niedziela, 29 listopada 2015

Adwent. Inauguracja

...z cyklu "Uroda życia"

 

Uszka bez glutenu zrobione, czas na zwykłe. Dopiero zaczynam, ale przeczucie bałaganu rozkłada mnie na łopatki już teraz!

 

Jakkolwiek śmiesznie to brzmi - tak. Czas pierniczków, pierogów, uszek i biegania po sklepach za prezentami. To jest, przepraszam bardzo moje najmłodsze dziecię, odbywanie całodziennych spacerów w celu spotkania Świętego Mikołaja. Trochę też czas dogłębniejszego, ale bez przesady, sprzątania.

 

Farsz pieczarkowy - zmielony dawno temu i zamrożony. Tradycyjna robota mojego męża, gdy ja w pracy, czyli w pokoiku z laptopem na kanapie ;)

Wszystko to - z wyjątkiem sprzątania - prawie nie do zrobienia w tygodniu, kiedy pracuje się na zmiany, bo z dziecięciem dwuipółletnim u nogi (tak, tak, u nogi, dobrze widzicie, dziecię dwuipółletnie wisi u nogi, bo przecież nie trzyma się spódnicy, gdy matka w spodniach), no więc z dziecięciem wiadomo gdzie rąk w ciasto pierogowe, pierniczkowe czy jakie tam jeszcze włożyć nie sposób. Gonić piernikowego, tudzież pierogowego potwora (milion razy przeczytana Basia się kłania) matce się nie uśmiecha, więc nie. Więc zostaje niedziela. Jak w zeszłym roku. Sprzątać natomiast da się, a jakże, zwłaszcza gdy jest to alternatywą dla budowania z klocków, którego nie cierpię. Wobec perspektywy składania kolorowych kawałków z plastiku albo tektury (puzzle) wszystko wydaje się lepsze. Cóż. A dziecię kolekcję kolorowych ściereczek z mikrofibry uwielbia i naprawdę fachowo nimi macha :)


O matko kochana. Miał być wpis ach i och. Śnieg dziś rano nas przywitał. I mróz. Oraz słońce. Wieniec adwentowy w kościele. Zapowiedź wszystkiego dobrego. A potem wróciliśmy do domu. Do niedzielnego lepienia. Szału nie było, o nie. Szczerze mówiąc, gdybym wcześniej nie obiecała, tobym nie lepiła. Nastroju brak. Siły. I nerwów. Wiecie, jak trudno ulepić małe uszka bez glutenu? I jakie to denerwujące? Dlatego wściekłam się awansem. Zanim. Tymczasem dochodzą ziemniaki, bigos z zamrażalnika pyrkocze w garnku. Jeść się chce.

Sto trzydzieści kilka uszek w szufladzie zamrażalnika. Piętrowo, przełożone folią. Mój wkład w wigilijną wieczerzę trzech rodzin :)

Nie. W tym roku perspektywa spędzenia jedynego wolnego popołudnia w tygodniu na lepieniu setki z górą uszek nie bawiła mnie wcale. Slow to nie jest, nice tym bardziej, prawda?

Jak co roku - no dobrze, prawie :) - kilkanaście pierogów z suszonymi śliwkami dla męża

Miał być wpis och i ach. Wyszło, co widać. Trudno. Adwent to nie pierogi, nie uszka, nie pierniczki i nie za prezentami bieganie. Całe szczęście. Całe szczęście. Całe.

Finisz. Ten bałagan wciąż mam za plecami. Pierwsza propozycja sprzątnięcia z niewiadomych powodów została przeze mnie odrzucona. Już pisałam, że jestem dziś zła? Druga przeze mnie wysunięta. Jednak nie chce mi się za to zabierać po skończeniu relaksowania się na blogu :)





24 komentarze:

  1. Jestem pod wrażeniem!!! Widok uszek i pierogów lepionych "na zaś", żeby potem był czas na kontemplowanie i wyczekiwanie zawsze jakoś tak na mnie działa....przypominam sobie moją Babcię, lepiąca te setki pierogów i uszek a potem umęczoną przy stole wigilijnym....chociaż nigdy nie narzekała, ale tak sobie myślę, t chyba nie o to w tym wszystkim chodziło...ten farsz pieczarkowy mnie zaintrygował-ja w tym roku chyba będę musiała się obejść bez suszonych grzybów, więc może też skorzystam z tego pomysłu?? buźka!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Na zaś" - dokładnie tak, w Wigilię delektujemy się leniwym porankiem, długim śniadaniem (nie trzeba robić obiadu), a potem równie leniwie zabieramy się za wstawianie wody na pierogi, odgrzewanie ugotowanego wcześniej barszczu, kapusty i smażenie ryby. I już :) Wyrabiamy się na pierwszą gwiazdkę.
      PS Pieczarek używam, bo są milion razy tańsze od suszonych grzybów, a trzeba ich sporo. No i małemu dziecku boję się dawać grzyby :)

      Usuń
  2. Wiesz, przypomniała mi się mama, która rokrocznie na Święta otwierała kupne słoiki i puszki z rybami, opowiadając przy tym historię kobiety, która przed Wigilią gotowała jak szalona, co ją tak zmęczyło, że oddała ducha. Ale trzeba przyznać, że tak jak u Ciebie jest pięknie. Ściskam Wiolu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He, he, nie oddam ducha, bez obaw :) Właśnie dlatego robię różne rzeczy wcześniej i mrożę - żeby zdążyć odpocząć. Dwa lata temu i wcześniej, gdy chodziłam normalnie do pracy, prawie wszystko kupowaliśmy :) Sami robiliśmy tylko wersję bez glutenu, małe porcje, ale roboty dużo. Ale ich się nie kupi. Pierogi w ilościach hurtowych robi mój tata, który to uwielbia :) Nie, nie, śmierć z przepracowania mi nie grozi :) No i trochę jednak to lubię.

      Usuń
  3. Jakiekolwiek bezglutenowe jest trudne coś o tym wiem.Wiolu po stokroć podziwiam i pokłony biję.W tym roku zapowiedziałam że nie robię nic a wszystkie świąteczne dania będziemy spożywać w hotelowej restauracji niedaleko naszego domu i to mi pasuje.Jednak wiadomo gdy są dzieci i duża rodzina to takie rzeczy nie wchodzą w grę.Jednak szacun dla Ciebie w moich oczach ogromny.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiolino, ja to marzę o hotelowej restauracji na święta :) I nawet bym wyjechała daleko od domu. Jak się pracuje w domu, to się za nim nie tęskni, he, he. Inspirujesz mnie, może kiedyś, gdy już będziemy staruszkami oboje, uda nam się zrealizować taką ucieczkę świąteczną :)

      Usuń
  4. Pracowita z ciebie kobietka:) . Jaki masz porządek w zamrażalniku chylę czoła:) . Mnie prosiła koleżanka prosiła by jej zrobić uszek bo ona nie umie, więc jej zrobię:) . Przed samymi świętami zrobię też uszek dla nas bo jedziemy do rodziców i to będzie mój wkład. Trzymaj jutro za mnie kciuki jadę na zabieg.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem dziś z Tobą myślami i sercem, Kochana!
      To z Ciebie pracowita kobietka, uszka dla koleżanki :) Porządek w zamrażalniku mam, bo wszystko wyjedliśmy, by zrobić miejsce na te uszka właśnie. Mam też pierogi ruskie od taty. Z glutenem i bez. Jak co roku :) Całą szufladę.

      Usuń
  5. Kochana, wiesza to się ząbkujący i chory roczniak. Poważnie czeka nas to jeszcze za rok? :-) My dziś zainaugurowaliśmy Adwent wieszając kalendarz do odliczania, wygrzebując z piwnicy wieniec i piekąc pierwszą partię pierniczków, notabebe bezglutenowych :-) Wyszły niczego sobie, ale na uszka bym się nie porwała... W tym roku nawet odświezyłam sobie w porę (co ważne) Musierowicz "Na gwiazdke" i tym samym zaczyniłam ciasto na piernik leżakujący, za tydzień dekoracje, za dwa zakwas na barszcz itd Słuchowiska adwentowe czekają na odpalenie. Oj, w tym roku nie przegapię tego czasu jak w ubiegłym, ale połóg mnie wtedy tłumaczył :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam Twoje pierniczki. Super! Też takie zrobię dla najstarszaka. A dziecię dwuipółletnie wisi u nogi tylko wtedy, gdy matka próbuje zrobić coś konkretnego. Jak sobie matka stoi i się nudzi, to dziecię zajęte zabawą. Współczuję ząbkowania. Nas trzy razy ominęły sensacje z tej okazji, prawie nie odczuliśmy. Trzymam kciuki za Twój adwentowy plan :) To takie małymi kroczkami wprowadzanie świąt :)

      Usuń
  6. Wiesz co? Podoba mi się ten zagoniony wpis. I gdzieś kryjąca się po kątach nieMoc.

    Bo z innymi wpisami często wiązało mi się poczucie kompleksów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co? Zawsze było tak samo, nic się nie zmieniło :) Może nastrój?

      Usuń
  7. O raju, zaprosiłam znajomych irlandzkich na święta, muszę się wykazać, ale jednak zrobię te wszystkie uszka, pierogi w dzień Wigilii :) zaangażuję dzieciaki moje i irlandzkie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He, he, jak masz kogo zaangażować, to fajnie. Ja jestem spokojna, kiedy wiem, że wszystko mam. Tak mam ;) Ale samo lepienie w Wigilię też może być częścią świętowania, więc rozumiem. Podziwiam Cię! O raju, znajomi na święta. O raju :) Naprawdę.

      Usuń
    2. a tak sobie pomyślałam, że co mamy siedzieć sami :) a oni nie świętują w Wigilię, więc czas to zmienić :)

      Usuń
    3. Fajna okazja, dobry pomysł :)))

      Usuń
  8. Adwent :). Mimo wszystko bardzo lubię... ten nastrój oczekiwania. Co do bezglutenowych produktów - winszuję i podziwiam. Sama nie mogę ani glutenu ani nabiału, więc doskonale zdaję sobie sprawę z tego jak to "łatwo" robić coś, co przypomina normalne, tradycyjne posiłki a do tego nie spowoduje sensacji zdrowotnych. Trzymaj się, Matko Trojga Dzieci i Stu Trzydziestu Uszek! :)

    Ps. Ciekawy tytuł na książkę, nie sądzisz? "Matka trojga dzieci i stu trzydziestu uszek"? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He, he, sądzę. A kopyrajt ustanowiłaś, czy można korzystać? :)
      Dzięki! Nam zostanie uszek pięćdziesiąt, łącznie z bezglutenowymi, po dziesięć na głowę, reszta idzie do rodziny, też po dziesięć na głowę. Uściski!

      Usuń
    2. Jeśli z tego tytułu powstanie książka to ja Ci go z wielką przyjemnością ofiarowuję. Jako prezent. A książkę napisać przecież łatwo - na przykład pomiędzy mrugnięciami powiek. Albo w alternatywnej rzeczywistości gdzie nie ma dzieci, mężów, zakupów, obiadów... i w ogóle ludzi oraz obowiązków ;).

      Usuń
    3. Pomiędzy mrugnięciami powiek. W alternatywnej rzeczywistości. Albo-albo. Tak. Za tytuł dziękuję :) Bo podobno dobry tytuł to połowa sukcesu? :)

      Usuń
  9. a mnie tu jeszcze nie było???
    no nie...
    a taki pierogowy post jest.

    Lubię jeść i ewentualnie mogę posprzątać po robieniu, bo żmudna to praca.

    :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Trochę za późno na sprzątanie, ale zapamiętam sobie :))))

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.