wtorek, 2 lutego 2016

Obudziłyśmy się w łóżku z przyjaciółką?

...z cyklu "Rodzicielstwo radosne"

 
http://www.iumw.pl/kursy-informacje-ogolne.html

 

Jak wychować syna na idealnego mężczyznę? Jak kobieta-matka, kobieta-nauczycielka ma wychować idealnego faceta? Według własnych wyobrażeń? Kilka lat temu słyszałam w telewizji, że obecnie żyjemy w czasach "Seksmisji" Machulskiego, że już nie ma prawdziwych facetów, bo oni - z miłości do kobiet - pozwolili im się tak zmienić, że ostatecznie obudziłyśmy się w łóżku z przyjaciółką.


Wysłucha, przytuli, zrozumie, doradzi, westchnie z empatią, poda wiaderko lodów i obejrzy z nami komedię romantyczną. Posmaruje się kremem, ułoży sobie włosy, idealnie dobierze krawat do koszuli. W skrajnych wypadkach uda się do kosmetyczki i na manicure.

O to nam chodziło? Może i tak. W końcu co w tym złego?

Nic, ale...

Ale marudzimy. Że zbyt wymuskany, że ma więcej kosmetyków niż my, że słabowity, że w ogóle ą, ę i bułkę przez bibułkę.

Babie nie dogodzisz, wiadomo, ale czego nie zrobi tak zwany prawdziwy mężczyzna, abyśmy my, kobiety, były wreszcie usatysfakcjonowane i zwyczajnie szczęśliwe?

Brodę zapuści w wieku dwudziestu kilku lat? Drwala będzie udawał, pokrywając realne lub wyimaginowane niedostatki tak zwanej męskości? Na mamuta pójdzie polować? Może i tak, przecież przyjaciółka tego nie zrobi, a broda i maczuga to niezbite dowody, że on nią nie jest.

Tylko kim on tak naprawdę jest w tym swoim dążeniu do zaspokojenia kobiecych oczekiwań, którymi zewsząd jest bombardowany? Wszak kobiety nie gęsi i swoje pisma mają, więc wieki męskiej dominacji ochoczo sobie odbijają, artykułując głośno i wyraźnie katalogi cech tak zwanego idealnego mężczyzny. I tylko można mieć wątpliwości, czy te cechy to realne oczekiwania, czy może po prostu zemsta rzekomo słabszej połowy ludzkości i zwyczajne wpuszczanie w maliny nieświadomego, a chcącego być idealnym, faceta. A niech ma, niech się pomęczy, niech się stara. I tak nie podoła. A wtedy my go... wyśmiejemy. Tylko wyśmiejemy, bo przecież tak naprawdę go potrzebujemy. I przygarniemy pomimo. Ale po co to wszystko? Przecież nie o to chodzi.

Dawno, dawno temu chodził po świecie facet, którego mama nie uczyła, jak adorować kobietę, jak się ładnie ubierać, jak obierać ziemniaki, jak robić zakupy, jak opiekować się dzieckiem, jak wiercić dziurę w ścianie, sprzątać, prać, gotować.

Nauczyła go tylko bycia szczerym (ale nie do bólu - by nikogo nie zranił), uczciwym zewnętrznie (by nikogo nie oszukał), a także wewnętrznie (by nie oszukiwał sam siebie), dobrym. Dla ludzi. Nie dla kobiet, nie dla mężczyzn, tylko tak w ogóle.

I to wszystko na co dzień własnym przykładem. Raczej nie potokiem słów, bo nie była zbyt gadatliwa. A kiedy jako dziecko lub dorastający chłopak zbaczał czasem z wytyczonego przez nią traktu, łagodnie, ale stanowczo domagała się powrotu.

Szczerość, uczciwość, dobroć.

Nie kłam, ale i nie rań, bo szczerość nie jest wartością sama w sobie, lecz tylko wtedy, gdy drugiemu człowiekowi służy.

Nie oszukuj innych, nie wykorzystuj ich dla własnych celów, ale przede wszystkim nie oszukuj samego siebie, że robiąc coś złego, masz dobre intencje, i to cię usprawiedliwia. Albo że nie nie robiąc tego, co powinieneś, jesteś w porządku, ponieważ to nie twoja sprawa, inni zrobią to lepiej, nie masz czasu, masz ważniejsze rzeczy na głowie... itd.

Bądź zwyczajnie dobry. Rób więcej, niż musisz. Więcej, niż należy do twoich obowiązków. Nawet jeśli niektórzy zwykli nazywać to frajerstwem.

A przede wszystkim nie daj sobie wmówić, że żyjąc z własną rodziną we własnym domu, jedynie w nim "pomagasz". Nie pomagasz, tak samo jak nie pomaga w nim twoja żona ani twoje dzieci. To proste i takie oczywiste. O czym tu dyskutować? Podział obowiązków? Rozpisane na punkty partnerstwo? Co to takiego? Jeśli jesteś dobry, uczciwy, a twoje intencje są szczere - nawet do głowy ci nie przyjdzie dywagować na takie tematy. Nie musisz, bo nie masz z nimi problemu. Twoja żona też nie, wszak jesteś w porządku.

Dziś chłopiec jest już mężczyzną, który budzi zaufanie jak nikt inny. Nawet w chwilach, kiedy nie wszystko się układa, nie posunie się do nieuczciwości. Nie cofnie się przed okazaniem złych emocji, ale okaże je nie po to, by zranić, dlatego mimo wszystko zważy słowa. Nie podzieli prac domowych na męskie i żeńskie i nie powie, że w domu pomaga, ponieważ jest dla niego oczywiste (co oznacza, że nikt mu tego nie wmówił), że we własnym domu się nie pomaga, tylko o niego dba. Zrozumie, że żona nie zmieni koła w samochodzie, nie skosi trawy, nie położy płytek, nie upiecze ciasta, nie wyniesie pająka, przypali wodę na herbatę, nie zapamięta hasła do telefonu, nie... Ponieważ jest dobry, wewnętrznie uczciwy i nie będzie udawał sam przed sobą, że jest okej, kiedy nie jest, bo każdy ma jakieś ograniczenia, a we wspólnym życiu nie chodzi o to, by je sobie wytykać i ze sobą walczyć, tylko o to, żeby się wspierać.

A poza tym... nie obraża się, gdy słyszy: "Tej koszuli nie wkładaj!", "Zabrałbyś żonę do kina", "Co dostanę na urodziny?". Wiadomo, że lepiej, gdy nie trzeba takich rzeczy mówić, a idealny facet sam z wyprzedzeniem odgaduje nasze życzenia, wie, jak się idealnie ubrać i co mamy na myśli, kiedy mówimy, że... Wiadomo. Ale czy nie tak właśnie zachowuje się przyjaciółka?

No właśnie. Jednak to nieważne. Takie zdolności potrafią wyćwiczyć również jednostki z gruntu podłe i fałszywe tylko po to, by przyciągnąć kobiety z uporem godnym lepszej sprawy poszukujące idealnego mężczyzny. Dlatego nie o te gesty chodzi.

Nie ma idealnych ludzi. Mężczyzn ani kobiet. Nie wychowamy idealnego faceta ani idealnej córki. Możemy się tylko starać zaszczepić w nich trzy cechy. Szczerość (ale nie do bólu, by nikogo nie ranić). Uczciwość (względem innych i siebie, by się nie oszukiwać, że jesteśmy okej, gdy nie jesteśmy, bo w taki sposób nie dajemy sobie szansy na zmianę). Dobroć (nawet jeśli niektórzy nazywają ją frajerstwem - ja wolę nazywać wrażliwością, choć sama wrażliwość to dopiero początek bycia dobrym).

Dlatego nie pozostaje nam nic innego, jak próbować wychować dobrego człowieka, który będzie potrafił wziąć pod uwagę potrzeby innych, może trochę zrezygnować z siebie, nie będąc jednocześnie naiwnym. A nawet jeśli, to wolę mieć syna naiwnego, lecz dobrego, niż cynicznego cwaniaka. Cała reszta (kino, randki, kwiaty, sprzątanie, pranie, gotowanie) to detale nie będące niczym innym, jak tylko przejawem szczerości, uczciwości i dobroci.

Może taki facet dopiero będzie się uczył, jak zadbać o romantyczny nastrój przy kolacji. Może inaczej niż ja poskłada pranie i ono potem nie zmieści się w szafce. Może zapomni odkurzyć albo wynieść śmieci. Może będzie miał wady. Ale przynajmniej nie będzie uważał ich za zalety. I będzie moim przyjacielem, nie przyjaciółką.

15 komentarzy:

  1. Wiem jakie to jest niesamowicie dziwne, ale uważam, że moja teściowa odwaliła kawał dobrej roboty :). Pamiętam, jak wiele lat temu po raz pierwszy zobaczyłam ją w akcji, jak rozmawia z moim przyszłym mężem, a swoim synem. Uwierz mi, że oazą spokoju to ona nie jest i można by dyskutować na temat jej zdolności pedagogicznych. Ale w tym się sprawdziła idealnie. Wychowała go naprawdę na mężczyznę - męża, a nie na chłopca - synka. I to nie jest pusty slogan.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak, Marta. Dobre wychowanie to podstawa. A męskość nie wyraża się w posiadaniu lub nieposiadaniu kosmetyków, brody, ciuchów albo w umiejętności lub nieumiejętności zorganizowania perfekcyjnej randki. Choć to cecha mile widziana ;)

      Usuń
  2. mi by wystarczyło, by mężczyźni nie rzucali się w środkach komunikacji miejskiej na miejsca siedzące, jak nie przymierzając inwalida drugiej grupy, po to by przejechać przystanek-dwa,a kosmetyków to już mogą tyle mieć, ile zapragną:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, szkoda, że wrażliwość niektórych ludzi ogranicza się do wrażeń estetycznych, bo już o innych nie przyjdzie im do głowy pomyśleć ;) He, he, kosmetyki są dobre, ale chamstwa się nimi nie zakryje.

      Usuń
  3. Dla każdego ideał jest inny :) Patrzę na mojego syna i jestem dumna. Poradzi sobie w życiu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Inaczej poskłada pranie, odkurzy, wyniesie śmieci... Medal dla kobiety, która ma takiego nadzwyczajnego faceta!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Medal dla kobiety, która wychowa takiego faceta :)

      Usuń
    2. Otóż to. Twojej teściowej pewnie się należy.

      Usuń
  5. mnie potrafią chłopaki zaskoczyć, nie powiem....

    ale takie prawdziwe odruchy życzliwości, dobrego serca, mądrości- choć czasem maleńkie to zostają we mnie na dłużej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, bo te wszystkie gesty to tylko wyraz czegoś głębszego, przyzwoitości może?

      Usuń
  6. Synowi - póki co - wróżę karierę żigolaka. Jest uroczy i śliczny, poza tym próżniak. Ciężka orka na ugorze.

    A egzemplarz u boku... Cóż, w zasadzie nie mogę wyjść z podziwu, jak pochodząc z domu, z którego pochodzi, jest jaki jest. Czyli - mimo starań - mało patologiczny.

    To pozwala mi żywić nadzieję, że niezależnie od tego, ile sknocę w procesie wychowawczym syna, jakoś wyjdzie na ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byle miał dobre priorytety ;) A że orka, to fakt, tylko czy do końca na ugorze? Tego nigdy się nie wie. Gwarancji powodzenia brak. Takie życie. Tak kombinuję, że nie chodzi o rzeźbienie w materii, a raczej o kierunek. Rzeźbić nie umiem. Kierunki też mi się mylą, ale pokazać ręką zawsze łatwiej ;)

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.