wydaną przez Naszą Księgarnię. I przytaszczyłam tego starocia do domu. A wraz z nią ...(nie tej nie miałam, ale to smakowity kąseczek) - "Sceny z życia smoków" Krupskiej... Czyż nie trzeba czasem zadowolić drzemiącego w nas dziecka? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Smoków mam już trzeci egzemplarz, pierwsze wydanie z tymi najlepszymi ilustracjami, osiemdziesiąty szósty rok chyba. Dwa wcześniejsze egzemplarze rozpadły się "w użyciu" :) Najstarszak zaczytał na śmierć. My z mężem uwielbiamy je, tam są takie fragmenty, że można się zapłakać ze śmiechu :) "Ale my nie mamy wyobraźni!" albo "My, kobiety, musimy trzymać się razem, inaczej ci mężczyźni nas zniszczą", nie mówiąc już o tym: "Trzeba się cieszyć z drobnostek, bo nigdy nie wiadomo, jakie urwisko czeka na nas jutro". Pamiętasz? :) Ja tej książki z dzieciństwa nie pamiętam, odkryłam ją przy najstarszym dziecku, ściągnęłam z domu rodziców, którzy kupili mojemu młodszemu rodzeństwu. "Przygody misia" kojarzę, ale nie mam. Chyba poszukam, bo uwielbiam mieć takie pamiątki. Teraz je doceniam :)

      Usuń
    2. Dziewczyny, ja też mam smoki! Uratowałam z piwnicy u rodziców:) A ze strychu od teściów przywiozłam cudowności same. Poczytaj mi mamo, bajkę filmową, Nieumiałka, Pamiętnik czarnego noska itd. Rozlatuje się to wszystko w szwach, dlatego Tymkowi daję tylko pod kontrolą :) Ale lubi, lubi! I To jest fantastyczne. A na razie zarzynamy Muminki! Nie mogę uwierzyć, że moje dziecko uwielbia moje ukochane książki z dzieciństwa :):)

      Usuń
    3. Julia, znam to uczucie, kiedy moje dziecko lubi moje ulubione książki :) Takie bardziej moje jest ;) My na etapie "Hihoptera" i "Pana Tralalińskiego".

      Usuń
  3. Może coś tam sobie wypatrzysz

    https://www.facebook.com/LupusLibri?fref=ts

    OdpowiedzUsuń
  4. i tu https://www.facebook.com/DwieSiostry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od Dwóch Sióstr mam Maluśkiewicza :)

      Usuń
    2. Wy tu gadu-gadu, a ja utknęłam w korekcie "Sezonu". Uuuu. Dłubię, ale się cieszę :) Termin jest, Małgoś, wiesz? :)

      Usuń
    3. Na piątek. Zbiega mi się z cudzym, niestety. Padam i mało co widzę.

      Usuń
  5. u mnie powoli nastaje era poważniejszych książeczek, wierszyki o pieskach i kotkach, od czasu do czasu jeszcze, nie powiem, w obiegu, ale coraz mniej chętnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie! Toż latka lecą :) A co lubi Olek?

      Usuń
  6. U nas ostatnio sąsiadka robiła takie czystki to se uratowałam parę takich zapomnianych już perełek.Nie koniecznie dziecięcych ale wartościowych za to.Muszę teraz znaleźć czas na czytanie.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, z czasem to jest największy problem, niestety. Ale wiesz, też mam pełne regały takich uratowanych :)

      Usuń
  7. Pamiętam jak jakiś czas temu chyba,że 2lata temu pisałaś o książeczkach dla dzieci tych małych z grubymi kartkami. Dzięki tamtemu postowi kupiłam Jasiowi kilka takich tanich książeczek d gryzienia,rwania,smakowania ich . Teraz od 1.5 roku moje dziecko kocha jak mu się czyta zna na pamięć kilka wierszyków i sporą część książeczek z serii Mały chłopiec . Ostatnio byliśmy w Biedronce tam jest jakaś promocja na książki obecnie i kupiliśmy mu atlas pociągów z całego świata,książka dla dzieci ok 15roku życia a on nie dał jej sobie odebrać i teraz tylko wpycha nam ją do rąk i pocitaj mi mamo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, jaki Jaś jest mądry! Strasznie się cieszę :))) Pamiętam, jak wtedy rozmawiałyśmy o tych książeczkach :) "Mała kaczuszka", "Mały samolot" i "Mała ciężarówka" to były. Kaczuszkę schowałam na pamiątkę, taką wydartą doszczętnie. W Biedronce mówisz... Może jeszcze coś zostało.

      Usuń
  8. "Przepisami miłość " wydaje mi się ciekawą książką. Może jednak gdzieś jeszcze ja można znaleźć... Tymczasem i ja lubię takie książkowe i zabawkowe porządki u dzieci. Oczywiście z dziećmi trwają one o niebo dłużej, ale co tam, liczy się też ta obustronne frajda z tego:-)
    Serdecznie pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fajne, bo i ja się nie nudzę, i dziecko, i śmieci ubywa. Bo wyrzucam te, w których już nawet oglądać nie ma czego, takie podarte :) "Przepisu" nie ma niestety, nawet na Allegro :(
      Pozdrawiam cieplutko, bo już zima prawie :)

      Usuń
  9. Troszku dziwnie się czuję wspominając prezent ofiarowany pierworodnej w dniu pierwszych urodzin - 8 tomów przygód Tomka autorstwa Alfreda Szklarskiego :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo! Ale to prezent na przyszłość :) Na całe dzieciństwo, można powiedzieć. Solidny. A dlaczego dziwnie? Tak doniosłe okazje wymagają właśnie takich prezentów! :)

      Usuń
  10. Ciężko rozstawać się z ulubionymi książeczkami z dzieciństwa. Też trzymam swoje ,,staruszki":)

    OdpowiedzUsuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.