poniedziałek, 16 listopada 2015

Mieć historię w głowie

...z cyklu "Dyrdymałki"

 

 

Uczą, że aby być pisarzem, trzeba pisać. Systematycznie pisać. Codziennie siadać do biurka i pisać.


A ja się zastanawiam, czy - aby pisać - nie trzeba czasem mieć czegoś do powiedzenia. Do opowiedzenia. Zaplanowaną historię albo choćby przeczucie, że ona jest, a kiedy się do pisania usiądzie, wykluje się i rozwinie, zaistnieje w piśmie.

Wtedy to ani biurka, ani komputera, ani wysiadywania nie trzeba. Wystarczy kawałek papieru i ołówek. I coś do powiedzenia.

PS Mieć w głowie historię, to jedno. A rozpisać ją na te wszystkie klocki (sceny, opisy, dialogi itd.) tak, żeby ona się z nich cała spójna wyłoniła - drugie. Najczęściej wydaje się niewykonalne. Taka myśl na koniec, żeby nie było, że tylko jedna strona medalu ;)

10 komentarzy:

  1. i tu masz kobieto 100, a może nawet 1000 % racji. Mnie się trzyma tylko kilka wyrazów, czasem zdań...........

    a rozpisać............ to już wyższa szkoła...

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz co? To chyba zależy od tego, jak pracujesz i jak definiujesz pisanie. Dla mnie na przykład właściwe "pisanie" - czyli stwarzanie tego, co naprawdę pozostanie w postaci maszynopisu (a i to mnóstwo razy czytane, poprawiane itp.) to ledwie kilka procent z tego czasu poświęconego na tworzenie historii. A mimo to, codziennie siadam do swoich bohaterów i jak to mówią - "kminię". Notuję, zapisuję, dialoguję, rozważam, odmierzam i tak dalej. Bo faktycznie - im częściej przebywam ze swoimi bohaterami, tym lepiej rozumiem, co oni chcą w tej książce powiedzieć. Ale to podobnie jak z każdą rodziną - czasami trzeba się od nich odizolować, bo inaczej by człowiek zwariował :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, techniki pisania, czy też tworzenia, mogą być różne. Od siedzenia kadukiem do notowania na serwetkach w najróżniejszych życiowych sytuacjach ;) Ale i w jednym, i w drugim wypadku (i w tych pośrednich też :) najważniejsze jest, by mieć do powiedzenia COŚ. A to się od pisania byle czego nie objawi :) Napisałam ten post, bo widziałam ostatnio rady w stylu: siedź i pisz, wszystko jedno co, nawet jeśli nie masz pomysłu, ważne, by siedzieć i pisać. To bez sensu. Ale już na przykład wiele sensu jest w tym, co mówi Myśliwski - że on siedzi dziennie kilka godzin, czasem napisze wiele, a często nic, zero. Ale - tak jak Ty napisałaś - on "kmini, odmierza" i tak dalej. To spora różnica. Bo można mieć warsztat, pięknie pisać i to wszystko dalej będzie niewiele warte. Jeśli nie ma się nic sensownego do powiedzenia. Piękne pustosłowie to jeszcze nie literatura, wszystko jedno - rozrywkowa czy tak zwana wysoka. Nie uważasz? :)

      Usuń
    2. Oczywiście, że tak! Zgadzam się w pełnej rozciągłości. Co więcej - pozwolę sobie powołać się na słowa innego "wielkiego", czyli Johna Irvinga. On właśnie powiedział, że pisarz od drugiego pisarza może się nauczyć co najwyżej jednego zdania; nic więcej. Chodziło mu oczywiście o to, że rady jednego pisarza nijak się nie mają do pracy innego. Jedyną radą może być piękna literatura, którą czytając raczej sobie nie zaszkodzimy ;). Ja też uważam, że bez ciężkiej pracy nie ma pisarza, ale samą ciężką pracą daleko się nie zajedzie. Trzeba znaleźć to COŚ - jakąś furtkę w swoim sercu, która prowadzi do ważnych dla nas rzeczy. Bez tej furtki pisanie nie ma sensu. Pozdrawiam serdecznie, Wiolu!

      Usuń
  3. Pisanie książki przez pięć lat, dzień po dniu...powroty i ważenie każdego słowa. Mieć w głowie to jedno :) później zaglądamy na blogi krytyczne, później piszemy coraz dłużej :) tzn. ja tak mam :) to moja strona medalu. Patrzę na moje historie, jak smakują, gorzkie lub tłuste. I snuję się, wybierając kamienie do skalniaka i pluję słowami na te wszystkie popularne litery. Zasypuję się, a może zakopuję i zaczynam wątpić. Ten proces trwa i już :)

    Całuję nieustająco pięknoto :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele stron może mieć ten medal ;) I dobrze. Warto pisać tak długo, jak się czuje, że trzeba. Ważyć słowa. Szacunek dla czytelnika, troska o treść. Ale nie warto w siebie wątpić, czytelnik zasługuje na szansę czytania :) Czekam na tę książkę, Małgosiu :)
      Uściski ślę!

      Usuń
    2. Może kiedyś :) uśmiechy posyłam

      Usuń
  4. Pisanie... widziałabym to tak:
    - mąż,który utrzyma nas na warunkach, w których diva może bezkarnie tworzyć niewiadomoco niewiadomoilewarte,
    - operacja kosmicznym laserem, który usuwa jadowitego krytyka, co się rozpanoszył w moim organizmie, gdzie pasożytuje sobie słodko już tyle dziesiątków lat,
    - guziczek, który wyłączać mi będzie potrzebę prokrastynacji.

    W przeciwnym wypadku historia będzie czekać, czekać, czekać... Amen. Po ptokoch, Obywatelka Autorka osunęła się w inny wymiar.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widziałabym to tak: niech Obywatelka Autorka się w ten inny wymiar dzień w dzień na trochę osuwa i niech tam tworzy niewiadomoco niewiadomoilewarte :)

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.