niedziela, 6 grudnia 2015

Szelest folii pod poduszką

...z cyklu "Uroda życia"

 

Śni mi się, że po pierwszym przebudzeniu nad ranem, jeszcze nie otwierając oczu, wędruję dłonią po poduszce, próbując wyczuć twardość. Robię to ostrożnie w obawie, by nie zgnieść tego, co delikatne i cenne.

Jest. Był!

 


Śni mi się, że nieznacznie kręcę głową, by usłyszeć cichy szelest folii przy każdym ruchu.


Śni mi się, że w ciemności dotykam woreczka palcami, usiłując odgadnąć ukryty w nim kształt i smak. Wyobrażam sobie, głaszczę, wysuwam spod poduszki, jeszcze nie oglądam, kładę obok twarzy i z powrotem zapadam w sen. Odkładam wyczekiwaną chwilę na później.


Śni mi się, że otwieram oczy, jest już jasno i dzięki przezroczystej folii mogę dojrzeć to, co zostało dotknięte, wyobrażone. Niekiedy na woreczku wydrukowano podobiznę starszego człowieka w czapce z pomponem i z brodą. Obrazek jest jednokolorowy, na przykład zielony, przy odrobinie szczęścia nad białą brodą czerwienią się policzki, a pod pomponem czapka.

 
Rozwiązuję kokardkę i nurkuję twarzą w mieszance zapachów katarzynek, czekolady, herbatników, jabłek, włoskich orzechów. Gdy odrobina szczęścia jest ciut większa, czuję luksusową woń mandarynek lub pomarańczy. Kręci mi się w głowie, nie wiem, od czego bardziej - z ekscytacji, ze szczęścia czy z powodu odurzenia zapachem. Macie pojęcie, jak pachnie taka mieszanka?

Szelest folii pod poduszką.


Noc szóstego grudnia. Żadne inne wspomnienie jej nie dorówna. Mikołaj roznoszący prezenty, nawet lepsze, ale w Wigilię, to już nie to samo. Ten wyczekiwany, przychodzący nocą, podkładający szeleszczącą paczuszkę pod poduszkę pojawiał się raz w roku. I to była autentyczna magia. Prezent najcenniejszy, bo pierwszy po miesiącach oczekiwania. Imprezy mikołajowe w salkach katechetycznych owszem, sprawiały radość, a ksiądz w biskupiej tiarze naprawdę wzbudzał respekt, ale było wiadomo, że to tylko tak, żeby dłużej ten radosny dzień celebrować. Nikt, przynajmniej u nas w domu, nie brał tego na poważnie :) No przecież TEN prawdziwy Święty Mikołaj już był. Przecież znaleźliśmy już PRAWDZIWE prezenty pod poduszką. Aczkolwiek chętnie i skwapliwie przygarnialiśmy każdą kolejną paczkę. Bo przecież Mikołaj rozsiewał je dla nas po całej rodzinie.


22 komentarze:

  1. Tak było!!! Dokładnie tak było!!! To nie były żadne skarpety przecież - woreczki foliowe pełne skarbów - czekolada, pomarańcz, jakaś książka, planszówka.....Cudowne wspomnienia!!

    OdpowiedzUsuń
  2. piękne wspomnienia, mam chyba podobne :) z tego co sobie przypominam... jak już byłam starsza to się zrobiłam strasznie zgorzkniała w kwestii prezentów... bolesna prawda :) ech

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też już dziś nie czuję tej magii :) Ale ciągle żyję nadzieją, że kiedyś wróci. Nie wiem dlaczego.

      Usuń
    2. W tym roku tak, że odgrzewam ;)

      Usuń
  3. Właśnie wczoraj wspominałam ten czas,opowiadając Lubusiowi jakie to były magiczne chwile,szkoda że wiekiem gdzieś giną...Również mam podobne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Swietnie oddałaś ducha czasów kiedy i do mnie Mikołaj przychodził 6go!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma to jak przeżycie pokoleniowe, he, he :)

      Usuń
  5. u mnie but, ale zwykle pełen, z tymi zapachami .........

    dziekuję, cudne wspomnienia u Ciebie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę, Alis :) But stał pod drzwiami czy koło łóżka?

      Usuń
  6. Co to za słodka dziewczynka na ostatnim zdjęciu? czyżby to nasza kochana blogerka....Mikołaj pod poduszką bardzo wyczekiwany w dzieciństwie. Tak samo jak u Ciebie później były paczki z innych miejsc cieszyły,ale czekało się na ten cudowny poranek jeszcze w z głową pełną snów,oczkami zaspanymi,ale rękami już świadomymi szukania paczuszki.Mojemu dziecku też chcę zapewnić taki magiczny czas. Dzień wcześniej zostawił Mikołajowi pierniczki które sam wykonał,mleko w szklance. Poszło dziecko spać a mama i tata ubrali choinkę,dom w światełka i inne świąteczne pierdółki i wymarzony prezent. Rano radość była ogromna a uśmiech Jasia wynagrodził nieprzespaną noc mamie ( ból chwilami mam nie do zniesienia :( )

    OdpowiedzUsuń
  7. Ależ wspomnienia i fotorelacja, cudne :)

    Ach te imieniny Mikołaja :))))
    Ściskam !!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Buty... poprzedniego dnia wyczyszczone i ustawione przy wejściu do domu. Próba niezaśnięcia... Po obudzeniu nieśmiałe zaglądanie do butów. Niepewne, czy na pewno był...
    Czekolada, mikołajek, mandarynka... nigdy dużo nie było, ale nie miało to żadnego znaczenia. Ważne, że był!

    A pod poduszkę prezenty wkładał mi zajączek wielkanocny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Próba niezaśnięcia :) A zajączek jajka czekoladowe dawał?

      Usuń
  9. Wiolu, pięknie to o pisałaś, przywołałaś wspomnienia Naszego dzieciństwa. Dziękuję i pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Takie to były czasy... potrafiliśmy się cieszyć z samych słodyczy, bo w tym też była magia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, była :) Bo słodycze kupowało się na kartki, a Mikołaja reglamentacja nie obowiązywała ;)

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.