środa, 17 lutego 2016

Wyjątkowy dzień. Sezon zamkniętych serc

...z cyklu "Uroda życia"

 

Jest co świętować :)


Sezon zamkniętych serc

Egzemplarze autorskie od Zysk i S-ka Wydawnictwo już w domu...
Uczucie nie do opisania...


Wsparcie, inspiracja, otucha, wiara... i ciężka praca.
Wdzięczność.

Debiuty - witryna w księgarni Matras

I mnóstwo ciepłych słów od wielu z Was tu:
oraz tu:

Idąc do galerii, wiedziałam, że "Sezon" będzie wyeksponowany w księgarni Matras. Ale tego, że zajmie cały regał przeznaczony na debiuty, nie przewidziałabym w najśmielszych marzeniach...

A jednak.

Wielka radość.
Poczucie... szczęścia?
Tak.

PS Własny tekst, czytany w prawdziwej, wydrukowanej książce brzmi jakoś tak... poważniej? Bardziej profesjonalnie niż czytany w komputerowym pliku? Bo ja wiem... Niesamowicie - to na pewno! Mówię Wam :)))

wtorek, 16 lutego 2016

Mit arkadyjski według Niki

...z cyklu "Uroda życia"


Mit arkadyjski. Stary jak jak świat (albo prawie) topos kulturowy, wokół którego współcześnie zdążył narosnąć inny mit, dziś bardzo żywy, polegający na zbyt dosłownym jego odczytaniu i próbach stworzenia wokół siebie przestrzeni idealnej.


Raj, eden, arkadia. Południowe słońce, zieleń traw, tęczowe barwy kwiatów i motyli. Świergot ptaków w bujnych koronach drzew. Słodycz zakazanego owocu. Szemrzący cicho strumień. Mleko, miód... Wino?

Typowe, prawda?

A teraz tak. Deszcz, chłód, mgła. Stalowe niebo, betonowe miasto, aluminium, szkło... Służbowe mieszkanie. Praca, praca, praca. Czekanie na weekend w swoim własnym raju?

Niekoniecznie.

Bo raj, eden, arkadia mogą być wszędzie. Jeśli tylko potrafi się je sobie stworzyć. Na miarę miejsca, czasu, możliwości.

Wielojęzyczny tłum, przepisy, dyrektywy. Garnitury, garsonki... i poczucie wewnętrznej wolności, spokój, smakowanie życia takiego, jakim ono jest - każdego dnia. Wszędzie, nie tylko na Południu, nie tylko tam, "gdzie cytryna dojrzewa", a "pomarańcz blask majowe złoci drzewa" ;)

Od Niej się tego dowiecie. Bo swoją własną Północną i Południową Arkadię tworzy w miejscach, w których akurat przebywa. Azyl może być wszędzie, jeśli tylko znajdziemy go w sobie. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ, wbrew pozorom, nie jest to wcale takie oczywiste.

Tego się od Niej nauczyłam. Tak samo jak moi bohaterowie - na co im zresztą pozwoliła :)

Blog: http://notatkiniki.blogspot.be/
 i Facebook: https://www.facebook.com/notatkiniki/?fref=ts

niedziela, 14 lutego 2016

Do odwołania. Walentynki

...z cyklu "Rozmówki małżeńskie"

 

Ona i On ;)


Walentynki. Łóżko. Rano.
On
Mówiłem ci już, że cię kocham?

Ona
Yhm.

On
No. To wiesz. Aktualne do odwołania.

Jeśli zastanawiacie się, dlaczego Ona taka naiwna i nie drży, że do jakiego odwołania, to zajrzyjcie TU. Ona nie musi drżeć, ponieważ słyszy "na zawsze". A On wie, że Ona to usłyszy, bo mu wierzy, i dlatego nie kombinuje, tylko żartuje. Sorry za te didaskalia, ale... 
Mój mąż jest de best. Amen.

PS W zeszłym roku było na temat walentynek długo i polemicznie ;) - o tak. Dziś dla odmiany krótko. Jak na mnie, rzecz jasna :)))

Dużo miłości, Kochani!

poniedziałek, 8 lutego 2016

Samodzielność trzylatka

...z cyklu "Rozmówki rodzinne"

 


Ich Dziecię
A po co Franek przebrał Janka i Janek poszedł z powrotem na mąkę?

Ona
To nie Franek przebrał Janka, tylko tata przebrał Franka.

Ich Dziecię
A po co nie Janka?

Ona
Bo Janek jest duży i sam się przebiera.

Ich Dziecię
Ale po co?

Ona
Po nic. Bo jest duży i umie. Jak ty będziesz duża, to też będziesz umiała.

Ich Dziecię
(Rozmarzonym głosem)
Się sama przewinąć...

Wszystko na temat ;)

PS Jakby się kto pytał, dlaczego zamiast "dlaczego" Ich Dziecię mówi "po co" i dlaczego nie będziemy tego naprawiać ;), to pozwolę sobie przytoczyć argument: "Ale ja mówię po co, a nie dlaczego. Ty mówisz dlaczego, a ja mówię po co". Jakieś zastrzeżenia? ;)

PS 2 ;) Kto zgadnie, co się czytało?

piątek, 5 lutego 2016

Moja droga: Prośba o 1%

Dziś post dla mojej blogowej koleżanki :)


A oto i Ona, we własnej osobie :) Autorka bloga Moja droga

 

Poniżej jej list do Was:

 

Dzisiaj chciałabym Was, moi kochani czytelnicy, poprosić o wsparcie. Będę ogromnie wdzięczna, jeżeli będziecie o mnie pamiętać przy rocznym rozliczeniu podatkowym. Gdybyście nie mieli komu przekazać 1% z podatku, bardzo chętnie go przygarnę :D

Wystarczy tylko w odpowiedniej rubryce podać nr  KRS: 0000270809 , a w rubryce cel szczegółowy moje dane MAŁACHOWSKA, 4519

Na stronie fundacji AVALON jest również program, który ułatwi rozliczenie, w załączeniu link.
http://www.fundacjaavalon.pl/jak_nam_pomoc/jeden_procent.html
Większość z Was wie z jakim wstrętnym i podstępnym choróbskiem się borykam i ile życiowych problemów mam do pokonania. Dla tych, którzy chcą mnie poznać bliżej zapraszam na stronę fundacji  
http://www.fundacjaavalon.pl/nasi_beneficjenci/malachowska_bozena.html?highlight=WyJtYVx1MDE0MmFjaG93c2thIiwiYm96ZW5hIiwibWFcdTAxNDJhY2hvd3NrYSBib1x1MDE3Y2VuYSJd
Z góry dziękuję za udostępnianie mojego posta na Waszych blogach :DDD
Pozdrawiam przedwiosennym uśmiechem :D
 

czwartek, 4 lutego 2016

Jaki dziś dzień?

...z cyklu "Rozmówki rodzinne"



Ona
Idź i wyrzuć kartkę do śmieci, do tej czerwonej skrzyni. Dzisiaj jest czwartek, to będziemy sprzątać.

Ich Dziecię
Skrupulatne jak zwykle.
Nie, dzisiaj jest tłusty czwartek.
 

środa, 3 lutego 2016

Udane pączki bezglutenowe - reaktywacja :)

...z cyklu "Gotuję sobie"


Nie, nie, jeszcze nie zrobiłam. Dnia wolnego też w tym roku z okazji smażenia pączków nie będzie. Ale będzie link do wpisu, w którym rok temu ekscytuję się, że dzień wolny mam :)

Takie wychodzą, proszę bardzo:


Link do przepisu na pączki bez glutenu, które się udają :)

W zeszłym roku przepis ten wypróbowałam, ale też parę praktycznych rzeczy zanotowałam, więc jeśli potrzebujecie, to proszę bardzo: LINK :)

Tyle i jeszcze drugie tyle dla jednej osoby w zupełności wystarczy. My (w osobie szanownego małżonka) udamy się po łupy do cukierni. Ile zjadacie w ciągu dnia? Bo ja lekko pochłaniam osiem do dziesięciu takich całkiem sporych :) A jakie lubicie najbardziej? Z lukrem? Z pudrem? Oblane czekoladą? U mnie numer jeden to pączki z marmoladą obficie polane lukrem!

Smacznego!

wtorek, 2 lutego 2016

Obudziłyśmy się w łóżku z przyjaciółką?

...z cyklu "Rodzicielstwo radosne"

 
http://www.iumw.pl/kursy-informacje-ogolne.html

 

Jak wychować syna na idealnego mężczyznę? Jak kobieta-matka, kobieta-nauczycielka ma wychować idealnego faceta? Według własnych wyobrażeń? Kilka lat temu słyszałam w telewizji, że obecnie żyjemy w czasach "Seksmisji" Machulskiego, że już nie ma prawdziwych facetów, bo oni - z miłości do kobiet - pozwolili im się tak zmienić, że ostatecznie obudziłyśmy się w łóżku z przyjaciółką.


Wysłucha, przytuli, zrozumie, doradzi, westchnie z empatią, poda wiaderko lodów i obejrzy z nami komedię romantyczną. Posmaruje się kremem, ułoży sobie włosy, idealnie dobierze krawat do koszuli. W skrajnych wypadkach uda się do kosmetyczki i na manicure.

O to nam chodziło? Może i tak. W końcu co w tym złego?

Nic, ale...

Ale marudzimy. Że zbyt wymuskany, że ma więcej kosmetyków niż my, że słabowity, że w ogóle ą, ę i bułkę przez bibułkę.

Babie nie dogodzisz, wiadomo, ale czego nie zrobi tak zwany prawdziwy mężczyzna, abyśmy my, kobiety, były wreszcie usatysfakcjonowane i zwyczajnie szczęśliwe?

Brodę zapuści w wieku dwudziestu kilku lat? Drwala będzie udawał, pokrywając realne lub wyimaginowane niedostatki tak zwanej męskości? Na mamuta pójdzie polować? Może i tak, przecież przyjaciółka tego nie zrobi, a broda i maczuga to niezbite dowody, że on nią nie jest.

Tylko kim on tak naprawdę jest w tym swoim dążeniu do zaspokojenia kobiecych oczekiwań, którymi zewsząd jest bombardowany? Wszak kobiety nie gęsi i swoje pisma mają, więc wieki męskiej dominacji ochoczo sobie odbijają, artykułując głośno i wyraźnie katalogi cech tak zwanego idealnego mężczyzny. I tylko można mieć wątpliwości, czy te cechy to realne oczekiwania, czy może po prostu zemsta rzekomo słabszej połowy ludzkości i zwyczajne wpuszczanie w maliny nieświadomego, a chcącego być idealnym, faceta. A niech ma, niech się pomęczy, niech się stara. I tak nie podoła. A wtedy my go... wyśmiejemy. Tylko wyśmiejemy, bo przecież tak naprawdę go potrzebujemy. I przygarniemy pomimo. Ale po co to wszystko? Przecież nie o to chodzi.

Dawno, dawno temu chodził po świecie facet, którego mama nie uczyła, jak adorować kobietę, jak się ładnie ubierać, jak obierać ziemniaki, jak robić zakupy, jak opiekować się dzieckiem, jak wiercić dziurę w ścianie, sprzątać, prać, gotować.

Nauczyła go tylko bycia szczerym (ale nie do bólu - by nikogo nie zranił), uczciwym zewnętrznie (by nikogo nie oszukał), a także wewnętrznie (by nie oszukiwał sam siebie), dobrym. Dla ludzi. Nie dla kobiet, nie dla mężczyzn, tylko tak w ogóle.

I to wszystko na co dzień własnym przykładem. Raczej nie potokiem słów, bo nie była zbyt gadatliwa. A kiedy jako dziecko lub dorastający chłopak zbaczał czasem z wytyczonego przez nią traktu, łagodnie, ale stanowczo domagała się powrotu.

Szczerość, uczciwość, dobroć.

Nie kłam, ale i nie rań, bo szczerość nie jest wartością sama w sobie, lecz tylko wtedy, gdy drugiemu człowiekowi służy.

Nie oszukuj innych, nie wykorzystuj ich dla własnych celów, ale przede wszystkim nie oszukuj samego siebie, że robiąc coś złego, masz dobre intencje, i to cię usprawiedliwia. Albo że nie nie robiąc tego, co powinieneś, jesteś w porządku, ponieważ to nie twoja sprawa, inni zrobią to lepiej, nie masz czasu, masz ważniejsze rzeczy na głowie... itd.

Bądź zwyczajnie dobry. Rób więcej, niż musisz. Więcej, niż należy do twoich obowiązków. Nawet jeśli niektórzy zwykli nazywać to frajerstwem.

A przede wszystkim nie daj sobie wmówić, że żyjąc z własną rodziną we własnym domu, jedynie w nim "pomagasz". Nie pomagasz, tak samo jak nie pomaga w nim twoja żona ani twoje dzieci. To proste i takie oczywiste. O czym tu dyskutować? Podział obowiązków? Rozpisane na punkty partnerstwo? Co to takiego? Jeśli jesteś dobry, uczciwy, a twoje intencje są szczere - nawet do głowy ci nie przyjdzie dywagować na takie tematy. Nie musisz, bo nie masz z nimi problemu. Twoja żona też nie, wszak jesteś w porządku.

Dziś chłopiec jest już mężczyzną, który budzi zaufanie jak nikt inny. Nawet w chwilach, kiedy nie wszystko się układa, nie posunie się do nieuczciwości. Nie cofnie się przed okazaniem złych emocji, ale okaże je nie po to, by zranić, dlatego mimo wszystko zważy słowa. Nie podzieli prac domowych na męskie i żeńskie i nie powie, że w domu pomaga, ponieważ jest dla niego oczywiste (co oznacza, że nikt mu tego nie wmówił), że we własnym domu się nie pomaga, tylko o niego dba. Zrozumie, że żona nie zmieni koła w samochodzie, nie skosi trawy, nie położy płytek, nie upiecze ciasta, nie wyniesie pająka, przypali wodę na herbatę, nie zapamięta hasła do telefonu, nie... Ponieważ jest dobry, wewnętrznie uczciwy i nie będzie udawał sam przed sobą, że jest okej, kiedy nie jest, bo każdy ma jakieś ograniczenia, a we wspólnym życiu nie chodzi o to, by je sobie wytykać i ze sobą walczyć, tylko o to, żeby się wspierać.

A poza tym... nie obraża się, gdy słyszy: "Tej koszuli nie wkładaj!", "Zabrałbyś żonę do kina", "Co dostanę na urodziny?". Wiadomo, że lepiej, gdy nie trzeba takich rzeczy mówić, a idealny facet sam z wyprzedzeniem odgaduje nasze życzenia, wie, jak się idealnie ubrać i co mamy na myśli, kiedy mówimy, że... Wiadomo. Ale czy nie tak właśnie zachowuje się przyjaciółka?

No właśnie. Jednak to nieważne. Takie zdolności potrafią wyćwiczyć również jednostki z gruntu podłe i fałszywe tylko po to, by przyciągnąć kobiety z uporem godnym lepszej sprawy poszukujące idealnego mężczyzny. Dlatego nie o te gesty chodzi.

Nie ma idealnych ludzi. Mężczyzn ani kobiet. Nie wychowamy idealnego faceta ani idealnej córki. Możemy się tylko starać zaszczepić w nich trzy cechy. Szczerość (ale nie do bólu, by nikogo nie ranić). Uczciwość (względem innych i siebie, by się nie oszukiwać, że jesteśmy okej, gdy nie jesteśmy, bo w taki sposób nie dajemy sobie szansy na zmianę). Dobroć (nawet jeśli niektórzy nazywają ją frajerstwem - ja wolę nazywać wrażliwością, choć sama wrażliwość to dopiero początek bycia dobrym).

Dlatego nie pozostaje nam nic innego, jak próbować wychować dobrego człowieka, który będzie potrafił wziąć pod uwagę potrzeby innych, może trochę zrezygnować z siebie, nie będąc jednocześnie naiwnym. A nawet jeśli, to wolę mieć syna naiwnego, lecz dobrego, niż cynicznego cwaniaka. Cała reszta (kino, randki, kwiaty, sprzątanie, pranie, gotowanie) to detale nie będące niczym innym, jak tylko przejawem szczerości, uczciwości i dobroci.

Może taki facet dopiero będzie się uczył, jak zadbać o romantyczny nastrój przy kolacji. Może inaczej niż ja poskłada pranie i ono potem nie zmieści się w szafce. Może zapomni odkurzyć albo wynieść śmieci. Może będzie miał wady. Ale przynajmniej nie będzie uważał ich za zalety. I będzie moim przyjacielem, nie przyjaciółką.

poniedziałek, 1 lutego 2016

Jej własny raj

...z cyklu "Uroda życia"

 

http://notatkiniki.blogspot.com/


Powiedzieć, że Ziemia jest Arkadią, rajem, byłoby głupotą, nadużyciem i zwykłą bezczelnością wobec tych, którzy doświadczają tu cierpienia. Ale godne podziwu jest podejmowanie mimo to prób stworzenia własnych enklaw, w których wbrew wszystkiemu, choć bez zamykania oczu na zło, będzie nam jak w raju, gdzie będziemy starać się ochronić to, co dobre, co niesie spokój, życzliwość i przyjaźń.


Osobą, której cudownie się to od lat udaje, która od lat w trzech miejscach swojego zamieszkania tworzy własną prywatną Arkadię, jest Nika, jedna z moich pierwszych blogowych koleżanek, autorka bloga Francuskie i inne notatki Niki, z którą znamy się i odwiedzamy na naszych blogach od początku, czyli od prawie trzech lat.

Czuję się zaszczycona, dumna i szczęśliwa, ponieważ Nika zechciała użyczyć Północnej Arkadii bohaterom "Sezonu zamkniętych serc". Mam nadzieję, że godnie ją zagospodarowali :) Dlatego w ich i we własnym imieniu z serca Ci za to, Niko, dziękuję!