piątek, 8 kwietnia 2016

Stawisko. Intymnie

...z cyklu "Czytam sobie"

 


Od kiedy upłynęło trzydzieści lat od śmierci Jarosława Iwaszkiewicza i wolno to robić, jedna po drugiej pojawiają się książki ukazujące prywatną stronę życia człowieka, który w moim odczuciu tak naprawdę nigdy jej nie ukrywał. Listy, dzienniki, zapiski członków jego rodziny. Różnorodność perspektyw wzbogaca, ale czasem też powoduje zagubienie.

 


Próba skonfrontowania z nimi obserwacji, przeczuć i domysłów sprzed niespełna dwudziestu lat. Obserwacji, przeczuć i domysłów wywiedzionych z lektury naiwnej, choć przecież dyscyplinowanej tlącym się w tyle głowy szkolnym zakazem utożsamiania autora z jego dziełem. Uzasadnionym i zarazem prowadzącym na manowce.

Ciekawość.

Nie mam na myśli rewelacji typu "kto, z kim, gdzie i dlaczego", czyli najbardziej oczekiwanych "pikantnych" szczegółów biografii, ale intymną stronę przeżywania własnej profesji. On ją pokazywał, nawet bez koloryzowania, przede wszystkim w swoich książkach reportażowych, a także pod pozorem kreowania tak bardzo go przypominających literackich bohaterów.
 

Nie jestem w stanie stwierdzić, z jakiego właściwie powodu czytanie "Sławy i chwały" konfrontowane z oszczędną, jeśli chodzi o szczegóły, biografią autorstwa Andrzeja Zawady (innej wtedy nie było) nie było zajęciem jałowym, lecz przeciwnie, na miarę studenckich możliwości, owocnym. Jak bardzo, przekonałam się, czytając przed kilkoma laty trzy tomy "Dzienników" opatrzonych naprawdę treściwymi przypisami. Powodowała mną ciekawość.


I teraz to.
Intymnie.
Czy ja wiem... Materialny wymiar intymności zawsze był dla mnie istotny, dlatego rzuciłam się na lekturę łakomie, gdy tylko...


Rzeczy.

Anna Król czyta "Dzienniki" i w zasadzie porusza się po śladach pozostawionych przez pisarza w tych najbardziej intymnych zapiskach. Do Stawiska dociera kilka lat po mnie. Ćwiczy wyobraźnię, próbując odtworzyć wygląd domu z czasów, kiedy wypełniało go życie mieszkańców. Dotyka przedmiotów.


Guzik, zawartość szafy, łóżko, pędzel do golenia, lustro, paragon... prowokują ją do stawiania pytań i poszukiwania odpowiedzi. Pobudzają wyobraźnię. Za którą śmiało podąża, dopisując wykreowane przez siebie sceny, sytuacje, a nawet wkładając w usta bohatera słowa, które mógłby wtedy wypowiedzieć... Mógłby? Zabieg to odważny, ale chyba skuteczny. Na miarę Nagrody Głównej Konkursu "Promotorzy Debiutów" w roku 2015. Książka dedykowana tym, którzy wierzą, że przy pomocy biletu na kolejkę WKD można podróżować w czasie.

Kilka fotek z czasów, kiedy muzeum w Stawisku było w fazie urządzania i wiele rzeczy znajdowało się jeszcze (prawie!) na swoim miejscu.

Świeżo odnowiona elewacja


W sam raz do cyklu "Biurka pisarzy" :)

Poznajecie autorów tych grafik?

Rzeczy. Biurko na folii ochronnej i pudła z narzędziami. Ekspozycja cenniejsza od udostępnianej obecnie ;) Świadectwo chwili? Podobało mi się...


W szufladzie szafki nocnej zamieszkały narzędzia renowatorów :)

Takie pytanie: co nie wejdzie w skład powstającej właśnie ekspozycji? :)


Wyjście do parku
Fotografie wnętrz Stawiska można oczywiście znaleźć w lepszych miejscach i w lepszej jakości. Ale te moje czekały na swoje pięć minut od siedmiu lat. I się doczekały. :) To była wizyta intymna. Odbyła się na długo przed publikacją "Dzienników". Agnieszka i Robert Papiescy właśnie wtedy nad nimi pracowali. W spotkaniu z Jarosławem dyskretnie towarzyszyła mi wieloletnia mieszkanka Stawiska, pani Zofia Dzięcioł.

15 komentarzy:

  1. Zaczytywałam się niedawno w "Książce moich wspomnień", uwielbiam te fragmenty o dawnej Podkowie Leśnej, koło której się wychowałam i z którą nadal jestem związana - tak więc ucieszył mnie bardzo ten post. Ostatnio rozbawiła mnie też historia o odnalezieniu "Kociej książki" w szpargałach na strychu Stawiska - jak się uchowała przez tyle lat;) W najbliższym czasie planuję też spacer nordic walking "Trasą spacerową śladami J. Iwaszkiewicza po Brwinowie i Podkowie Leśnej" - ponieważ nigdy tamtędy nie szłam bardzo jestem ciekawa czy uda mi się odnaleźć ducha Iwaszkiewicza. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Bardzo bym chciała móc tak pospacerować. Stawisko traktowano z dużą czułością, jak mi się wydaje, i może dlatego oszczędnie ingerowano w przestrzeń prywatną. Jednak to dziwne, bo przecież wszyscy wiedzą, że największe skarby są pochowane na strychu :)
      Życzę pięknego spaceru! :)

      Usuń
  2. Iwaszkiewicza uwielbiam za jego niepowtarzalne spostrzeganie świata.
    Cudowne wnętrza,chciała bym móc zwiedzić takowe muzeum.Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bardzo lubię być w jego prozie. To mój świat. Całuję Cię! :)

      Usuń
  3. Lubię wędrować po takich miejscach, dotykać przedmiotów i wyobrażać sobie ich właściciela. A Stawiska są bardzo klimatyczne. Może sięgnę po Iwaszkiewicza na poważnie? ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Toaletkę przygarnęłabym bez mrugnięcia okiem :) może dlatego, ze obecnie przyglądam się życiu Anny Iwaszkiewicz. Kiss kochana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Razem z zawartością? Całuję!

      Usuń
    2. Oczywiście :P ciekawski typek jestem

      Usuń
  5. Wspaniałe wnętrza i jakie niesamowite uczucie być w miejscu w którym tak wielka osoba przebywała:) . Szuflada szafki nocnej wygląda jak profanacja:( . Panowie konserwatorzy nie ładnie nie ładnie. Lubisz marcepany?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki humorystyczny akcent :) Lubię marcepany, a ten był ze śliwką w gorzkiej czekoladzie. Pycha!

      Usuń
  6. Bardzo ciekawa wizyta! Rozczulają mnie zawsze te materiały wieszane na ścianach - zwłaszcza przy łóżkach lub nad łóżkami - dziś już się tego raczej nie praktykuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka lat siedzenia w tekstach człowieka, wręcz w jego głowie, a potem takie odwiedziny - nie do opisania. Muszę wrócić. Sama :)

      Usuń
  7. Dziękuję za ten spacer. Dopiero odkrywam biografię Iwaszkiewicza, znam jej fragmenty z korespondencji z żoną, wydanej przez Czytelnika. Stawisko już wydaje mi się bliskie, ale jeszcze nie zwiedziłam. A okolica cała jest ciekawa, historia teścia Iwaszkiewicza, miasta-ogrody (np. Brwinów) ukazane są m.in. w powieści Ałbeny Grabowskiej-Grzyb. Pisząc recenzję do tej książki doszperałam się do różnych ciekawostek... Kiedyś z pewnością się wybiorę... Wyobrażam sobie jakie wrażenie musiało to miejsce wywrzeć na Tobie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowany za twórczość, lekceważony, a potem nawet nienawidzony za to, kim był w życiu. To taki człowiek "pomiędzy", w dodatku w pełni tego zawieszenia świadomy. Różnie go oceniają, ale im bardziej zagłębiam się w biografię, tym mniej we mnie skłonności do jakichkolwiek sądów. W każdym razie - fascynujący. A Ałbenie od dawna zazdroszczę, że mieszka w takim miejscu :) Nie wiem, jak to teraz wygląda, ale wtedy chodziliśmy tam jak po zwykłym domu. Wybierz się, warto :)

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.